Страница 33 из 51
Powiedział król, Po wysłuchaniu waszych uczonych opinii i wziąwszy pod uwagę wady i zalety różnych zaproponowanych planów, jest moją wolą, by całe wojsko ruszyło z tego miejsca i przeniosło się w pobliże miasta, byśmy mogli je okrążyć, gdyż zostając tutaj, nie odniesiemy zwycięstwa nawet do końca świata, i zrobimy tak, jak wam teraz powiem, pinasami przepłynie tysiąc ludzi obeznanych z żeglarstwem, bo dla większej liczby nie starczy łodzi, wliczając nawet te, których Maurowie nie zdołali ukryć za murami ani zniszczyć i które wpadły w nasze ręce, i zadaniem tych ludzi będzie przecięcie komunikacji drogą morską, niech nikt się tamtędy nie prześliźnie, a reszta rycerstwa zbierze się na Wzgórzu Dziękczynienia, gdzie w końcu się rozdzielimy, dwie piąte uda się do bram od strony wschodniej, pozostałe dwie piąte od strony zachodniej, a reszta pozostanie tutaj, pilnować bramy północnej. Poprosił wtedy o głos Mem Ramires, aby zwrócić uwagę, iż skoro cięższe i trudniejsze zadanie będą mieli żołnierze atakujący bramy Alfofa i Żelazną, ponieważ będą, by tak rzec, wciśnięci pomiędzy miasto i zatokę, roztropne byłoby wzmocnienie ich, przynajmniej na czas zajmowania pozycji, gdyż mógłby nam zgotować wielką klęskę szybki wypad Maurów, gdyby odkryli, że obrona jest słaba, zepchnęliby nasze wojsko do wody, gdzie moglibyśmy co najwyżej wybierać pomiędzy utopieniem i wycięciem w pień, znalazłszy się pomiędzy młotem i kowadłem. Spodobała się królowi rada, więc z miejsca wyznaczył Mem Ramiresa dowódcą zachodniego odcinka, podział i
Jak powszechnie wiadomo, ogromne są możliwości wyobraźni, czego dowiedziono tutaj po raz kolejny, kiedy Raimundo Silva zaczął odczuwać własne ciało, to, co w nim się działo, na początku delikatny wstrząs, ledwie zauważalny, następnie przyspieszone bicie serca, naglące. Raimundo Silva obserwuje ten proces z przymkniętymi oczyma, jakby przypominał sobie w myślach znaną stronę, i w spokoju czeka, aż krew powoli odpłynie jak morski przypływ opróżniający jaskinię, powoli, w miarowych odstępach czasu atakujący coraz to nowymi falami, lecz bezskutecznie, jest odpływ, to ostatnie podrygi, w końcu spływają jedynie grube strumienie wody, wodorosty leżą oklapłe na kamieniach, pośród nich chowają się w przerażeniu karłowate krabiki, pozostawiając na piasku ledwie widoczne ślady. Teraz, w stanie otępienia woli, zadaje sobie Raimundo Silva pytanie, skąd się wzięły i co chcą mu przekazać te groteskowe zwierzaki swoim nieprawdopodobnym sposobem poruszania się, niepokojącym, jakby natura w ten sposób antycypowała jego późniejsze zmieszanie, W przyszłości wszyscy będziemy krabami, pomyślał, i natychmiast wyobraźnia przedstawiła mu żołnierza Mogueime na brzegu zatoczki myjącego dłonie brudne od krwi i patrzącego na uciekające kraby, podążając w prawo, nisko przy ziemi, kryją w mętnej wodzie swe ziemiste pancerze. Wizja rozpłynęła się natychmiast, przyszła następna, jak przesuwane slajdy, znowu była zatoczka, ale teraz jakaś kobieta prała w niej bieliznę, Raimundo Silva i Mogueime wiedzieli, kim jest, powiedziano im, że to nałożnica rycerza Henryka, Niemca z Bo