Страница 43 из 59
Tom wybiegł naprzód; zatrzymywał się przy każdej nowej przeszkodzie, by zaczekać na Rolanda z poczuciem wyższości widocznym na pyszczku.
Kiedy zapadł zmrok, w oddali rozległo się ciche granie myśliwskich rogów.
Roland starał się szybciej wspinać.
Rogi grały głośniej.
Wreszcie perć się skończyła. Góra też.
Zadyszany Roland zachwiał się na krawędzi przepaści i spojrzał w dół. Daleko pod sobą widział jedynie białe strzępy, które musiały być chmurami.
U podnóża góry postaci w zbrojach błyszczących księżycowym srebrem stanęły w strzemionach i zakrzyknęły wyzywająco.
– Co teraz? – Roland rzucił pytanie w głąb nocy.
Mrucząc głośno, Tom otarł się o jego nogi, a następnie skoczył w przepaść z ogonem rozwianym niczym proporzec.
– O nie – Roland zrobił krok do tyłu – nie zeskoczę z urwiska za kotem. Wybijcie to sobie z głowy. Nie ma mowy. – Zastanowił się, jakie ma jeszcze wyjście. – Wolałbym zaryzykować spotkanie z księżniczką, niż zrobić coś tak głupiego. – Wtedy przed oczami stanął mu poruszający szczęką trup, przez którego Mrok mówił mu, że nie ma i
Cierpliwość i harfa zagrały do wtóru jego krzyku.