Страница 21 из 24
A w skrzyniach proch i strzępy, co dawniej ubraniami były. Czasami błyska jakaś ozdoba złota: to kolczyk, to pierścień, zausznica, puzderko jakieś maciupcie i figlarne, cekiny, które choć tylko ozdabiać miały, to cały strój przetrwały; kądziel obok stoi, lecz zamiast przędzy tylko nić pajęcza na niej.
Zagalopowaliśmy się tak, że dopiero ciemność nas otrzeźwiła i w migotliwym świetle latarek przychodzić do siebie z wolna zaczęliśmy. Dziwny nastrój, w jakim cały dzień przepędziliśmy, począł z nas parować, ulatniać się. Już i chichot nieśmiały było słychać, ktoś huknął jak puchacz, i
Noc była cichsza niż poprzednia, za to bardziej mroczna i groźna. Wypełniona gromadami wojów wąsatych i mocarnych, Saracenów, Osmanów skośnookich, arkany śmigały w powietrzu, a bokiem wojska szły milczące, zakapturzone, z krzyżami czarnymi na płaszczach, duchowni je błogosławili – znać, że do Jerozolimy szły o Święty Grób bój toczyć. Dalej jacyś męcze
Nie tylko mnie, widać, zmory se
W dali majaczyło coś na kształt pieczar, grot i jaskiń z czarnymi plackami dawno wypalonych ognisk, i malowidła na ścianach, i maczugi krzemieniem nabijane, a ciężkie i twarde jak ze stali. Przestraszyliśmy się wtedy, dokąd to jeszcze nas może mój pokój zaprowadzić – i bez słowa zawróciliśmy. Czego do dziś żałuję.
Boleję nad tym, że nie poszliśmy dalej, nie zaspokoiliśmy do cna swojej ciekawości, choć nie jestem pewien nawet, czy ten kres gdzieś istniał? Jedno jest pewne – już nigdy więcej nie udało mi się dotrzeć tak daleko. Wraz z tym, jak rosłem, kurczył się mój pokój, malał, zacieśniał się, ukrywał przede mną swe dzikie tajemnicze ostępy. Błądziłem wciąż po tych samych zaułkach parkietu w poszukiwaniu dalszej drogi i w coraz mniejszej odległości wyczuwałem obecność ścian.