Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 26 из 51

Która właśnie wchodzi i mówi, Przepraszam, że kazałam na siebie czekać, skrzypienie drzwi i słowa zaskakują Raimunda Silvę, przyłapanego tyłem do drzwi, teraz odwracającego się w pośpiechu, Nic nie szkodzi, odpowiada, przyszedłem tylko po to, żeby, nie kończy zdania, także tę twarz jakby widział po raz pierwszy, tyle razy w tych dniach myślał o pani doktor Marii Sarze, a w końcu okazuje się, że nie myślał ojej obrazie, samo imię wypełniało całą przestrzeń przeznaczoną na wspomnienie, stopniowo wymazując włosy, oczy, rysy twarzy, ruchy rąk, potrafił jedynie ledwo rozpoznać gładkość jedwabiu, nie dlatego, że go kiedyś dotknął, to już wiemy, a trzeba też wyjaśnić, że nie uciekał się do dawnych wrażeń, aby niezdrowo wyobrażać sobie, jaki też mógł być ten jedwab, może się to wydawać niemożliwe, ale Raimundo Silva wie wszystko na temat tego jedwabiu, połysku, miękkiego układania się materiału, fałd przepływających jak przesypywany piasek, chociaż dzisiejszy kolor nie jest taki sam jak poprzednio, także on wyłania się z otchłani pamięci, jeśli nie jest brakiem szacunku cytowanie ojczystego hymnu. Przyniosłem pani poprawiony tekst, tak jak się umówiliśmy, odezwał się Raimundo Silva, a pani doktor Maria Sara wzięła go od niego, przechodząc, teraz siedzi za biurkiem, poprosiła redaktora, by też usiadł, lecz on odparł, Nie warto, i odwrócił oczy w stronę białej róży, stoi tak blisko niej, że może ujrzeć jej delikatne serce, a ponieważ słowo pociąga za sobą słowo, przypomina sobie wiersz, który swego czasu poprawiał, mówiący o intymnym szepcie rozwierającym płatki róż, wydało mu się, że to piękne powiedzenie, szczęśliwy traf, który może się przydarzyć nawet miernym poetom, Intymny szept rozwierający płatki róż, powiedział sam do siebie i usłyszał, choć możemy nie uwierzyć, niewypowiedziany szmer płatków, a może było to otarcie się rękawem o krągłą pierś, mój Boże, miej litość nad ludźmi żyjącymi wyobraźnią. Pani doktor Maria Sara powiedziała, Bardzo dobrze. Zaledwie te dwa słowa wypowiedziane tonem, który nie zwiastował następnych, a Raimundo Silva, tak dobrze rozumiejący nawet półsłówka, wiedział po usłyszeniu tych dwóch słów, że nie ma tam już nic więcej do roboty, przyszedł, aby oddać tekst, oddał go, teraz pozostało mu tylko się pożegnać, Do widzenia, albo zapytać, Jeszcze mnie pani potrzebuje, bardzo częste pytanie mogące wyrażać zarówno pokorę podwładnego, jak i wstrzymywaną niecierpliwość, a co wyraża w obecnej sytuacji, przy użyciu odpowiedniego tonu zdanie to mogło stać się ironiczną uszczypliwością, złe jest to, że często odbiorca słyszy słowa, ale nie wychwytuje intencji, wystarczy, że z zawodową czujnością przegląda poprawiony tekst, zwłaszcza w przypadku wierszy wymagających szczególnej uwagi, Nie, nie potrzebuję, i wstała, w tej właśnie chwili Raimundo Silva, bez zastanowienia i premedytacji, tak daleki od samego czynu, jak od jego konsekwencji, delikatnie, dwoma palcami dotknął białej róży i pani doktor Maria Sara spojrzała mu w twarz zdumiona, nie byłaby bardziej zaskoczona, gdyby to on spowodował pojawienie się tego kwiatu w samotnym wazonie lub gdyby popełnił jakiś temu podobny wyczyn, w każdym razie nikt by się nie spodziewał, że kobieta tak pewna siebie nagle zmiesza się do tego stopnia, iż jej twarz obleje się rumieńcem, co prawda na jedną sekundę, lecz w sposób widoczny, rzeczywiście wydaje się niemożliwe takie spąso-wienie w dzisiejszych czasach, co też ona pomyślała, jeśli w ogóle cokolwiek pomyślała, wyglądało to tak, jakby mężczyzna, dotykając róży, tknął w kobiecie czegoś intymnego i głęboko skrywanego, w duszy, a nie w ciele. Ale najbardziej zdumiewające ze wszystkiego było to, że Raimundo Silva także się zaczerwienił i pozostał w tym stanie znacznie dłużej niż ona, podwójnie zmieszany, dlatego, że poczuł się żałosny do bólu, Co za wstyd, powiedział do samego siebie albo dopiero tak powie. W sytuacjach takich jak ta, gdy brak odwagi, nie pytajmy do czego, jedynym ratunkiem jest ucieczka, a dobrym doradcą instynkt samozachowawczy, najgorsze przychodzi potem, kiedy powtarzamy okropne słowa, Co za wstyd, wszystkim nam się przytrafiły koszmary tego rodzaju, z wściekłości i upokorzenia walimy w poduszkę, Jak mogłem być tak głupi, i nie potrafimy odpowiedzieć, prawdopodobnie dlatego, że potrzeba wielkiej mądrości, aby zdołać wyjaśnić głupotę, dobrze, że jesteśmy spowici ciemnością pokoju, nikt nas nie widzi, chociaż noc posiada tę magiczną moc nadawania cech nieodwracalności i monstrualności nawet najmniejszym rzeczom, nie mówiąc już o takim nieszczęściu jak to teraz, i dlatego tak bardzo się jej boimy. Raimundo Silva gwałtownie odwrócił się plecami z niejasnym uczuciem, że wszystko w jego życiu zostało stracone i że już nigdy więcej nie będzie mógł wrócić w to miejsce, To absurd, absurd, powtarzał w ciszy i zdawało mu się, że powiedział to tysiąc razy, podczas gdy zmierzał do drzwi, Za dwie sekundy wyjdę, znajdę się na zewnątrz, daleko, gdy w ostatniej chwili zatrzymał go głos Marii Sary, nadspodziewanie spokojny, będący w tak wielkiej sprzeczności z tym, co się tu stało, że zdawało się, jakby znaczenie słów rozpłynęło się w powietrzu, gdyby nie ostateczna pewność swej śmieszności, Raimundo Silva uznałby, że źle usłyszał, dlatego nie było i

