Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 20 из 52

– Masz rację – Malcon wychylił się, ale w porę powstrzymał i nie położył – jak zamierzał – ręki na dłoni Kaplana. – Jeden mały robak niszczy cały, stokroć większy, owoc jabłka.

Kaplan pokiwał głową. Podniósł głowę i popatrzył na Malcona, jakby mógł go zobaczyć. Kiwnął jeszcze raz głową i wbił zęby w placek. Zjedli posiłek w milczeniu, wypili po kilka łyków słodkiego wina, sporządzonego z owoców rosnących na nielicznych wyspach lądu, w morzu błota po drugiej stronie gór. Jeden z nietoperzy odfrunął pod koniec ich posiłku, a drugi dopiero wówczas gdy godzina drogi dzieliła ich od miejsca postoju. Szli nie rozmawiając, dopiero gdy wrócił któryś ze zwiadowców i usiadł na ramieniu Kaplana, tamten przechylił głowę, ale w przeciwną stronę, nie w kierunku swego skrzydlatego pomocnika, przystanął na chwilę i nagle odwrócił się.

– Szybko do przodu! – strząsnął nietoperza i pobiegł za nim. Trzymał pochodnię podniesioną wysoko w górę, Malcon zrozumiał, że robi to dla nich, przyspieszył, dogonił Kaplana i szarpnął troki utrzymujące worek na plecach przewodnika.

– Biegnij – biegnij! – krzyknął, widząc, że zaskoczony Kaplan zwalnia.

W korytarzu echem odbijały się ich szybkie oddechy, szuranie worków o ściany i od czasu do czasu stuknięcie broni. Po kilkudziesięciu krokach Malcon usłyszał jednak jakieś dzwonienie. Rozlegało się gdzieś wysoko, jakby ponad ich głowami, choć widzieli tam tylko kamie

– Wracamy! – krzyknął z całej siły.

Kaplan odwrócił się wolno, dzwon nagle ucichł i wtedy usłyszeli zgrzyt i skrzypienie. Trzeszczały ściany korytarza, Hok zrobił dwa kroki w tył gotów zerwać się do biegu. Kaplan splunął pod nogi i zrzucił na ziemię pochodnię, uderzyła w kamień. Odskoczyło od niej kilka iskier.

– Koniec – powiedział.

– Jak to – koniec? – krzyknął Malcon.

Coś dotknęło go w ramię, odwrócił się szybko sięgając do miecza, ale za nim nie było nikogo, tylko matowa ściana. Popatrzył na Kaplana.

– Wracamy – powiedział stanowczo.

– Nic ma po co – uśmiechnął się Kaplan. – Yara nas złapała. Z tamtej strony jest taki sam korek – pokazał kciukiem za swoje plecy.

– Skąd wiesz? – powiedział Hok i przecisnął się między ścianą i Malconem. – Puść mnie – podszedł do ściany zamykającej korytarz.

Oglądał ją chwilę i odwrócił się do Malcona i Kaplana. Nie musiał nic mówić. Malcon zarzucił na ramiona oba worki i odwrócił się w ciasnym korytarzu, worki krępowały ruchy. Trzask ścian nasilił się.

– Przecież nie będziemy tu stali, wracajmy – powiedział i zrobił krok, gdy zatrzymał go głos Kaplana.

– Nie widzisz, że ściany się zamykają?

Malcon popatrzył na ścianę z prawej, potem na przeciwną. Były o wiele bliżej siebie niż przed chwilą, widać to było teraz wyraźnie. Przecież jeszcze przed chwilą biegł tym korytarzem z dwoma workami, a teraz nie mógł się w nim nawet odwrócić. Zrzucił worki z ramion i oparł się plecami o jedną ścianę, a stopami o drugą. Chwilę siedział tak nad podłogą i poczuł, że jakaś potężna siła zgina mu nogi w kolanach, nawet nie próbował się opierać i walczyć. Nie miał wątpliwości, że to cała góra nasuwa się na nich z dwu stron. Ze strony, z której przyszli rozległ się głośniejszy trzask i gdy Malcon rzucił swą pochodnię w tamtym kierunku, zobaczył taką samą ścianę zamykającą drogę.

– Poświeć w górę – powiedział do Hoka, choć czuł, że nie ma to sensu.

Hok posłusznie podniósł ramię i dotknął prawie czubkiem płomienia kamie

„Na klindze Gaeda wyryty był znak. Nie wiem czy to ci się może na coś przydać, ale jeśli wszystko i

Przed oczami Malcon zobaczył płonący czerwienią znak, jak nakreślony pochodnią w ciemności, zniknął szybko, ale Dorn dokładnie go zapamiętał. Odbił się od ściany i uderzył barkiem w drugą, korytarz zwęził się do szerokości ramion dorosłego mężczyzny. Malcon sięgnął pod bluzę i wyszarpnął Gaeda. Stanął na wprost ściany i ostrym końcem miecza nakreślił na niej trójkąt. Na każdym z rogów narysował koło i wyprowadził z niego linię do środka trójkąta. Ten sam znak narysował na przeciwległej ścianie. Rysunek zaczynał świecić, najpierw linie błękitniały, światło rozbłysło nagle tak mocno, że trzeba było zasłonić oczy. Po chwili światło osłabło, spojrzeli ostrożnie na ściany, ale nie było już na nich rysunku. Piekielny dzwon odezwał się znowu, teraz młot uderzał weń raz za razem, huk stał się nieznośny, zatkali uszy palcami i patrzyli jak ściany rozsuwają się, z góry posypały się kamyki i piasek. Malcon nawet nie zauważył, kiedy zniknęły ściany, zamykające ich w pułapce. Z trzaskiem spadły większe kamienie. Dzwon umilkł nagle, ale w ich uszach dźwięczał jeszcze dłuższą chwilę. Malcon poczuł, że serce wali mu w piersi, a palce oplatają jelce Gaeda. Odetchnął głęboko, schował miecz pod bluzę i podszedł do Hoka. Trzepnął go mocno w ramię.

