Страница 53 из 56
Rozdział 31
Każdy umiera raz, gdyż dwóch śmierci nie będzie. Ale ten, którego pogrzeb jest okazją pojednania dla żywych, właściwie wcale jakby nie odszedł na zawsze. Pierwsze w tym miejscu narodziny wypadły w rodzinie Pawlaków, pierwszy chrzest, ale też i pierwszy pogrzeb. Kiedy nadszedł czas, by wynieść z domu Pawlaków sosnową trumnę, stojący po drugiej stronie płotu Kargul ściągnął z głowy czapę z czarnego barana. Pawlak przyprzęgał do wozu swoją kobyłkę. Kargul bez pytania przyprowadził na przyprzążkę swojego konia. Zakładając uprząż i ładząc szleje nie patrzyli sobie w oczy. Marynia wyniosła z domu woreczek z ziemią i położyła na trumnie. Kargul wziął lejce w dłoń, a Pawlak z Marynią ruszyli za wozem… Przykościelny cmentarzyk zawiany był śniegiem. W tej bieli ział jak rana przygotowany dół. Stali nad nim wszyscy mieszkańcy Rudnik, bo był to pierwszy w tej wsi pogrzeb. Był sołtys Fogiel w kurtce z bobrowym kołnierzem, Wieczorkowie i Pękale, był „warszawiak”, był Kokeszko z odzyskaną rodziną, a wszyscy nadziwić się nie mogli, że wóz z trumną ciągną oba konie śmiertelnych wrogów. Kiedy sprowadzony z trzeciej wsi ksiądz zakończył egzekwie i Kaźmierz sypnął na wierzch trumny pierwszą garść ziemi z Krużewników – wszyscy kolejno podchodzili do Pawlaka, zanurzali rękę w worku i rzucali ziemię, jak rzuca się ziarno w rolę. Rzuciła garść Marynia, po niej Kargul i Aniela, a po najbliższych sąsiadach podchodzili kolejno wszyscy ci, którzy mogli powiedzieć, że choć nie są tu urodzeni i żyją w tej wsi dopiero od półtora roku, to jednak są tu sami swoi, bo rozumieją, że babcia Leonia chciała leżeć pod tą ziemią, którą przywiozła ze sobą w woreczku. Nagle czyjeś silne ramiona rozepchnęły nagromadzony przy grobie tłum. Witia z czapką w dłoni przyklęknął przy mogile, głowę opuścił i modlił się za duszę babci, której ostatnim pragnieniem było, żeby klaczkę oźrebić i jego, Witolda Pawlaka, bogato ożenić… Marynia wyrwała prawie pusty już worek z krużewnicką ziemią z rąk Kaźmierza. Ten zrobił krok w stronę syna, ale Witia zerwał się z kolan i cofnął się za stary nagrobek z gotyckimi literami, obwieszczającymi: „Hier ruht im Gott Maria Keller”… Pawlak podszedł do syna, ręce wyciągnął i czekał, aż będzie mógł zamknąć w ramionach odzyskanego syna.
– Tato niech te ręce opuści…
– Gdzie Jadźka? – zadudnił Kargul, zachodząc chłopca z drugiej strony.
– A pan Kargul niech o nic nie pytają, bo my do was nie wrócimy, Odwrócił się, nasadził czapkę na głowę i przemknął się między nagrobkami, nie reagując nawet na rozpaczliwe wołanie Maryni: „Witiaa! Witiaaa! Wróć! Kobyła będzie miała źrebaka!