Страница 49 из 58
– Jak masz diengi – wtrącił Piekarz.
– No, jak masz twardy szmalec, ale zobacz ilu już ma, mnożą się i mnożą. Zresztą jak cię nie stać, to sobie kupujesz chińską czy wietnamską podróbę, i też robisz pajac po królewsku. Nie to co dawniej. Się, kurde, żyło, oj, się żyło!
Jola N. długo przysłuchiwała się temu tokowaniu bez sprzeciwu, lecz w końcu nie wytrzymała:
– Co wy mi tu pieprzycie o „Playboyach” i szlugach! Papier toaletowy to był luksus! Jak się udało kupić kolejkowo albo za łapówę, to człowiek szedł przez miasto trzymając na widoku, żeby wszyscy patrzeli i zazdrościli. Był szorstkawy, szary, wyglądał jak brudny, kicha, całkiem do dupy, ale był!
– Każdy papier toaletowy jest do dupy, dzisiejszy pachnący też jest do tyłka – zauważył filozoficznie Kohut.
– Pewnie, ale mnie chodziło o to, że był do chrzanu, do kitu, nędzny, i trzeba było go zdobywać jak… jak…
– Jak złote runo – podsunął Denis.
– Jak złote runo, otóż to! – ucieszyła się Jola, choć nie znała mitologii w tym względzie. – Każda rolka to był skarb, prawda, Wiciu?
– Niestety – odparł krótko małżonek.
– Dolać jeszcze herbatki, Denis? – zaproponowała Dutowi, wiedząc, iż lubi przepijać trunki mocno słodzoną herbatą.
– Poproszę – rzekł Dut. – Świetna ta herbata. Mario mi opowiadał, że w prison parzyli sobie herbatkę robiąc końcówki grzałek z puszkowej blachy, a kabelki z pociętych tubek pasty do zębów, i owijając te kable folią z torebek. Później, dziurawiąc ścianę za pryczą, odsłaniali przewód sieci elektrycznej, oskrobywali izolację, i podłączali się do prądu. Tak robiliście, Wiciu, prawda?
Witold skinął głową, świadcząc tym gestem, że tak robili. Wtedy właśnie Denis Dut pierwszy raz zwrócił uwagę na jakość milczenia Witolda Nowerskiego. Rozgdakane towarzystwo było grupą ludzi niskich lotów, pytlowało niby przekupki, lub niby kręceni sejmową adrenaliną politycy, a on – człowiek najgłupszy w tym kółku – sprawiał wrażenie człowieka wyższego sortu, tylko dlatego, iż cały czas milczał. Życiem kierują przypadki. Trzeba było tej stypy, by jamajski biznesmen sponsorujący „Gza Patriotycznego” ocenił „Znajdę” inaczej niż dotychczas (nie jako człeka ociężałego umysłowo, lecz jako figurę z maksymy starożytnej: „Milczący głupiec uchodzi za mędrca” ), i to mu podsunęło szaloną myśl…
W ostatniej dekadzie XX wieku na duchowego lidera-mentora III RP kreował się (i kreowany był przez większość usłużnych „polskojęzycznych” mediów) Adam Michnik, starozako
Wódz największej polskiej gazety zwalczał lustracyjny proceder długo, kilkanaście lat, używając wszelakich środków. Łajał, wyklinał, wyśmiewał, perorował, perswadował, postponował, dezawuował, kuglował, krytykował, miotał, motał, grzmiał, srał, gdakał, obrzydzał – wszystko na nic. Przez pierwsze lata tej kontrlustracyjnej ofensywy jakoś się udawało robić plewę z faktów i wodę z mózgów. Lecz później grad bolesnych ujawnień stał się kamie
