Страница 72 из 130
W dole, w ogrodzie cytadeli, śpiewały ptaki.
Wnętrze powozu stara
Tuż przed wierzejami orszak przystanął. Gdzieś z przodu dęto w trąby, a ich donośny dźwięk wzmagał oszołomienie księżniczki. Pragnęła wychylić się z powozu, bo plecy strażników przesłaniały jej widok, co się dzieje, ale nawet gdyby spowiednik przymknął oczy na podobne uchybienie, nie zdołałaby się sama poruszyć pod ciężarem sukni. Czuła, jak za uszami i po szyi spływa jej pot, a że słońce stało już wysoko z trwogą myślała o drodze, która jeszcze pozostała do przebycia.
Trąby zagrały niemal z bliska, oni zaś wciąż czekali w bezruchu, choć nad głowami tłumu rysował się już ciężki łuk bramy i lada chwila mogliby się zanurzyć w ożywczy cień. Mieszczanie wiwatowali coraz głośniej. Ich wrzaski towarzyszyły jej od dawna, podobnie jak kwiaty rzucane koniom pod nogi albo nawet do wnętrza powozu, teraz wszakże coś odmieniło się w rytmie wiwatów i udało się jej wyłuskać dwa słowa, powtarzane z rosnącym zapałem:
– Spichrza! Evorinth! Evorinth i Spichrza!
Opuściła na moment powieki, bo krzyki zdawały się napierać na powóz i odbierać jej powietrze. Usiłowała oddychać głęboko i nie myśleć o nagrzanej koronie, która uwierała ją w głowę. Kiedy otworzyła oczy, strażnicy rozstąpili się gwałtownie i zobaczyła przed sobą księcia.
Nie spodziewała się bynajmniej, że wyjedzie do bram, aby ich powitać, lecz rozpoznała go natychmiast – nikt i
A potem książę Evorinth uśmiechnął się, wciąż nie spuszczając z niej wzroku, i było tak, jakby pomimo otaczających ich strażników i kapłanów przeskoczyła pomiędzy nimi iskra. Aż krew jej nabiegła na policzki. Nie, nie z zachwytu nad jego jasną urodą, bo choć niedoświadczona w dworskich grach, wiedziała bardzo dobrze, że istnieją mężczyźni, którzy używają swego uroku tak samo jak kobiety. Miała jednak wrażenie, że młodzieńczy władca Spichrzy czyta w niej jak w otwartej księdze, że pod ceremonialnym strojem i sztywną pozą zdołał dostrzec strach i znużenie – i że z jakiegoś nieodgadnionego powodu pragnie dodać jej otuchy.
Jego koń, pyszny siwy ogier, zapewne wart tyle co pomniejsze miasteczko, podrzucił głową i wrażenie prysło. Zarzyczka delikatnie zwilżyła wargi, teraz znacznie bardziej skupiona i czujna. Za tą bramą otwierał się świat, o którym nie miała pojęcia, i każdy krok mógł okazać się fałszywy.
– Witajcie, najjaśniejszy panie. – Kierch podjechał do powozu, lecz nie miał możliwości zbliżyć się do władcy Spichrzy, gdyż przyboczna straż księcia zastąpiła mu drogę. – Wielki to zaszczyt, żeście nas zechcieli u bram…
– Zaiste wielki – przerwał obcesowo władca. – Ale was wypatrują już w świątyni Nur Nemruta.
Odprawa była tak brutalna i ostateczna, że Kierch i strażnicy z eskorty księżniczki sprawiali wrażenie, jakby w nich z jasnego nieba piorun strzelił. W Uścieży nikt nie poważyłby się w podobny sposób potraktować zwierzchnika kapłańskiego kolegium. Książę Evorinth wszelako niedbałym skinieniem dał znać, że sługa Zird Zekruna może się oddalić, i bez cienia zakłopotania zwrócił się ku Zarzyczce.
