Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 39 из 52

– Jak?

– Musicie pokonać tych, których nazywacie Magami. To wystarczy. I tak nie zrozumiesz, co wtedy się stanie, ale dzisiaj nie próbuj ogarniać tego wyobraźnią. Myśl tylko o tym, że trzeba zwyciężyć Magów. Wtedy ostatni, najgorszy z nas, odejdzie w nicość i zostawi was i wasz świat. Posłuchaj, Malconie. Nie mam już dużo czasu, wkrótce nie będę już mogła z tobą rozmawiać. Pomagałam ci dotychczas, ale wszystko, co się dotąd wydarzyło w krainie Yara, to głównie twoja zasługa, wszystkich ludzi. A teraz zostaniecie sami, nic na to nie poradzę, zresztą i tak niewiele mogę zrobić. Mogę ci tylko radzić – powinieneś stanąć do walki z Lippysem. Ten Mag jest częścią mocy, częścią istoty, która tu została. My go nazywaliśmy Doculot. Musisz walczyć z nim sam. Nie może ci pomóc nawet cała armia. Pokonałeś Mezara, osłabiłeś pozostałe dwie cząstki zła. Teraz walcz z Lippysem, przeciwstaw mu wszystko, co dobre w twoim świecie. Niczym i

– Nie możesz w ogóle nam pomóc? Nie poradzę sobie…

– Wchodząc do Yara podjąłeś wyzwanie, postawiłeś na szalę własne życie. I dotychczas bronisz go dobrze. Pomagałam ci, broniąc przed potworami Yara, zanim się do nich przyzwyczaiłeś. Teraz widzisz sam, że można z nimi walczyć, że są o wiele mniej groźne, niż wieści, które o nich krążą. Zresztą to tylko słudzy Doculota – głos wyraźnie przycichł.

– Ale jak walczyć z Magami?

– Masz Gaed. – To ostatnia rzecz jaka po nas została, lecz nie jest to broń, która sama pokona Doculota. Dodałam ci cząstkę i

Malcon odetchnął głęboko. Pochylił głowę i wydawało się, że wpatruje się w ślad podeszwy odbity w wilgotnym pyle zalegającym podłogę jaskini. Oszołomieni słuchacze wpatrywali się w siebie, pytając spojrzeniem i

– Tyle pamiętam – powiedział. – Ale i tak wielu rzeczy nie rozumiem.

– A jeśli to podstęp? – Sachel rozejrzał się dokoła szukając poparcia u i

– Właśnie – dorzucił Hok. – Jeśli Lippysowi albo Zacamelowi tylko o to chodzi – byś sam stanął do walki z nimi?

– Chyba nie – powiedział Malcon. – Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale od tej istoty, kimkolwiek była, biło ciepło, przyjaźń. Nie wiem, czy Magowie są w stanie wzbudzić takie uczucia w człowieku.

– A może to tylko sen? – zapytał Fineagon. Malcon wzruszył ramionami. Wyprostował nogi i oparłszy się rękami o ziemię za plecami, odchylił do tyłu.

– Niczego nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że to nie tylko sen. Dotychczas każdy głos, który odzywał się w mojej głowie, podsuwał dobre myśli. Sądzę, że teraz też powinienem posłuchać tego, co nazwało się Ogianą. A zresztą: czy mamy i

– Malconie – Fineagon wychylił się w przód. – Myśleliśmy żeby osuszyć tę topiel – ruchem oczu i głowy wskazał kamie

– Poczekaj! – Malcon wyprostował się. – Jak skruszycie tę skałę?

Pashut skinął ręką i dwaj najbliżej niego siedzący Pia zerwali się i pobiegli do złożonych niedaleko koni juków. Po chwili wrócili z trzema woreczkami. Do niewielkiej miseczki wsypali z każdego woreczka szczyptę jakiegoś proszku i wymieszali dokładnie. Pashut wziął od nich miseczkę, skinął na Malcona i podszedł do ściany położonej naprzeciw szumiącej strugi. Nasypał trochę proszku na mały występ. Jeden z Pia wyjął z ogniska małą gałązkę z żarzącym się końcem i podał swojemu wodzowi. Pashut przytknął ogienek do szczypty proszku na skale i zagarniając Malcona, odstąpił kilkanaście kroków.

Rozległ się cichy syk narastający na sile, a potem od skały sypnęło iskrami. Syk przerodził się w słaby szum zagłuszony niemal przez hałasujący wodospad, iskry zniknęły, ale od rozpalonej przed chwilą szczypty tajemniczego proszku oddzieliła się nagle struga rozżarzonej gęstej cieczy i spłynęła cienkim strumykiem jakieś dwie stopy niżej. Teraz syk stał się nieco głośniejszy, a skała wyraźnie topniała w miejscu, gdzie płonęła ognista strużka. Pashut popatrzył na zdziwionego Malcona i podszedł bliżej skały, sięgnął do naczynia z kolejną szczyptą ognistego proszku sypnął półkolem po skale. Po chwili całe półkole trysnęło iskrami i zapłonęło żarem.

– W skałach znajdujemy czasem duże kule, z których robimy te proszki. Oddzielnie każdy z nich jest niepalny, a połączone razem… – Pashut wskazał kciukiem palącą się skałę -… w ten sposób często wycinamy swoje korytarze albo komory. Wzięliśmy z sobą tyle proszku, że możemy ściąć tę skałę i jeszcze sporo nam zostanie.

– Hm… – Malcon nie odrywał spojrzenia od stopionej skały. – Widzisz… wydaje mi się, że Lippys dobrze wie o nas. Wie, że tu siedzimy i wcale nie liczy specjalnie na potwory zamieszkujące jego jezioro. Zbiera siły do decydującej walki, wszystko i

Reszta oddziału rozsiadła się w ciszy kręgiem. Osiemnaście par oczu wpiło się w Malcona. Ziga podeszła do pana, stanęła obok niego. Jednostajnie szumiała woda. Syczała rozpalona skała.