Страница 62 из 69
Spięcia ciąg dalszy
Zarówno Levecque'owi jak i Bo
Marcel znajdował się w gorszej sytuacji. Bez służbowej legitymacji, bez pełnomocnictw, eks-komisarz na wakacjach, trudniej mógł przekonać o swych czystych intencjach. Ale znajomość kryptonimu Admirała i parę ce
– Władze, władze… skąd mamy ci znaleźć władzę w samo południe wielkanocne? – burczał pakujący go za kratki sierżant.
– Ale to kwestia o znaczeniu światowym, to być albo nie być…
– Być albo nie być, fajnie powiedziane…
De
– Tego tylko brakowało! – jęknął Le
– Niech Barbara przejmie dowództwo. Reszta bez zmian. Over!
Śniadoskóry Pico wyprowadził opalizującego, kuloodpornego chevroleta. Red Gardiner rzucił parę dolarów napiwku i siadł przy kierownicy. Trochę śpieszył się. Wystartował z piskiem opon i w ciągu kilkudziesięciu minut wydostał się na Federal Highway, przy pierwszym parkingu zwolnił. Oczekiwała tam niezwykle malownicza grupa kolorowych autostopowiczów reprezentujących parę odcieni czerni. Red szerokim gestem zaprosił ich do środka, co spotkało się z ich żywiołowym zrozumieniem. Dwóch pasażerów należało do ciekawego rodzaju osobników, którym za samą twarz dają dożywocie w Sing-Sing, trzeci – odbijał korzystnie od nich schludnością ubioru i gładkością twarzy. Gardiner znał go od dawna, ich związki jednak nie przekraczały dotąd ram luźnej współpracy. Teraz jednak przyszła pora na mocniejsze zadzierzgnięcie więzów przyjaźni.
– Cieszę się, że zdecydowałeś się, Raul.
– I ja też. Mam nadzieję na kawał dobrej, mokrej roboty – odpowiedział kapitan Bongote.
Hammersmith, czy jak kto woli Silvestri, zajął się przeglądem urządzeń elektronicznych laboratorium kosmicznego. Obiecał przecież usunięcie awarii dźwięku. W istocie chodziło o wypakowanie emitora z luku bagażowego, podłączenie go do zasilania i wreszcie rozruch. W tym czasie, zgodnie z harmonogramem, pa
Zaniepokojony odszukał Silvestriego. Cybernetyk wydobył już emitor i wspólnie przetaszczyli go do dolnej kabiny, z której przenikliwe promienie mogły razić całą planetę. Aldo zasiadł przy pulpicie. Sprawnie odblokował systemy zabezpieczające. Na dużym monitorze zapłonął kontur Ziemi. Po kolejnych czy
– Czy Ziemia nie może zorientować się w naszych manewrach? – zapytał David.
– Puściłem im transmisyjną fałszywkę, zresztą Lee Grant trwa na posterunku. Ty pilnuj kobiet. Ja zaczynam…
– Co wy tu robicie? – na progu kabiny pojawiła się drobna sylwetka Patty Blum.
– Nie powi
– Zauważyłam niezgodność w aparaturze, sygnał wychodzący nie zgadza się z nadawanym… Ale co wy tu robicie? Uruchomiliście Zespół Delta! To przecież zabronione.
Dass musiał działać. Brzydził się przemocą, ale uciszenie Patrycji, której głos podniósł się do krzyku, stawało się koniecznością.
– Zobacz co z tą drugą? – mruknął cybernetyk nie zaprzestając programowania.
Dass skinął głową i pozostawiając ogłuszoną kobietę na podłodze, wybiegł z kabiny.
– Rozpoczynamy! – gonił go radosny głos Silvestriego.
– Jak? – Lion Groner zmierzył Maggi czujnym spojrzeniem.
– Pijany. To znaczy utrzymuje, że jest gotów do akcji, ale co chwila żąda “kropelki", przynajmniej piwa. Czerwienieje, poci się… ciekawe, wystarczy, że przełknie łyk, staje się prawie normalny…
– Znam te reakcje. Co na to Kitajce?
– Wang jest przerażony. Łączył się z De
– Świetnie. Moi ludzie przybędą tu za dwie, trzy godziny.