Pewnego dnia, może z powodu światła, które przypomni to czyste i zimne, gasnące już popołudnie, powie się, Pamiętasz, najpierw cisza w samochodzie, trudne słowa, spojrzenie napięte i wyczekujące, protesty i naleganie, Proszę wysadzić mnie w Baixy, dalej pojadę tramwajem, Co też pan, zawiozę pana do domu, nic mnie to nie kosztuje, Ale zbacza pani z drogi, Ja nie, samochód, Nie jest łatwo dojechać do miejsca, w którym mieszkam, Tuż przy zamku, Wie pani, gdzie mieszkam, Na ulicy Cudu Świętego Antoniego, widziałam w pana teczce, po chwili jeszcze wątpliwe odprężenie, ciało i dusza na wpół rozluźnione, ale słowa jeszcze ostrożne, aż do chwili, kiedy Maria Sara powiedziała, I pomyśleć, że znajdujemy się w miejscu, gdzie było miasto Maurów, a Raimundo Silva udał, że nie zrozumiał intencji, Tak, to tutaj, i chciał zmienić temat, lecz ona, Czasem wyobrażam sobie, jak to wyglądało, ludzie, domy, życie, a on milczy, teraz uporczywie milczy, czując, że nienawidzi jej, jak się nienawidzi najeźdźcy, do tego stopnia, że powiedział, Wysiądę tutaj, jestem blisko, ale ona nie zatrzymała samochodu ani nie odpowiedziała, resztę drogi odbyli w milczeniu. Kiedy samochód zatrzymał się u drzwi, Raimundo Silva, choć nie miał pewności, czy tego wymaga dobre wychowanie, pomyślał, że powinien zaprosić ją, by weszła, i natychmiast tego pożałował, To niedelikatne, przemknęło mu przez myśl, poza tym nie powinienem zapominać, że jestem jej podwładnym, ale w tej chwili ona powiedziała, Może kiedy indziej, dzisiaj już jest późno. Na temat tego historycznego zdania szeroko się będzie jeszcze dyskutować, bo Raimundo Silva przysiągłby, że wypowiedziano wtedy i

W ostatnich dniach almuadem sypiał twardo, z pewnością musiał go obudzić, jeśli w ogóle pozwolił mu zasnąć, zgiełk miasta żyjącego w stanie pogotowia, z uzbrojonymi ludźmi wspinającymi się na wieże i blanki, podczas gdy zgromadzony na ulicach i rynkach lud nie milknie, pyta, czy już nadciągają Frankowie i Galisyjczycy. Drżą o swoje życie i dobra, to oczywiste, ale najbardziej strapieni są ci, którzy musieli porzucić swoje domy po tamtej stronie murów, na razie bronione przez żołnierzy, ale niechybnie właśnie tam rozpoczną się pierwsze potyczki, jeśli taka będzie wola Allacha, niech będzie pochwalony, a nawet jeśli zwycięży Lizbona, z dostatniego i kwitnącego przedmieścia pozostaną tylko ruiny. Z wysokości almadeny głównego meczetu jak co dzień almuadem wydał swój dojmujący krzyk, wiedząc, że nikogo już nie obudzi, co najwyżej będą spać niewi

[4] Tag to po portugalsku Tejo (wym. teżu), a ziemie położone na południe od tej rzeki noszą nazwę Alentejo (wym. alenteżu), czyli poza Tagiem (przyp. tłum.).