Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 6 из 15

V

Listę gości – niezbyt długą – narzeczeni ułożyli wspólnie, a zapraszaniem miał zająć się Jaskier. Wkrótce wyszło na jaw, że trubadur listę zgubił, i to zanim jeszcze zdążył ją przeczytać. Zawstydzony, nie przyznał się i poszedł na łatwiznę – zaprosił kogo tylko się dało. Oczywista, Jaskier znał Geralta i Ye

Zjawił się zatem stary Vesemir z Kaer Morhen, wychowawca Geralta, a wraz z nim wiedźmin Eskel, z którym Geralt przyjaźnił się od lat dzieci

Przybył druid Myszowór w towarzystwie wyższej od niego o głowę i młodszej o jakieś sto lat ogorzałej blondynki o imieniu Freya. Wraz z nimi zjawił się jarl Crach an Craite ze Skellige w towarzystwie synów Ragnara i Lokiego. Ragnarowi, gdy jechał ko

Zameldował się wójt Caldemeyn z Blaviken z córką A

Przybył krasnolud Yarpen Zigrin, co ciekawe, sam, bez towarzyszących mu zwykle brodatych bandytów nazywanych "chłopcami". Do Yarpena dołączył w drodze elf Chireadan, osobnik o nie do końca jasnej, ale niewątpliwie wysokiej pozycji wśród Starszego Ludu, eskortowany przez kilku nieznanych nikomu małomównych elfów.

Przybyła też rozwrzeszczana gromada niziołków, spośród których Geralt znał jedynie Dainty Biberveldta, farmera z Rdestowej Łąki i – ze słyszenia – jego gderliwą żonę Gardenię. Był w gromadzie niziołków jeden niziołek,

który niziołkiem nie był – sły

Zjawił się baron Freixenet z Brokilonu z żoną, urodziwą driadą Brae

były rude jak ogień, choć Freixenet miał włosy czarne, a Brae

się lekko, dodawała, że "syn" będzie nosił imię Melissa.

Przybył Jednoręki Jarre, młody kapłan i kronikarz z Ellander, wychowanek Ne

Listę gości nieoczekiwanych otwierał książę Agloval z Bremervoord, którego przybycie graniczyło z cudem, bo książę i Geralt szczerze się nie cierpieli. Jeszcze dziwniejszy był fakt, że Agloval zjawił się w

towarzystwie małżonki, syreny Sh'eenaz. Sh'eenaz zrezygnowała niegdyś dla księcia z rybiego ogona na rzecz dwóch niebywale pięknych nóg, ale znana była z tego, że nigdy nie oddalała się od morskiego wybrzeża, bo ląd budził w niej strach.

Mało kto oczekiwał przybycia i

Nikt nie zapraszał złotego smoka Villentretenmertha, bo nikt nie wiedział, jak go zaprosić i gdzie go szukać. Ku ogólnemu zdziwieniu smok zjawił się, oczywiście incognito, pod postacią rycerza Borcha herbu Trzy Kawki. W miejscu, gdzie był Jaskier, o żadnym incognito mowy, rzecz jasna, być nie mogło, niemniej jednak mało kto wierzył, gdy poeta wskazywał kędzierzawego rycerza i twierdził, że to smok.

Nikt też nie zapraszał i nikt nie oczekiwał malowniczej hałastry, określającej siebie mianem "przyjaciół i znajomych" Jaskra. Byli to głównie poeci, muzycy i trubadurzy, a do tego akrobata, zawodowy gracz w kości, treserka krokodyli i cztery kolorowe panienki, z których trzy wyglądały na nierządnice, a czwarta, która na nierządnicę nie wyglądała, ponad wszelką wątpliwość była nią. Grupę uzupełniało dwóch proroków, z czego jeden fałszywy, jeden rzeźbiarz w marmurze, jedno jasnowłose i wiecznie pijane medium płci żeńskiej i jeden ospowaty gnom, który twierdził, że nazywa się Schuttenbach.

Magicznym statkiem – amfibią, przypominającym skrzyżowanie łabędzia z wielką poduszką, przybyli czarodzieje. Było ich czterokrotnie mniej, niż zaproszono, i trzykrotnie więcej, niż oczekiwano, bo konfratrzy Ye

konwencie czarodziejów. Tak więc na pokładzie – jak go określił Jaskier – "poduszkowca" byli tylko Dorregaray z Vole i Radcliffe z Oxenfurtu.

I była Triss Merigold o włosach jak październikowy kasztan.