Страница 25 из 51
Pies się nie poruszył, tylko spuścił łeb, warga zwisa mu tuż przy ziemi. Wystające żebra, jak u ukrzyżowanego Chrystusa, drżą mu przy kręgosłupie, ten pies to notoryczny idiota, upiera się żyć na schodach Świętego Kryspina, gdzie cierpi tak wielki głód, i gardzi bogactwem Lizbony, Europy, świata, jest to wszak bardzo powierzchowny osąd, nie chodzi o jakiś upór, ale o przypadek uporu zasługujący na szacunek, śmiałkowie nie pojmują natury problemu, na przykład, jakie trzęsienie ziemi nastąpiłoby w głowie tego psa, gdyby do znanych mu stu trzydziestu czterech stopni nagle dołożono jeszcze jeden, nie chodzi o to, że tak się stało, jest to zaledwie hipoteza, jak nieszczęśliwy poczułby się zwierzak w obliczu niemożliwej do pokonania otchłani, jeszcze pamiętamy, ile go kosztowało pójście za tym człowiekiem do Bramy Żelaznej, niektórych doświadczeń lepiej nie powtarzać. Z odległości trzech kroków Raimundo Silva widzi, jak pies podchodzi do rozłożonej gazety, zwierzak zastanawia się, czy powinien na niego patrzeć, aby uniknąć przewidywanego kopniaka, czy też rzucić się najedzenie, którego woń gwałtownie skręca mu kiszki, ślina ścieka mu po zębach, o psi boże, dlaczego tylu z nas przeznaczyłeś tak trudne życie, zawsze tak jest, bogów winimy za tamto czy owamto, podczas gdy to my wymyślamy i tworzymy wszystko, włączając w to odpuszczenie i wybaczenie tych i i
Pewnie mu on jednak zbytnio nie ciąży, jeśli zważymy, z jaką szybkością zaczął zbiegać po schodach, przypomniawszy sobie nagle o pani doktor Marii Sarze, która już pewnie na niego czeka, teraz tylko taksówka może go zawieźć na czas, a życie nie pozwala na nadmierne zbytki, niech diabli porwą psa, ja samarytaninem, na pewno nie wróciłbym do domu po jedzenie, gdyby jakaś staruszka żebrała na schodach Świętego Kryspina, no tak, gdyby to była staruszka, to może tak, ale założę się, że gdyby to był staruszek, to już nie, to ciekawe, jak sama dobroć, zakładając, że o niej właśnie mówimy, czasami jest jak guma, rozciąga się i kurczy, potrafi objąć całą ludzkość albo tylko jedną osobę, jest samolubna, tak właśnie, dobra tylko dla samej siebie, jednakże dobry uczynek odświeżył duszę, zwierzak zachowa wdzięczność, choć przy takim głodzie ta skromna strawa wystarczyła tylko na zatkanie dziur w zębach, biedne zwierzątko, to tylko wyraz współczucia, bo nie jest w końcu aż taki mały, wspaniałe zwierzę, wszystkie są wspaniałe, nawet te najostrożniejsze, które nigdy nie wychodzą na ulicę albo wychodzą na smyczy z zasłoniętymi genitaliami, ten przynajmniej jest wolny, cieszy się wolnymi sukami, ale niewiele się nacieszy, jeśli nigdy nie opuszcza schodów Świętego Kryspina. W tej chwili Raimundo Silva świadomie przerwał strumień myśli, któremu się poddał, gdy wiozła go taksówka, odczuł nagły przypływ złego samopoczucia, nie fizycznego, poddał się raczej jak ktoś, kto zasnął był w sobie i nagle się obudził i krzyknął, zobaczywszy, że otaczają go nieprzeniknione ciemności, dlatego powtórzył, czekając, aż minie przestrach, Jeśli nigdy nie opuszcza schodów Świętego Kryspina, o kim ja mówię, zapytał, taksówka wjeżdżała w górę ulicą Srebrną, a on siedział w środku, w końcu należał do gatunku ludzi, nie psów, i mógł opuścić schody Świętego Kryspina zawsze, kiedy tego wymagały okoliczności albo kiedy przyszła mu na to ochota, czego w tej chwili dowodzi, jedzie do wydawnictwa porozmawiać z panią doktor Marią Sarą, która szefuje redaktorom, aby oddać jej poprawiony tekst tomiku poezji, a może zdecyduje potem nie wracać do domu, skończył książkę, choć tak cienką, że niemal nie wygląda na książkę, postąpi więc wedle swego zwyczaju, zje coś w restauracji, pójdzie do kina, choć prawdopodobnie nie ma przy sobie wystarczającej sumy na tak szeroki program, w myślach dokonuje obliczeń, sprawdza licznik taksówki, stara się sobie przypomnieć, ile ma w portfelu, i pogrążony w tych rachunkach zdaje sobie nagle sprawę, że nie wyjdzie z domu tego wieczoru, nie może zapominać, że rozpoczął nową książkę, nie, nie powieść Costy, rzucił okiem na zegarek, dochodzi piąta, taksówka sunie w górę aleją Duque de Loule, zatrzymuje się na światłach, rusza, Tam, jeśli można, i wyciągnąwszy pieniądze, aby zapłacić, upewnia się, że pieniędzy nie wystarczy na restaurację i kino, na jedno z dwóch tak, ale jedno bez drugiego nie ma sensu, Zjem kolację w domu i zajmę się tamtym, tamto to Historia oblężenia Lizbony, kiedyś już to powiedział, kiedy poprawiał książkę pod tym tytułem, w czasach swej niewi
Winda jest stara i ciasna, sprzyjałaby intymności, gdyby nie przezroczystość drzwi i bocznych ścian, jednak pomiędzy piętrami, uważając na schody po jednej i po drugiej stronie, zawsze można odważyć się na jakąś grę rąk, a nawet skraść pocałunek, jeśli potrzeba jest nagląca. Przez lata pracy, których już jest niemało, Raimundo Silva używał tej mechanicznej klatki, czasem sam, i