Страница 5 из 32
Rozdział 2
Po szkole średniej zamierzałem podjąć studia na Uniwersytecie północnej Karoliny w Champel Hill. Ojciec wolałby, żebym podobnie jak synowie i
– Wydaje mi się, że powinieneś wystartować w wyborach na przewodniczącego samorządu szkolnego – powiedział. – Kończysz szkołę w czerwcu i myślę, że to będzie dobrze wyglądało w twoich aktach. Twoja matka jest zresztą tego samego zdania co ja.
Matka kiwnęła głową, przeżuwając fasolkę. Nie odzywała się wiele, gdy ojciec przemawiał, ale mrugnęła do mnie. Czasem wydaje mi się, że chociaż była słodka i dobra, lubiła patrzeć jak przeżywam katusze.
– Nie sądzę, żebym miał szanse wygrać – odparłem.
Mimo że byłem prawdopodobnie najbogatszym dzieciakiem w szkole, z całą pewnością nie byłem najbardziej lubiany. Zaszczyt ten przypadł mojemu najlepszemu kumplowi, Ericowi Hunterowi, który rzucał piłeczkę baseballową z prędkością niemal dziewięćdziesięciu mil na godzinę i jako fenomenalny quarterback dwa razy pod rząd doprowadził do zdobycia przez naszą drużynę futbolową tytułu mistrza stanu. Dziewczyny szalały za nim. Nawet jego nazwisko brzmiało odjazdowo.
– Oczywiście, że wygrasz – oświadczył ojciec. – My, Carterowie, zawsze wygrywamy.
Była to kolejna przyczyna, dla której nie lubiłem z nim przebywać. W trakcie tych rzadkich chwil, które spędzał w domu, chciał chyba ulepić ze mnie miniaturową wersje samego siebie. Dorastałem przeważnie bez niego i wskutek tego nie czułem się najlepiej, gdy przyjeżdżał do domu. To była pierwsza rozmowa, jaką odbyliśmy od kilku tygodni. Rzadko mówił ze mną przez telefon.
– A może ja wcale tego nie chcę? – broniłem się dalej.
Ojciec odłożył widelec, z wciąż tkwiącym na nim kawałkiem wieprzowego kotleta, i posłał mi ostre spojrzenie. Miał na sobie garnitur, mimo że w domu było ponad dwadzieścia pięć stopni, i to sprawiało, że jeszcze bardziej mnie onieśmielał. Swoją droga, ojciec zawsze nosił garnitur.
– Uważam – wycedził powoli – że to dobry pomysł.
Wiedziałem, że kiedy mówi w ten sposób, sprawa jest przesądzona. Tak to wyglądało w mojej rodzinie. Jednak nawet gdy się zgodziłem, nadal nie chciałem tego robić. Nie chciałem marnować czasu, przez cały rok spotykając się raz w tygodniu po szkole – po szkole! – z nauczycielami, dyskutując na temat szkolnych potańcówek albo próbując zdecydować, jakiego koloru maja być szturmówki. Tak naprawdę tym właśnie zajmowali się wszyscy przewodniczący samorządu, przynajmniej za moich czasów. Kiedy szło o rzeczywiście ważne sprawy, uczniowie nie mieli nic do gadania.
Z drugiej strony wiedziałem jednak, że ojciec ma racje. Musiałem coś zrobić, jeśli miałem zamiar dostać się na uniwerek. Nie grałem w futbol ani w koszykówkę, nie grałem na żadnym instrumencie, nie należałem do klubu szachowego, kręglarskiego i żadnego i
Nazajutrz rano poszedłem do gabinetu dyrektora i wpisałem się na listę kandydatów. W wyborach kandydowały jeszcze dwie osoby: John Foreman oraz Maggie Brown. John nie miał żadnej szansy. Był facetem, który rozmawiając z tobą, potrafił wypruć ci nitkę z całego ubrania. Ale dobrze się uczył. Siedział w pierwszej ławce i podnosił rękę za każdym razem, kiedy nauczyciel zadawał jakieś pytanie. Proszony o udzielenie odpowiedzi, prawie zawsze udzielał właściwej i obracał się z dumna miną, jakby udowodnił właśnie, jak bardzo przewyższa intelektem siedzących w klasie peonów. Eric i ja pluliśmy na niego, kiedy tylko nauczyciel odwracał się do nas plecami.
Z Maggie Brown sprawa wyglądała inaczej. Ona także dobrze się uczyła. Przez pierwsze trzy lata była członkiem rady szkolnej, a w trzeciej klasie została przewodnicząca samorządu klasowego. Jedynym jej minusem było to, że nie była zbyt atrakcyjna i w dodatku tego lata przybrała trzydzieści funtów na wadze. Wiedziałem, że żaden chłopak nie odda na nią głosu.
