Страница 10 из 45
5 Tańce na Chłodnej
Gdy dziś próbują powrócić we wspomnieniach do moich przeżyć w Getcie Warszawskim w okresie tych dwóch lat od listopada 1940 do czerwca 1942, zlewają mi się one w jeden obraz, jakby trwały jeden tylko dzień, i nie udaje mi się, mimo wysiłku, rozbić ich na części, by uporządkować je chronologicznie, jak się to zawsze czyni, gdy pisze się pamiętnik. Oczywiście, wydarzenia tego okresu, podobnie jak wydarzenia późniejsze, należą do ogólnie znanych. Wśród nich – polowanie na zwierzynę roboczą, takie samo jak to, które niemieccy prześladowcy urządzali w całej okupowanej przez siebie części Europy. Z tą tylko może różnicą, że przerwano je nagle wiosną 1942 roku. Zwierzynę żydowską przeznaczono na i
Zacieśniały się granice getta. Jego powierzchnię zmniejszano systematycznie, na podobieństwo zmian terytorialnych w Europie, gdzie Niemcy, zajmując poszczególne kraje, przesuwali granice dzielące ją na dwie części – wolną i okupowaną. Tak jakby Getto Warszawskie stanowiło kwestię nie mniej ważną niż Francja, a odcięcie Złotej czy też Zielnej od terenu getta było równie istotne dla poszerzenia niemieckiej przestrzeni życiowej, jak odłączenie Alzacji i Lotaryngii od Francji. Jednakże żadne z tych zdarzeń nie miało takiego znaczenia, jak przeświadczenie, które nas nieuchro
Każdego ranka wychodziłem z domu zazwyczaj od razu po śniadaniu. Do codzie
Wyjście z domu – coś pozornie bardzo zwykłego – w warunkach getta, a szczególnie w czasach ulicznych łapanek, urastało do rangi prawdziwego wydarzenia. Wpierw należało odwiedzić niektórych sąsiadów, wysłuchać ich skarg i narzekań, a przy okazji dowiedzieć się, jaka sytuacja panuje dziś w mieście: co z łapankami, czy słyszeli coś o obławach i co dzieje się przy strażnicy na Chłodnej. Dopiero potem można było odważyć się wyjść z domu, lecz i na ulicy trzeba było być czujnym: co krok zatrzymywaliśmy nadchodzących z przeciwka przechodniów, by uzyskać kolejne informacje o panującej sytuacji. I tylko tak zabezpieczony marsz dawał jakąś gwarancję, że uniknie się łapanki. Getto dzieliło się na małe i duże. Małe getto, zawarte pomiędzy ulicami Wielką, Sie
Gdy szedłem Żelazną, już z daleka widziałem tłum ludzi na rogu Chłodnej. Spieszący się w interesach przestępowali nerwowo z nogi na nogę w oczekiwaniu na litość żandarma, w którego gestii leżała decyzja, czy tłum na Żelaznej był już wystarczająco gęsty, by otworzyć przejście. Gdy taki moment nadchodził, wartownicy rozstępowali się i zniecierpliwiona masa ludzi napierała z obu stron, obijając się, przewracając i nawzajem depcząc, by jak najszybciej oddalić się od niebezpiecznego sąsiedztwa Niemców i rozpierzchnąć w uliczkach obu części getta. Potem ponownie zamykał się szpaler wartowników i rozpoczynało się nerwowe, pełne niepokoju i strachu wyczekiwanie.
Niemieccy wartownicy nudzili się na swoich posterunkach i próbowali, jak mogli, czymś się zająć. Jedną z ich najbardziej ulubionych rozrywek były tańce. Z pobliskich uliczek przygania-no muzykantów – ulicznych zespołów, wraz z rozprzestrzenianiem się nędzy, wciąż przybywało – następnie wybierano z grupy czekających ludzi co zabawniejszych i rozkazywano im tańczyć walca. Muzykantów ustawiano pod ścianą jednego z domów, na jezdni tworzono wolne miejsce i jeden z żołnierzy obejmował funkcję dyrygenta, bijąc członków orkiestry, gdy grała zbyt wolno. Pozostali pilnowali sumie