Страница 31 из 34
Tertulian Maksym Alfons przyłożył ucho do drzwi. Z wnętrza nie dochodził żaden szmer. Będzie musiał zachowywać się naturalnie, jakby był właścicielem domu, ale zdawało mu się, że łomotanie serca jest tak potężne, że wstrząsa całym jego ciałem. Nie będzie miał odwagi, żeby wejść. Nagle winda zaczęła zjeżdżać w dół, Kto to może być, zapytał sam siebie przestraszony i już bez żadnego wahania włożył klucz do zamka i wszedł. Mieszkanie tonęło w ciemnościach, ale lekka poświata, przytłumiona, pochodząca pewnie z okien, powoli zaczęła wydobywać z mroku zarysy i kształty. Tertulian Maksym Alfons pomacał ścianę przy drzwiach w poszukiwaniu kontaktu. Nic nie poruszyło się w domu, Nie ma nikogo, pomyślał, mogę wszystko obejrzeć, tak, muszę jak najszybciej poznać dom, który przez tę noc będzie mój, może tylko mój, wyobraźmy sobie, na przykład, że Helena ma rodzinę na wsi i wykorzystując nieobecność męża, pojechała ją odwiedzić, wyobraźmy sobie, że przyjeżdża dopiero jutro, w takiej sytuacji plan zakwalifikowany przez zdrowy rozsądek jako diaboliczny weźmie w łeb niczym najbardziej banalny z obmyślonych w głowie forteli, przewróci się niczym zamek z kart burzony oddechem dziecka. Mawia się, że życie jest, podczas gdy nie ma wątpliwości co do tego, że jest ono najbardziej nierozgarnięte ze wszystkich znanych rzeczy, któregoś dnia ktoś mu powiedział, Idź naprzód, ciągle naprzód, nie schodź z drogi, i od tej chwili, głupkowate, niezdolne do nauczenia się czegokolwiek z lekcji, jakie nam daje, jeszcze się tym przechwalając, jedyną rzeczą, którą tak naprawdę robi, to spełnia ślepo wydany mu rozkaz, depcząc wszystko, co napotyka na drodze, nie zatrzymując się, żeby ocenić straty, żeby przeprosić, przynajmniej raz. Tertulian Maksym Alfons przebiegł mieszkanie od końca do końca, zapalił i zgasił światło, otworzył i zamknął wszystkie drzwi, szafy, szuflady, zobaczył ubrania męskie, niepokojącą bieliznę damską, pistolet, ale niczego nie dotknął, chciał tylko wiedzieć, w co się wpakował, jakie zależności istnieją pomiędzy przestrzenią mieszkania i ludźmi, którzy w nim mieszkają, zupełnie, jakby to było oglądanie mapy, pokazuje ci, którędy masz iść, ale nie gwarantuje, że dojdziesz. Kiedy skończył inspekcję, kiedy mógł już poruszać się po całym domu z zamkniętymi oczyma, usiadł na fotelu, który pewnie należy do Antonia Claro, i zaczął czekać Niech przyjdzie Helena, o nic więcej nie prosi, niech Helena wejdzie przez te drzwi i mnie zobaczy, żeby ktoś mógł potwierdzić, że miałem odwagę tu przyjść, tak naprawdę chce tylko tego, jednego świadka. Było już po jedenastej, kiedy przyszła. Przestraszona światłami w oknach, zapytała już od drzwi, To ty, Tak to ja, wykrztusił Tertulian Maksym Alfons z zaschniętego gardła. W następnej chwili ona weszła do salonu, Co się stało, spodziewałam się ciebie dopiero jutro, wymienili szybkie pocałunki pomiędzy pytaniem i odpowiedzią, Praca została odłożona i natychmiast Tertulian Maksym Alfons musiał usiąść, bo trzęsły mu się kolana, czy to z nerwów, czy z powodu pocałunku. Ledwie usłyszał, co żona mu powiedziała, Byłam u moich rodziców, Jak się mają, udało mu się zapytać, Dobrze, padła odpowiedź, a potem, Zjadłeś kolację, Tak, nie martw się, Jestem zmęczona, pójdę się położyć, co to za książka, Kupiłem ją, bo dali mi rolę w jakimś filmie historycznym, Jest używana, widzę jakieś notatki, Zobaczyłem ją w antykwariacie. Helena wyszła, za kilka minut znowu będzie cisza. Było późno, kiedy Tertulian Maksym Alfons wszedł do pokoju. Helena spała, na poduszce leżała piżama, którą powinien włożyć. Dwie godziny później mężczyzna ciągle nie spał. Jego penis był bezwładny. Potem kobieta otworzyła oczy, Nie śpisz, zapytała, Nie, Dlaczego, Nie wiem. Wtedy ona odwróciła się do niego i objęła go.
