Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 32 из 37

„Zaskoczyli mnie” – pomyślał. – „Nie chcą, żebym się zabił.” Ale nie… Przeszukał swój czysty i jasny teraz umysł. Czuł, że dzieje się tam coś dziwnego. Zagadkowy, nieprzenikalny dotąd kokon, który tkwił gdzieś na granicy świadomości, rozwinął się teraz, promieniując porażającą energią. – „Działa jak tłumik. Pomaga mi się ukryć przed telepatą…”

Roztrzęsiony, zobaczył, jak wyglądający na zwykłego przechodnia człowiek z wykrzywioną nagle z wściekłości twarzą wyszarpuje z kieszeni rewolwer. Odruchowo „wstrzelił się” w niego, przebiegł kilkanaście kroków i „przeskoczył” w nadbiegającego policjanta. Znowu kilkanaście kroków i znowu zmiana. Tym razem gnał w ciele młodego wysportowanego mężczyzny, klucząc wśród oszołomionych wypadkiem przechodniów. Kiedy oddech stał się zbyt urywany, „wstrzelił się” w kierowcę przejeżdżającej obok limuzyny. Gwałtownie nacisnął pedał gazu, słysząc jak delikatne mruczenie dużego silnika przeradza się w ryk.

– Martin! – przerażony pasażer odsunął dzielącą ich szybę. – Martin, co robisz?!

Wyjechał na środek jezdni, mijając wolniejsze pojazdy, potem nacisnął hamulec, stając dosłownie o milimetry od blokującej drogę ciężarówki. Błyskawicznie „wstrzelił się” w kierowcę autobusu posuwającego się drugim pasem. Tu również ostro dodał gazu. Szarpnął kierownicą, omal nie wywracając piętrowej maszyny w ostrym zakręcie. Prawy reflektor zgasł od uderzenia w stos drewnianych skrzynek, które rozleciały się, rozbijając szyby pobliskich wystaw. Z tyłu słyszał histeryczne piski kobiet, jakiś żołnierz dusił go, usiłując wyrwać kierownicę.

Błyskawicznie przerzucił się na odzianego w skórzany kombinezon motocyklistę. Nasilający się w wieczornym szczycie ruch zmusił go do wjechania na chodnik. Wzbudzał panikę wśród uskakujących na wszystkie strony ludzi, ale nie mógł opanować nieznanej, wyrywającej się spod niego maszyny. Przewrócił się na jakiejś kracie i leżąc na plecach, nawet nie usiłując się podnieść, „wstrzelił się” w patrzącego na niego, zawieszonego na ruchomej ławeczce czyściciela okien. Jednym uderzeniem nóg rozbił szybę i wpadł do środka pustego gabinetu w jakimś biurowcu. Czuł, że ogarnia go histeria. Zmieniał niosące go ciała co kilkanaście minut. Był robotnikiem pracującym przy wykopie, młodym człowiekiem w szybkim sportowym samochodzie, policjantem na koniu, sprzątaczką, kierowcą furgonetki… Żadne korki, mosty, zablokowane wiadukty, zbiegowiska, tunele ani budynki nie były dla niego przeszkodą.

Kiedy wrócił wreszcie na fotel ustawiony przy oknie pensjonatu, dyszał, jakby lada chwila miały mu pęknąć płuca. Był tak zmęczony, iż dopiero po dłuższej chwili uświadomił sobie, że w rzeczywistości jego ciało od wielu już godzin nie wykonało nawet najmniejszego ruchu.

Fargo długą chwilę siedział wyprostowany na ogromnym łożu, zastanawiając się, co go obudziło. Powoli przetarł oczy. Która może być godzina? Zegarka nie było na nocnym stoliku – błyszcząca bransoleta obejmowała przegub ręki. Zasnął w ubraniu. Przypomniał sobie wydarzenia ostatniego wieczoru. Paniczna, zwariowana ucieczka, a przedtem… Tajemniczy kokon tkwiący gdzieś w głębi niego, który pomógł mu w ostatniej chwili. Co to może być? Czy to wzorzec psychiki jakiegoś człowieka? Takiego jak i

Pospiesznie stanął na podłodze. Ciekawe, co powiedziałaby gospodyni pensjonatu, widząc go w butach na łóżku. Przeciągnął się i wyjrzał przez okno. Ciemności przedmieść nie rozświetlało o tej porze żadne światło. Stłumił ziewnięcie, starając się opanować narastającą se

Kiedy zbliżał do twarzy zapalniczkę, przenikliwy dźwięk powtórzył się po raz trzeci. W świetle płomyka zobaczył nagle, jak metal tworzący skomplikowaną konstrukcję zamka i zawiasów w drzwiach topi się i spływa czerwonymi kroplami po chropowatych deskach. W pierwszej chwili był skło

