Страница 2 из 15
Kwoka
Proszę pana, pewna kwokaTraktowała świat z wysokaI mówiła z przekonaniem:– Grunt – to dobre wychowanie!Zaprosiła raz więc gości,By nauczyć ich grzeczności.Osioł pierwszy wszedł, lecz przy tymW progu garnek stłukł kopytem.Kwoka wielki krzyk podniosła:– Widział kto takiego osła?!Przyszła krowa. Tuż za progiemZbiła szybę lewym rogiem.Kwoka, gniewna i surowa,Zawołała: – A to krowa!Przyszła świnia prosto z błota.Kwoka złości się i miota:– Co też pani tu wyczynia?Tak nabłocić! A to świnia!Przyszedł baran. Chciał na grzędzieSiąść cichutko w drugim rzędzie,Grzęda pękła. Kwoka, wściekła,Coś o łbie baranim rzekłaI dodała: – Próżne słowa,Takich nikt już nie wychowa,Trudno… Wszyscy się wynoście!No i poszli sobie goście.Czy ta kwoka, proszę pana,Była dobrze wychowana?Jajko
Było sobie raz jajko mądrzejsze od kury.Kura wyłazi ze skóry,Prosi, błaga, namawia: – Bądź głupsze!Lecz co można poradzić, kiedy ktoś się uprze?Kura martwi się bardzo i nad jajkiem gdacze,A ono powiada, że jest kacze.Kura prosi serdecznie i szczerze:– Nie trzęś się, bo będziesz nieświeże.A ono właśnie się trzęsieI mówi, że jest gęsie.Kura do niego zwraca się z nauką,Że jajka łatwo się tłuką,A ono powiada, że to bajka,Bo w wapnie trzyma się jajka.Kura czule namawia: – Chodź, to cię wysiedzę.A ono ucieka za miedzę,Kładzie się na grządkę pustąI oświadcza, że będzie kapustą.Kura powiada: – Nie chodź na ulicę,Bo zrobią z ciebie jajecznicę.A jajko na to najbezczelniej:– Na ulicy nie ma patelni.Kura mówi: Ostrożnie! To gorąca woda!A jajko na to: – Zimna woda! Szkoda!Wskoczyło do ukropu z miną bardzo hardąI ugotowało się na twardo.Na straganie
Na straganie w dzień targowyTakie słyszy się rozmowy:– Może pan się o mnie oprze,Pan tak więdnie, panie Koprze.– Cóż się dziwić, mój Szczypiorku,Leżę tutaj już od wtorku!Rzecze na to Kalarepka:– Spójrz na Rzepę – ta jest krzepka!Groch po brzuszku Rzepę klepie:– Jak tam, Rzepo? Coraz lepiej?– Dzięki, dzięki, panie Grochu,Jakoś żyje się po trochu,Lecz Pietruszka – z tą jest gorzej:Blada, chuda, spać nie może.– A to feler –Westchnął Seler.Burak stroni od Cebuli,A Cebula doń się czuli:– Mój Buraku, mój czerwony,Czybyś nie chciał takiej żony?Burak tylko nos zatyka:– Niech no pani prędzej zmyka,Ja chcę żonę mieć buraczą,Bo przy pani wszyscy płaczą.– A to feler –Westchnął Seler.Naraz słychać głos Fasoli:– Gdzie się pani tu gramoli?!– Nie bądź dla mnie taka wielka! –Odpowiada jej Brukselka.– Widzieliście, jaka krewka! –Zaperzyła się Marchewka.– Niech rozsądzi nas Kapusta!– Co, Kapusta?! Głowa pusta?!A Kapusta rzecze smutnie:– Moi drodzy, po co kłótnie,Po co wasze swary głupie,Wnet i tak zginiemy w zupie!– A to feler –Westchnął Seler.Arbuz
W owocarni arbuz leżyI złośliwie pestki szczerzy;Tu przygani, tam zaczepi.– Już byś przestał gadać lepiej,Zamknij buzię,Arbuzie!Ale arbuz jest uparty,Dalej sobie stroi żartyI tak rzecze do moreli:– Jeszcześmy się nie widzieli,Pani skąd jest?– Jestem Serbka…– Chociaż Serbka, ale cierpka!Wszystkich drażnią jego drwiny,A on mówi do cytryny:– Pani skąd jest?– Jestem Włoszka…– Chociaż Włoszka, ale gorzka!Gwałt się podniósł na wystawie:– To zuchwalstwo! To bezprawie!Zamknij buzię,Arbuzie!Lecz on za nic ma owoce,Szczerzy pestki i chichoce.Melon dość już miał arbuza,Krzyknął: – Głupiś! Szukasz guza!Będziesz miał za swoje sprawki!Runął wprost na niego z szafki,Potem stoczył go za ladęI tam zbił na marmoladę.Pomidor
Pan pomidor wlazł na tyczkęI przedrzeźnia ogrodniczkę.– Jak pan może,Panie pomidorze?!Oburzyło to fasolę:– A ja panu nie pozwolę!Jak pan może,Panie pomidorze?!Groch zzieleniał aż ze złości:– Że też nie wstyd jest waszmości!Jak pan może,Panie pomidorze?!Rzepa także go zagadnie:– Fe! Niedobrze! Fe! Nieładnie!Jak pan może,Panie pomidorze?!Rozgniewały się warzywa:– Pan już trochę nadużywa.Jak pan może,Panie pomidorze?!Pan pomidor zawstydzony,Cały zrobił się czerwonyI spadł wprost ze swojej tyczkiDo koszyczka ogrodniczki.Koziołeczek
Posłał kozioł koziołeczkaPo bułeczki do miasteczka.Koziołeczek ruszył w drogę,Wtem się natknął na stonogę.Zadrżał z trwogi, no i w nogi –Gaik, steczka, mostek, rzeczka,A tam czekał ojciec srogiI ukarał koziołeczka:– Taki tchórz! Taki tchórz!Ledwo wyszedł, wrócił już!Ładne rzeczy! Ładne rzeczy!A koziołek tylko beczy:– Jak nie uciec, ojcze drogi,Przecież sam rozumiesz to:Ja mam tylko cztery nogi,A stonoga ma ich sto!Posłał kozioł koziołeczkaPo ciasteczka do miasteczka.Koziołeczek mknie raz-dwa-trzy.Nagle staje, nagle patrzy:Chustka wisi na parkanie –Koziołeczek tedy w nogi!I znów dostał w domu lanie,Bo był ojciec bardzo srogi:– Taki tchórz! Taki tchórz!Ledwo wyszedł, wrócił już!Ładne rzeczy! Ładne rzeczy!"A koziołek tylko beczy:– Jak nie uciec, ojcze drogi,Czyż jest słuszna kara twa?Chustka ma wszak cztery rogi,A ja mam zaledwie dwa!