Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 13 из 45

6 Pora dzieci i wariatów

Moja kariera woje

Popołudniowe godziny sprzyjały szmuglowi. Żołnierze zmęczeni pora

Gdy cały ładunek znajdował się już w getcie, zarzucali go sobie ci malcy na plecy i – głęboko uginając się pod jego ciężarem, chwiejąc się, z nabrzmiałymi od wysiłku niebieskimi żyłkami na skroniach, z ustami szeroko otwartymi i z wysiłkiem łapiącymi powietrze – rozpierzchali się we wszystkich kierunkach jak przepłoszone szczury.

Pewnego dnia, gdy znów szedłem wzdłuż muru, byłem świadkiem takiego dziecięcego przemytu, który wydawał się zmierzać już ku szczęśliwemu końcowi. Chodziło jeszcze tylko o to, by mały żydowski chłopiec prześlizgnął się z tamtej strony muru przez otwór w ślad za swoim towarem. Jego drobna figurka była już w połowie widoczna, gdy nagle dziecko zaczęło przeraźliwie krzyczeć. Jednocześnie z „aryjskiej” strony dał się słyszeć ochrypły wrzask Niemca. Podbiegłem do chłopca, by mu pomóc, lecz jak na złość zaczepił się biodrami o brzegi odpływu. Ciągnąłem go za ramiona ze wszystkich sił, podczas gdy jego krzyk stawał się coraz bardziej rozpaczliwy. Z drugiej strony muru dochodziło echo ciężkich uderzeń obcasów żandarma. Gdy w końcu udało mi się dziecko wyciągnąć, zmarło mi na rękach. Miało strzaskany kręgosłup. Przerzucane przez mur worki i paczki zawierały w większości dary Polaków dla najbiedniejszych Żydów. Główne zaś zaopatrzenie getta opierało się na przemycie znajdującym się pod kontrolą takich potentatów jak Kohn i Heller. Przebiegał on gładko, bez komplikacji i w całkowicie bezpieczny sposób. Przekupieni wartownicy tracili po prostu o określonej godzinie wzrok, a wtedy tuż przed ich nosem i pod ich milczącym nadzorem przejeżdżały przez bramę getta całe kolumny wozów wypełnione żywnością, drogimi trunkami, luksusowymi smakołykami, tytoniem prosto z Grecji czy też francuskimi ubraniami i kosmetykami.

Wystawą tego towaru mogłem podziwiać codzie

Przed „Nowoczesną” nie wolno było ustawiać się żebrakom. Tędzy portierzy przeganiali ich pałkami. W podjeżdżających tu rikszach rozpierali się wytworni mężczyźni i kobiety, którzy zimą ubrani byli w drogie wełny, latem zaś przywdziewali drogie kapelusze i francuskie jedwabie. Aby dotrzeć do przestrzeni chronionej pałkami portierów, musieli, z wyrazem oburzenia na wykrzywionych twarzach, torować sobie drogę laskami przez zgraję żebraków. Nie rozdawali nigdy jałmużny. Ich zdaniem byłaby ona demoralizująca. Należało przecież pracować tak jak oni i tak też zarabiać pieniądze. W końcu każdy mógł to robić i każdy wyłącznie sam ponosił winę za to, że nie umiał zorganizować sobie życia.

Zasiadali przy stolikach odwiedzanego przez nich w interesach sporego lokalu i zaczynali narzekać na ciężkie czasy oraz niesolidarność Żydów amerykańskich. Cóż to ma znaczyć? Tu umierają ludzie, nie mając najmniejszego nawet kęsa chleba, i dzieją się najstraszniejsze rzeczy, zaś po tamtej stronie oceanu prasa amerykańska okrywa to milczeniem, a żydowscy bankierzy nic nie robią, by Amerykanie wypowiedzieli Niemcom wojnę, mimo że w każdej chwili, gdyby tylko chcieli, mogliby na to wpłynąć. W „Nowoczesnej” nikt nie poświęcał mojej muzyce najmniejszej nawet uwagi. Im głośniej grałem, tym głośniej rozmawiano i każdego dnia odbywały się pomiędzy mną a publicznością zawody, kto kogo zdoła zagłuszyć. Pewnego razu zdarzyło się wręcz, że jeden z gości poprosił mnie przez kelnera, bym na krótko przerwał grę, gdyż nie pozwalała mu sprawdzić czystości dźwięku odkupionych właśnie od kogoś z sąsiedniego stolika złotych dwudziestodolarówek. Chciał uderzyć monetami o marmurową płytę, unieść je do ucha i wsłuchiwać się w ich dźwięk, dźwięk jedynej muzyki, która zdawała się go interesować. Nie wytrzymałem zbyt długo w tym miejscu. Na szczęście zdobyłem pracę w lokalu zupełnie i

W kawiarni przy Sie

Po czterech miesiącach przeniosłem się do i

W przerwach pomiędzy występami spotykałem tu wielu znajomych, z którymi mogłem porozmawiać i może nawet mogłoby mi się w „Sztuce” podobać, gdyby nie dręczące mnie przez całe popołudnie myśli o wieczornym powrocie do domu.

Była to ciężka dla getta zima 1941/1942. Wysepki względnego dobrobytu żydowskiej inteligencji i przepychu spekulantów podmywało morze żydowskich nędzarzy, już wtedy wycieńczonych do ostateczności przez głód, zawszonych i nieuchro