Omdlenie nie trwało długo. Kiedy się ocknął, związany na podłodze, trzech napastników kończyło właśnie mocować na powrót drzwi za pomocą specjalnych gumowych zatyczek i zaklejać szyby w oknach grubą czarną folią. Gdy zapłonęło słabe światło z ustawionej na stole lampki, mógł lepiej przyjrzeć się ich hełmom. Wielkie banie z rozbudowanymi aparatami oddechowymi i końcówkami jakichś elektronicznych urządzeń. Nie musiał wysilać skołowanej nagłymi wypadkami wyobraźni, żeby odgadnąć ich przeznaczenie. Wiedział, a raczej czuł, że nie może „wstrzelić się” w żadnego z nich. Szybko włączył w swym mózgu wzorzec komandosa, ale ten nie mógł mu zbytnio pomóc w obecnej sytuacji. Osiągnął jedynie stan pozornego wewnętrznego spokoju.

Obserwując spod przymrużonych powiek krzątające się sylwetki, zastanawiał się, czy nie sprowokować jakiegoś hałasu. Czy nie zrobić jakiegoś ruchu, który być może zmusi człowieka trzymającego pistolet maszynowy do oddania ostrzegawczej serii. Zrezygnował, kiedy bliżej przyjrzał się broni napastnika. Był to stary niemiecki M5 SD1, w którego lufie wywiercono trzydzieści trzymilimetrowych otworów. Gazy prochowe wypływały przez nie, wyhamowując na założonej na lufę rurze tłumika. W ten sposób prędkość początkowa pocisku malała do wartości poddźwiękowej, co sprawiało, że nie występowała fala uderzeniowa. Strzały z tej broni nie mogły więc nikogo obudzić.

Trzech ludzi prawie równocześnie, jak na komendę, przestało zabezpieczać pokój. Jeden stanął przy drzwiach, dwóch pozostałych nachyliło się nad leżącym. Fargo poczuł, że ostrze brzytwy dotyka jego gardła – w chwilę potem zniknął dławiący go knebel.

Tu również wzorzec komandosa podsunął odpowiednie rozwiązanie. Czerpiąc z cudzej pamięci, Fargo nagle zrozumiał, że chcą, korzystając z szoku po napadzie, dowiedzieć się jak najwięcej.

– Nazwisko! – głos był tak zniekształcony przez aparat oddechowy, że nie można było zorientować się, czy należy do kobiety czy do mężczyzny.

– Co, do cholery? – szepnął. – Nie wiecie nawet kogo napadliście?

Brzytwa na moment została zdjęta z gardła. Jakaś szmata przylgnęła do ust i w tej samej chwili został wymierzony silny cios w splot słoneczny. Dusząc się w paraliżującym bólu, Fargo zrozumiał, że lepiej nie żartować. Ogarniała go fala mdłości.

– Jak udało ci się wytłumić?

– Ja… – odkaszlnął, cudem tylko nie rozrywając promieniującej bólem przepony. – Nie… rozumiem.

– W jaki sposób stałeś się niewidzialny dla telepatów?

– Nie wiem. Jakoś tak samo wy…

Kolejny cios sprawił, że sparaliżowało mu pół twarzy. Dłuższą chwilę w ogóle nie mógł otworzyć lewego oka. Przestraszony, że stracił wzrok, szarpnął się, żeby uwolnić rękę. Nowy cios rozbił mu dolną wargę. Zakrztusił się czymś ciepłym, co nagle pojawiło się w ustach. Szukając językiem rany, niechcący dotknął dwóch ruszających się zębów. Kolejny paroksyzm, tym razem i

– Odwróć go, bo się udusi.

Silne ramiona uniosły go w górę, opierając o brzeg łóżka. Nowy atak, tym razem świadomie sprowokowanego kaszlu utonął w blokującej usta szmacie. Fargo robił wszystko, żeby zyskać na czasie. „Chryste, nie myśleć o tym, co mnie czeka” – przemknęło mu przez głowę. Musi skupić się na czymś i

– Jak umknąłeś naszym w Afryce? – świszczący głos przywrócił go do rzeczywistości.

– Ja… – rozpaczliwie usiłował znaleźć jakiś wykręt.

– Mów! – Uderzenie kolbą rewolweru w goleń sprawiło, że iskierki bólu rozeszły się po całej nodze.

– To… to była amnezja – skołatany umysł nie podsuwał żadnego rozwiązania.

– Jaka amnezja?

– Wywołana sztucznie.

– Mów prawdę.

Nowe uderzenie w to samo miejsce.

– Przecież mówię…

– A potem przypomniałeś sobie wszystko, tak?