– Pani – skłonił głowę, z półuśmiechem na ustach – wybacz zamieszanie, ale pragnąłem sam cię godnie powitać. Pozwolisz? – Wyciągnął ku niej rękę.
Zawahała się, niepewna, czego się po niej spodziewa, on zaś nie cofał ramienia, aż wreszcie podała mu dłoń i pozwoliła, by pomógł jej powstać. Kiedy stanęła, że wszystkich stron gruchnęły okrzyki. Żalniccy strażnicy jakby zbili się w sobie i cofnęli pod wpływem narastającej wrzawy, więc teraz dostrzegła już bardzo wyraźnie kolejne ukwiecone bramy, pod którymi oczekiwały jej delegacje spichrzańskich obywateli, i płat czerwonej materii, jakim na jej cześć wyścielono główną ulicę miasta. Dech jej zaparło na widok podobnej rozrzutności. Samo sukno kosztowało krocie.
– Wielu ludzi przybyło, aby cię zobaczyć, pani – rzekł książę Evorinth. – Czy wyświadczysz im tę łaskę?
Uśmiechnęła się nieoczekiwanie. Wszystko to było tak zaskakujące – i wiązanki kwiatów, jak deszcz sypiące się w jej stronę, i ten złoty książę, który wciąż grzecznie czekał na jej decyzję, i upokorzenie Kiercha, za które w końcu i tak ona będzie musiała zapłacić. Ale słońce świeciło jasno, a przed nią rozpościerał się główny trakt najpiękniejszego z miast Krain Wewnętrznego Morza i zapragnęła je podziwiać w pełnej krasie, jak księżniczka, którą poczuła się bodajże pierwszy raz w życiu.
Wciąż stała, górując nad tłumem, kiedy książę Evorinth zeskoczył z konia i otworzył drzwiczki wozu. Nie pozwolił jednak, aby postawiła stopę na ziemi, po prostu uniósł ją bez uprzedzenia i posadził w siodle. Zesztywniała ze strachu, lecz wierzchowiec, ułożony ręką wprawnego masztalerza, nawet nie drgnął. Odetchnęła więc głębiej i poklepała go po szyi, niepewna, czy powi
– Dziedziczce tronu przystoi purpura – powiedział, narzucając go jej na ramiona.
Wiedziała, że nie powi
Rozumiała to wyśmienicie – wszak dorastała na dworze Wężymorda, w nie tak wystawnym, lecz wcale nie mniej skomplikowanym miejscu – lecz zgodziła się, by ujął uzdę konia i pieszo prowadził ją przez marmurowe ulice Spichrzy. Tyle że nic nie stało się przez to prostsze ani bardziej bezpieczne.
Jasenka stała na zewnętrznym balkonie cytadeli, skąd rozciągał się widok na centralne dzielnice miasta. Tę część wschodniego skrzydła fortecy wydzielono na jej prywatne apartamenty, w dzień i w nocy strzeżone przez zaufanych żołnierzy z przybocznej straży księcia, których on sam skrupulatnie dobierał do tego zadania. Nie obawiała się, że wpuszczą tu kogokolwiek bez jej zgody, zatem na spodnią, niemal przezroczystą suknię narzuciła jedynie haftowany srebrem i sięgający ledwie do kolan bezrękawnik z błękitnego aksamitu. Długie, rozpuszczone włosy opadały jej na ramiona i w podmuchach wiatru delikatnie łaskotały w twarz. Niedawno wyszła z kąpieli, a wprawne niewolnice wymasowały jej ciało i natarły pachnącymi olejkami, aby usunąć resztki nocnego zmęczenia, wciąż jednak czuła się dziwnie ociężała i przygnębiona.
Westchnęła głęboko. W cytadeli zapewne już rozeszła się wieść, że władca opuścił rano jej komnaty dopiero po trzecim wezwaniu od księżnej matki, a i wtedy nie spieszył się nadmiernie. I
Oczywiście nie zejdzie do zwierciadlanej sali, gdzie księżna Egre