Страница 14 из 61
Posługując się oczami każdy z nas widzi tylko tyle, na ile pozwala mu wzrok, częstokroć jest to tylko mała cząstka tego, co chciałby zobaczyć, kiedy indziej znów ujrzy coś przypadkiem, tak właśnie było z Baltazarem, który pracując w jatce mógł wyjść na plac Pałacowy, aby w towarzystwie i
Po powrocie do domu Baltazar opowiada Blimundzie o wszystkim, co widział, po kolacji schodzą na plac Rossio, żeby zobaczyć zapowiedziane iluminacje, ale tym razem pochodni jest mało, być może pogasił je wiatr, najważniejsze jednak, że kardynał ma już swój kapelusz, przed snem położy go sobie u wezgłowia i jeśli wstanie w środku nocy, by popatrzeć nań bez świadków, nie potępiajmy za to księcia Kościoła, duma jest wszak rzeczą ludzką, a kardynalski kapelusz przysłany przez umyślnego z Rzymu i zrobiony na zamówienie byłby doprawdy przewrotną próbą dla pokory wielkich tego świata, gdyby nie to, że w ich pokorze można pokładać całkowitą wiarę, są bowiem rzeczywiście pokorni, skoro obmywają stopy biednych, jak to czynił i czynić będzie kardynał, jak to czynili i czynić będą król i królowa, a właśnie Baltazar ma podarte zelówki i brudne nogi, spełnia zatem pierwszy warunek, aby pewnego dnia kardynał lub król ukląkł przed nim z lnianymi serwetami, srebrnymi misami i wodą różaną, oczywiście o ile Baltazar spełni drugi warunek, to jest stanie się jeszcze biedniejszy, niż mu się to udało do tej pory, a ponadto jeszcze trzeci warunek, mianowicie musi zostać wybrany jako człowiek prawy i prawość głoszący. Na razie nie ma żadnych wiadomości na temat renty, o którą się ubiega, niewiele pomogły starania i protekcja księdza Bartłomieja Wawrzyńca, z jatki mogą go wyrzucić lada moment pod byle pretekstem, ale zawsze jeszcze może liczyć na klasztorną zupę i jałmużnę w bractwach, w Lizbonie trudno jest umrzeć z głodu, a tutejsi ludzie przywykli żyć o byle czym. Tymczasem urodził się infant Piotr, który jako drugie dziecko miał przy chrzcie tylko czterech biskupów, ale wygrał o tyle, że w ceremonii uczestniczył kardynał, którego jeszcze nie było w czasach chrztu siostry, rozeszła się też wiadomość, że podczas okrążenia Campo Maior zginęło wielu nieprzyjacielskich żołnierzy i niewielu naszych, chociaż niewykluczone, że jutro ogłoszą, że naszych było wielu, a tamtych niewielu, ale czy to nie wszystko jedno, skoro i tak trzeba będzie zdać rachunek, kiedy nastąpi koniec świata i zostaną policzeni zabici na wszystkich frontach. Baltazar opowiada Blimundzie własne woje
Król udał się do Mafry, aby wybrać miejsce pod budowę klasztoru. Zostanie wzniesiony na wzgórzu zwanym Vela, widać stąd morze, biją tam obfite słodkowodne zdroje niezbędne dla przyszłych sadów i warzywników, bo tutejsi franciszkanie pod względem wspaniałych upraw nie zamierzają być gorsi od cystersów z Alcobacy, co prawda św. Franciszkowi z Asyżu wystarczyła pustelnia, ale on był święty i już dawno umarł. Módlmy się.
Siedem Słońc nosi teraz w sakwie jeszcze jeden żelazny przedmiot, jest to klucz od folwarku księcia Aveiro, przysłano już bowiem księdzu Bartłomiejowi rzeczone magnesy i choć brak jeszcze owych tajemniczych substancji, mógł wreszcie poczynić postępy w budowie latającej maszyny i zgodnie z umową zatrudnić Baltazara, który stał się prawą ręką Awiatora, jako że lewej nie potrzebował, skoro – według księdza – nawet sam Bóg jej nie ma, a ksiądz studiował przecież te wszystkie delikatne kwestie, więc wie, co mówi. Sao Sebastiao da Pedreira znajdowało się zbyt daleko, by chodzić tam co dzień, toteż Blimunda postanowiła, że obydwoje zamieszkają na folwarku. Niewiele traciła zostawiając swój dom – dach wsparty na trzech niepewnych ścianach, tylko czwarta była niezwykle solidna, gdyż był to po prostu mur zamkowy zbudowany przed wiekami, jeśli więc ktoś przechodząc tamtędy powie, Patrzcie, pusty dom, ale się w nim nie zainstaluje, to nim minie rok, ściany i dach się zawalą i w miejscu, gdzie mieszkała Sebastiana Maria de Jesus i gdzie oczy Blimundy po raz pierwszy ujrzały widowisko tego świata, bo przecież urodziła się na czczo, a więc w tym miejscu zostanie zaledwie parę kawałków nie wypalonych cegieł rozsypanych na ziemi.
Ich mienie było tak skromne, że na przeprowadzkę wystarczyła jedna podróż, wszystko bowiem sprowadzało się do zawiniątka, które Blimunda niosła na głowie, i tobołka, który Baltazar zarzucił sobie na plecy. Po drodze raz i drugi odpoczywali w milczeniu, cóż bowiem można mówić w chwilach, gdy nasze życie ulega zmianie, a tym bardziej gdy jednocześnie i my sami się zmieniamy. Co się zaś tyczy lekkości bagażu, to zawsze tak powi
W jednym z kątów szopy rozłożyli sie
W okolicy nie brak kościołów, choćby augustianów bosych, który znajduje się w pobliżu, nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby mogli też spełniać obowiązek uczestniczenia w mszy, gdy jednak zdarzy się, że księdza Bartłomieja zatrzymają kapłańskie obowiązki lub powi