Pierwszy obudził się Tertulian Maksym Alfons. Był nagi. Kołdra i prześcieradło zsunęły się na podłogę po jego stronie i odkryły jedną pierś Heleny. Chyba głęboko spała. Jasność poranka ledwie przytłumiana grubymi zasłonami, wypełniała pokój migotliwym półmrokiem. Na zewnątrz pewnie już panował upał. Tertulian Maksym Alfons poczuł napięcie penisa, jego ponownie nienasyconą twardość To wtedy przypomniał sobie Marię da Paz. Wyobraził sobie i
Tertulian Maksym Alfons nie spał. Musiał szybko wyjść z tego domu, nie mógł ryzykować, że António Claro pojawi się w domu wcześniej, niż zapowiedział, przed południem, brzmiały jego formalne słowa, wyobraźmy sobie, że sprawy w domku na wsi nie potoczyły się zgodnie z jego oczekiwaniami i że już wraca jak burza, poirytowany na samego siebie, śpiesząc się, by ukryć frustrację w zaciszu własnego domu, opowiadając żonie o tym, jak mu poszło w pracy, wymyślając, aby przegnać zły humor, kłopoty, które nie istniały, kłótnie, które się nie wydarzyły, porozumienia, które nie zaistniały. Kłopot Tertuliana Maksyma Alfonsa polega na tym, że nie może wyjść stąd ot tak po prostu, musi udzielić Helenie nie wzbudzających podejrzenia wyjaśnień, pamiętajmy, że jak do tej pory nie miała powodów, by myśleć, że mężczyzna, z którym spała i rozkoszowała się tej nocy, nie jest jej mężem, a skoro tak, jak zdobyć się na zuchwałość i powiedzieć jej teraz, dodatkowo jeszcze skrywając informację do ostatniej chwili, że są pilne sprawy do załatwienia na mieście w poranek taki jak ten, w letnią sobotę, podczas gdy logika, biorąc pod uwagę, że harmonia małżeństwa osiągnęła sublimację, której byliśmy świadkami, nakazywałaby pozostanie w łóżku, aby kontynuować przerwaną rozmowę, wraz z dodatkowymi i najlepszymi rzeczami, jakie mogą się wydarzyć. Zaraz Helena pojawi się tam ze śniadaniem, od tak dawna go w taki sposób nie zjedli, razem, w łóżku jeszcze emanującym specyficznymi zapachami miłości, szkoda byłoby tracić okazję, która według wszelkiego prawdopodobieństwa, przynajmniej spośród tych przez nas znanych, będzie też ostatnią. Tertulian Maksym Alfons myśli, myśli i znowu myśli, a myśląc i myśląc, może sprawić, że to co nazywamy w człowieku paradoksalną energią duszy ludzkiej, dojdzie do takiego ekstremum, że uczyni coraz słabszą i mniej naglącą potrzebę wyjścia stąd i, jednocześnie, poprzez lekkomyślne wymijanie każdego przewidywalnego ryzyka, nada coraz gęstszą konsystencję szaleńczej ochocie stania się naocznym świadkiem swego ostatecznego triumfu nad Antoniem Claro. Ciałem i duszą i poddając się wszystkim wypływającym z tego wydarzenia konsekwencjom. Niech tu przyjdzie i mnie tu spotka, niech się wścieknie, niech wrzeszczy, niech użyje siły, nic nie zmniejszy, bez względu na to, co zrobi, rozmiarów jego klęski. On wie, że ostateczną broń ma w ręku Tertulian Maksym Alfons, wystarczy, że ten po stokroć przeklęty nauczyciel historii zapyta go, skąd przyjeżdża o tej porze, i niech Helena w końcu pozna plugawą stronę cudownej przygody dwóch mężczyzn identycznych pod względem znamion na ręce, blizn na kolanie i wymiarów penisa, a od dzisiaj identycznych też pod względem dobierania się do pary. Może będzie musiała przyjechać karetka, żeby zabrać zmaltretowane ciało Tertuliana Maksyma Alfonsa, ale rana jego agresora, ta nigdy się nie zabliźni. Małostkowe pomysły zemsty mogły powstać teraz z mózgu mężczyzny leżącego w oczekiwaniu na śniadanie, ale to by znaczyło nieliczenie się ze wspomnianą wcześniej paradoksalną energią duszy ludzkiej, albo jeśli wolimy nadać jej i