Przekonawszy się, z kim przyjdzie mi się zmierzyć, doszedłem do wniosku, że być może mam jednak jakąś szansę. Stawka była cała moja przyszłość. Musiałem więc ustalić pewną strategię. Pierwszy zaakceptował ją Eric.
– Jasne, nie ma problemu, każę głosować na ciebie wszystkim chłopakom z drużyny. Jeżeli naprawdę ci na tym zależy.
– Może także ich dziewczynom? – zasugerowałem.
Na tym w gruncie rzeczy polegała cała kampania. Zgodnie z oczekiwaniami, uczestniczyłem oczywiście w różnych debatach i rozdawałem durne ulotki pod tytułem „Co zrobię, jeśli zostanę przewodniczącym”, ostatecznie jednak zwycięstwo odniosłem prawdopodobnie dzięki Ericowi Hunterowi. Szkoła średnia w Beaufort liczyła tylko około czterystu uczniów, w związku z czym przeważały głosy sportowców, a większość z nich i tak miała w głębokim poważaniu to, na kogo głosują. W końcu wszystko potoczyło się tak, jak zaplanowałem.
Zostałem wybrany na przewodniczącego wątłą przewaga jednego głosu. Nie miałem pojęcia, jakie ściągnie mi to na głowę kłopoty.
W poprzedniej klasie chodziłem z dziewczyna o nazwisku Angele Clark. Była moją pierwszą prawdziwą dziewczyną, chociaż trwało to zaledwie kilka miesięcy. Tuż przed wakacjami porzuciła mnie jednak dla chłopaka, który miał na imię Lew i pracował jako mechanik w warsztacie swojego ojca. Jego główną zaleta, z tego co pamiętam, było to, że miał naprawdę fajny samochód. Ubrany w biały podkoszulek, z wsuniętą pod rękaw paczką cameli, opierał się o maskę swojego thunderbirda i strzygąc oczyma w lewo i w prawo wołał: „Cześć, maleńka” – kiedy tylko w pobliżu przechodziła jąkać laska. Był prawdziwym typem zwycięzcy, jeśli rozumiecie, o co mi chodzi.
Tak czy inaczej, zbliżał się bal na rozpoczęcie roku, a ja z powodu całej tej historii z Angelą, wciąż nie miałem partnerki. W balu mieli uczestniczyć wszyscy członkowie rady uczniowskiej: obecność była obowiązkowa. Musiałem pomóc udekorować sale gimnastyczną i posprzątać następnego dnia, a poza tym te bale były całkiem udane. Zadzwoniłem do kilku dziewczyn, które znałem, ale miały już z kim iść, w związku z czym zadzwoniłem do kilku i
Bliski paniki, wyciągnąłem szkolny album z zeszłego roku i zacząłem go kartkować, szukając jakiejkolwiek dziewczyny, która mogłabym nie mieć chłopaka. W pierwszej kolejności przejrzałem strony z ucze
Po jakimś czasie wprawiłem się nawet w przyjmowaniu odpowiedzi odmownych, chociaż nie jest to rzecz, którą mógłbym się chełpić przed wnukami. Mama wiedziała co jest grane, i w końcu przyszła do mojego pokoju i usiadła obok mnie na łóżku.
– Jeśli nie możesz znaleźć nikogo, z radością będę ci towarzyszyć – powiedziała.
– Dzięki, mamo – odparłem bez entuzjazmu.
Kiedy wyszła z pokoju poczułem się jeszcze gorzej niż przedtem. Nawet moja mama nie wierzyła, że uda mi się kogoś znaleźć. Gdybym pokazał się tam razem z nią, nie zapomniano by mi tego i za sto lat.
Swoją droga, na tym samym wózku jechał ze mną jeszcze jeden chłopak. Carey De
Kartkowałem więc dalej album, tam, gdzie zamieszczone były zdjęcia dziewczyn z trzeciej klasy, gdy mój wzrok padł nagle na Jamie Sullivan. Wahałem się tylko sekundę, a potem przewróciłem szybko kartkę, przeklinając się za to, że w ogóle o tym pomyślałem. Przez następną godzinę szukałem kogoś, kto wyglądałby chociaż w połowie tak przyzwoicie, powoli jednak uświadomiłem sobie, że nie został już nikt. W końcu przewróciłem kartki z powrotem i ponownie się jej przyjrzałem. Nie wygląda wcale tak źle, stwierdziłem, i jest naprawdę słodka. Chyba mi nie odmówi.