– Późno.
– Bardzo wcześnie! Nie można było wynająć samolotu zanim nie dowiedzieliśmy się, że celem akcji jest atol Raronga i Mątwa 16. Zresztą i tak musimy czekać na sygnał, że operacja się zaczęła.
– A ja?
– Idź do Zieglera. Staraj się utrzymywać go w jakiej takiej formie. o której ma spotkanie z komandorem?
– Za półtorej godziny… To nie będzie przyjemna robota, Lion. Jest obleśny. Klei się do mnie…
– Chyba nie jest to dla ciebie nowość, siostro.
– Pijany impotent. Za coś takiego wzięłabym pięciokrotną stawkę.
– Tym razem weźmiesz milionkrotną. No, leć zanim zacznie się robić zazdrosny.
Nad atolem wzeszło już słońce. W cieniu jeszcze trwa przyjemny chłodek, a wiatr mierzwi grzywy palm. Komandor Bowling już wstał i wykłada napoleońskiego pasjansa. Nie wychodzi.
Kuloodporny chevrolet skręcił na prywatną drogę prowadzącą w stronę farmy De
Inspektor, który zjawił się by przesłuchać Bo
Ograniczenie inspektora objawiło się między i
W którymś momencie Bo
– Kretynie, czy nie rozumiesz, że za chwilę możemy mieć trzecią wojnę światową lub coś w tym rodzaju, jeśli natychmiast nie porozumiem się z moją centralą? – wrzasnął.
Żuchwa kłapnęła bezlitośnie.
– Przedstawicielem waszej centrali jest właśnie osobnik, którego próbowaliście uśmiercić i ten drugi, który leży na korytarzu…
– To byli zdrajcy na żołdzie wroga!
– Każdy może tak powiedzieć. Trzymajmy się faktów.
– Co szkodzi panu uruchomić podany przeze mnie kontakt?
– I wywołać międzynarodowy skandal? Zresztą, na czym polegać ma to niebezpieczeństwo?
– Nie znam szczegółów, wiąże się ono z wystrzeleniem nowej załogi laboratorium kosmicznego California… i z tutejszym konwentem Zielonych.
– To tylko przypuszczenia, domysły. Co realnie ma zagrozić?
– Przesłuchajcie Levecque'a, złapcie osobnika nazwiskiem Gardiner, który jest zameldowany w hotelu Plazza.
– Red Gardiner?
– Właśnie.
– Dobry pomysł. Mamy aresztować posła do brytyjskiej Izby Gmin. A może wybrać się jeszcze do Rzymu i internować papieża? Musi pan odpocząć, Bo
Marcel dyszy jak ryba wyrwana z jej naturalnego środowiska. Oczy wyszły mu z orbit, a żyły nabrzmiały. W poszukiwaniu argumentów wodzi wzrokiem po całym pozbawionym okien pokoju do przesłuchań.
– Żądam umożliwienia kontaktu…
Nie kończy. Całe pomieszczenie gwałtownie pogrąża się w mroku. Ogarnia ich aksamitna czerń. Inspektor po omacku łapie za telefon… Co u diabła?
W pokoju opodal, gdzie przesłuchiwany jest Levecque, gwałtownie milknie cicho grające radio. Dwaj wyżsi funkcjonariusze zajmujący się profesorem nawet tego nie zauważyli. Po chwili jednak odzywa się intercom. Jeden z oficerów wychodzi. Gdzieś w mieście zawyła syrena. Potem druga. Niepokój wartownika, dziwne mrowienie w kończynach Levecque'a. Po dobrym kwadransie zjawia się oficer…
– Będziemy na razie musieli przerwać, panie Levecque. Mamy kłopoty w mieście.
– Coś poważnego? – pyta profesor tonem, jakim zwróciłby się do dystyngowanej damy pytając o zdrowie jej ratlerka.
– Przerwa w dopływie prądu. Prawdopodobnie awaria elektrowni atomowej pod Fort Lauderdale… Chociaż nie można wykluczyć… – oficer milknie, jakby zorientował się, że mógł powiedzieć za dużo. – Jest pan naturalnie wolny, profesorze, ale proszę nie opuszczać miasta.