Страница 11 из 86
14. Walter
Cały mój system buntował się coraz bardziej przeciwko nienormalnej sytuacji, a wysiłki Jeremy’ego zmierzające do uczynienia ze mnie członka pustelni, przypominały próbę hodowli pstrąga w kałuży lub Eskimosa w lodówce. Byłem jednak na tyle ostrożny, aby niczego nie dać po sobie poznać – Jeremiasz miał nade mną przewagę fizyczną, był panem sytuacji: on dostarczał pożywienia, organizował czas i doglądał mnie na każdym kroku. I nudził, nudził, nudził! Uwielbiał gawędy o świecie jego młodości, o kniejach, w których nie brakowało ptactwa, o rześkich strumieniach pełnych ryb.
– Dziś nasze lasy są głuche, wody przypominają roztwory chemiczne, a ludzie…
Miał, oczywiście, sporo racji, ale to jeszcze nie był powód, żebym musiał rezygnować ze swego trybu życia, z komfortu, nieusta
– Chodźmy spać, Walterku, kto śpi, nie grzeszy – mawiał co wieczór mój pustelnik, a ja niezmie
– Wolałbym grzeszyć.
– Apage!
Sypiałem dobrze, aż za dobrze. Tak, że w końcu wydało mi się to podejrzane. Sądząc po karbach żłobionych na drzewie, upływał ósmy dzień pobytu na dachu, a moje obawy, że nie wszystko jest tak, jak twierdził pustelnik, zwiększyły się jeszcze bardziej. W zasadzie Jeremy nie pozwalał mi oddalać się od szałasu; pod różnymi pozorami udało mi się jednak zwiedzić cały dach. Długość Enklawy nie przekraczała kilkuset metrów, szerokość ograniczała się do kilkudziesięciu.
Tego dnia w pogoni za zabłąkaną kozą znalazłem się na nieznanej mi dotąd północno-wschodniej części dachu. Wśród piaszczystych wzgórków porośniętych rzadszą rośli
– Ślad stopy? To normalne, często się tam kąpię…
– Ale pan ma płaskostopie i nogę jak kajak! – nacisnąłem. – Ten odcisk był niewielki…
– No to może koza… albo wiatr tak ułożył piasek. Daję ci słowo: nie ma tu żadnych ludożerców.
Widziałem, że jest zakłopotany. Wzmocniło to moje wątpliwości i kiedy zadeptywał ognisko, szybko wylałem przygotowany dla mnie napój. Jeśli usypiał mnie, cwaniaczek, co noc, to teraz była okazja przekonać się, po co to robi? Udałem, że zapadam w sen. Zachrapałem. Jeremiasz pokręcił się jeszcze po gospodarstwie, umył zęby, powtórzył „Walter, Walter”, a upewniwszy się, że śpię, ruszył w stronę tajemniczego jeziorka. Odczekałem dobrą chwilę i pomaszerowałem za nim.
Skradanie się to głupia, poniżająca czy
W prostokącie świetlnym stała smukła postać kobieca, powiem więcej – dziewczęca. Zanim mój pustelnik znikł we wnętrzu i znów wszystko ogarnęła ciemność, dobiegł mnie krótki dialog:
– Halo, kochanie, późno coś dzisiaj przychodzisz!
– Witaj, moja mała Piętaszko!