– Tym razem Yara z nami przegrała – powiedział w stronę Kaplana.

– Co zrobiłeś? – zapytał tamten, robiąc krok w jego kierunku. Miał prawie niezmieniony głos, podszedł jeszcze bliżej i wyciągnął rękę. Zaskoczony Malcon wolno wyciągnął swoją dłoń i położył ją na dłoni ślepca.

– Pomógł nam Gaed – powiedział.

– Z tym mieczem możemy nie bać się Yara! – wykrzyknął Hok.

– Uważajcie – Kaplan odsunął się pół kroku w tył. – Yara nie uderzyła w was jeszcze. To straszne miejsce, gdzie przedziwnie splatają się czary Magów z okrucieństwem naszego świata. Po raz pierwszy w tym korytarzu dopadła was moc Magów, przedtem mieliście do czynienia tylko ze złymi, opętanymi ludźmi i tylko z okrutnymi zwierzętami. Magowie przywykli, że nic im nie może zagrozić i chyba was zlekceważyli, ale niech tylko wyczują, że jesteście groźni, groźniejsi od zwykłych ludzi, wtedy wypuszczą na was wszystkie siły jakie są im podporządkowane. Nie liczcie, że Gaed przed wszystkim was obroni, przecież to nie jest ten sam miecz, którego bali się kiedyś Magowie. Wystarczyło, żebyśmy przed chwilą weszli w likaorga, a wtedy on i tilie szybko rozprawiłyby się z nami.

– Co to jest likaorg? – Hok pochylił się, chcąc podnieść swój worek, ale zamarł na czas przemowy Kaplana. Opowiadali mi o nim Pia. To jest olbrzymi, do małej góry podobny ślimak. Jego pancerz tak świetnie udaje skałę, że nikomu nie udało się dotychczas odróżnić go od prawdziwych gór. Najczęściej w dzień zamiera bez ruchu i jest nieszkodliwy, ale w nocy wypełza na drogi, otwiera swoją paszczę i czeka. Gdy cokolwiek żywego weń wejdzie zwiera pysk i wtedy wychodzą trilie. Ohydne, małe szczury, które żyją we wnętrzu likaorga i pożywiają się resztkami z jego stołu. To one mordują nieostrożną ofiarę, a potem czekają na resztki. Likaorg może również żywić się roślinami, a nawet trawi kamienie, ale woli mięso, a tilie z kolei są tak głupie, że nawet nie pamiętają, ile razy likaorg, nie mając długo i

– A jak się przed nim bronią? – zapytał Malcon. Kaplan wzruszył ramionami i nagłe, po raz drugi od poznania, uśmiechnął się.

– Ich sposób nie nadaje się chyba dla was. W każdy skalny tunel, w każdą podejrzaną dziurę posyłają najpierw jednego człowieka, najlepiej jeńca…

– Ciebie posyłali? – Malcon pokiwał głową.

– Cztery razy. Siedziałem spętany na ich koniu, który zupełnie mnie nie słuchał. Na szczęście wtedy nie widziałem dlaczego to robią, choć podejrzewałem, że chcą w ten sposób sami uniknąć jakiegoś niebezpieczeństwa.

Hok w końcu wyprostował się z workiem w ręku. Zarzucił go na ramię i westchnął.

– A mówiłeś, że nic o Yara nie wiesz – powiedział, z wyrzutem.

– Tu, w podziemiach, likaorgów nie ma. Zbyt mało tu dla nich pożywienia. Przed wyjściem na powierzchnię powiedziałby o nich. Czy myślisz, że nie życzę powodzenia wszystkim, którzy próbują walczyć z Magami?

Malcon podniósł obie ręce w górę dłońmi w kierunku Kaplana i Hoka.

– Nie kłóćmy się – powiedział. – To tylko potęguje moc Yara. Nie możemy… – przerwał i rozejrzał się szybko dookoła. – Gdzie jest Ziga? – krzyknął.

Hok zrzucił worek z ramion i odwrócił się w stronę, z której przyszli. Zrobił kilka kroków i przyłożył dłonie do ust, wciągając powietrze do płuc.

– Nie krzycz! – syknął Kaplan. – Kamień bardzo dobrze przewodzi dźwięk. Jeśli nie zgniotły jej skały, znajdzie nas po śladach. Pewnie czuje coś niedobrego w tym korytarzu i dlatego jeszcze nie przyszła. Moje oczy też jeszcze nie wróciły – dodał z żalem.

– Wrócę po nią – powiedział zdecydowanie Malcon. – Poczekajcie tu na mnie.

– Nie powinieneś tego robić. – Hok wyciągnął dłoń, by powstrzymać króla. – Im prędzej dojdziemy do skały Mezara, tym lepiej. Może on jeszcze nie wie o nas, a jeśli zaczniemy marudzić zdoła się przygotować.