Aż się odmieniło. Dwuletnie faszystowskie rządy antykomunistów (2005-2007), będące szczytem nieszczęść katowanej (deesbekizowanej) ojczyzny, skończyły się wyborczą przegraną krwawych Kaczorów, i do władzy wrócili „sami swoi” , wy wiedzeni z dawnego matecznika geremkowskiej UD-UW. Komentatorzy prezentowali to jako medialny triumf Adama M., drugiego już o tych inicjałach sympatyka „przyjaciół Moskali” , bo jego gazeta ciężko pracowała dla wyborczego sukcesu formacji salonowej. Tak więc wygrał – pomógł przywrócić rządy „ludzi światłych”- wszakże zmartwień mu nie ubyło. Główna jego trauma tyczyła bilansu własnego żywota, helas! Mimo starań wieloletnich – nie awansował do rangi idola całego narodu. Europa nie mianowała go szefem żadnej paneuropejskiej instytucji lub organizacji. Nie dal też rady skopiować kariery swego czeskiego kumpla, Vaclava Havla, który został prezydentem. Zawiodły i tolerancja europejska, i demokracja prywiślińska, zwłaszcza ta druga, bo jak słusznie diagnozował starozako
Życzeniowym „targetem” optimum byłoby zresztą nawet nie stanowisko przywódcze, nie złoty fotel, lecz złota aureola – nimb światowy, lub choćby tylko nimb paneuropejski. Rozpoznawalność w każdym domu każdego kraju, czyli granie godła tak symbolicznego, jak „polnische Wurst und Vodka” , ale tę rolę ukradł mu gdański prostak Dyzma, kradnąc przy okazji pacyfiście-intelektualiście Adamowi M. noblowską nagrodę pokojową. To bolało rabbiego z warszawskiej Alei Róż. Schyłek kariery w alei kolców drapiących duszę. Wiedział, że hen, daleko, na moskiewskim Kremlu, „przyjaciel Moskal” Władimir Putin pichci nowe polskie rozdania i otwarcia, lecz to już nie grzało zmęczonego „komandosa” rewolty '68 i mistyfikacji '89. Coraz częściej słyszał od spodu, z głębi Szeolu, pragmatyczną sugestię dyrekcji:
– Wracaj!
Wezwanie do gabinetu cara to nie obowiązek – to satysfakcja członka kremlowskiej elity przybocznych adiutantów. Lieonid Szudrin bardziej frunął niż stąpał po czerwonym dywanie długiego korytarza, ku flankującym złocone wrota sylwetkom dwóch sołdatów w mundurach XIX-wiecznych. Naprzeciw niemu maszerował funkcjonariusz wcześniej wezwany, który właśnie opuścił gabinet Putina. Był to doradca ekonomiczny prezydenta, wychowanek amerykańskich uniwersytetów, młody (35 łat) Arkadij Dworkowicz. Gdy się mijali, zatrzymał Lonię:
– Lonia, pomóż!
– Spadaj! Sam szukam pomocy.
– Jakiej pomocy?
– Nie mam bladego wyobrażenia co kupić Miedwiediewowi na jego rocznicówkę, a nie chcę mu kupować bzdur, jakichś zegarków, krawatów, spinek czy alkoholu francuskiego, bo on ma już hurtownię tych fantów. Co on lubi, wiesz może?
– Lubi ekskluzywne koszule, i ekskluzywne, szyte na miarę garnitury, i właśnie krawaty, drogie krawaty, lecz to chyba wi
– A poza tym co?
– Hoduje egzotyczne rybki w akwarium, więc jeśli trafisz taką, której nie ma… – rzekł cierpko Dworkowicz. – Gra w szachy, więc kup mu szachy ze złota lub brylantów. No i kocha mocny rock. Już wkrótce, około połowy lutego, będzie feta Gazpromu, piętnastolecie, więc Miedwiediew, jako przewodniczący rady nadzorczej Gazpromu, chce uświetnić ceremonię rocznicową występem swej ulubionej grupy, Deep Purple. Surkow mu pomaga, bo także lubi ten zespół. To nawet będzie nieźle pasowało: Głęboka Czerwień! Prócz Deep Purple, „Carewicz” lubi również zespoły Black Sabbath i Led Zeppelin, tylko na winylu, ale obawiam się, że ma wszystko. Będzie ci trudno być oryginalnym, Lonia, bo odkąd namaścił go prezydent, wszystkie kremlowskie lizusy łamią sobie łby kombinując jaki prezent „Carewiczowi” dać.