Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 93 из 117

Głos Wężymorda nie przemówił więcej w jej myślach.

Nie naznaczono jej pokuty, lecz nawet rezydenci prowincjonalnej świątyni rozumieli, że popadła w niełaskę. Milczący kapłan zaprowadził ją do zaniedbanej komnaty. Nie śmiała zapytać, po co. Z trudem przełknęła kilka kęsów ciemnego chleba; wieczerza była bardziej niż skromna, ale też po pokutnej ceremonii nie spodziewała się wystawnej uczty.

Popatrzyła przez okienko przesłonięte ciemną błoną. Być może przepłynęli już Cieśniny Wieprzy i mogłam być z nimi, pomyślała z tęsknotą. Z Koźlarzem, wiedźmą i rudowłosą córka Suchywilka. Gdybym tylko odważyła się zapomnieć o potędze Zird Zekruna.

Narzuciła na koszulę ciemny wełniany płaszcz i wyślizgnęła się na korytarz. Dwóch pomorckich wojowników, wyszkolonych do skrytobójstwa i fanatycznie oddanych bogu, stało pod drzwiami; ich zawoje i dwa miecze na plecach przypomniały księżniczce Szarkę, a także sposób, w jaki zabijała morderców na stopniach cytadeli Evorintha. Nie zatrzymywali jej. Szli kilka kroków w tyle, w milczeniu, bezszelestnie. Wieczór był ciepły, nadciągała czerwona letnia noc.

W krużgankach wewnętrznego ogrodu kilku kapłanów rozprawiało z ożywieniem, lecz kiedy ją dostrzegli, rozmowa ucichła jak ucięta nożem. Wieśniaczka pochwyciła dziecko i pospiesznie uciekła w głąb zabudowań, czyniąc po drodze znaki odpędzające złe. Dopiero jąkający się ze zmieszania pachołek pokazał jej drogę do ogrodu. Boją się mnie, pomyślała z lekkim zdziwieniem. Lecz zaraz potem przyszła druga myśl, posępna – że bardziej jeszcze boją się Zird Zekruna, zaś ona sama jest jedynie narzędziem w ręku boga.

W Spichrzy wydawało się jej, że dokonała wyboru i zdoła przy nim wytrwać.

A teraz nie była dłużej pewna. Poprzez uchylone okie

W przybytku pokonał inwokację kapłanów tak łatwo, jak wiatr gasi świecę. Było to coś, czego nie przewidziała, i nie rozumiała istoty owej próby. Jestem zakładniczką, pomyślała. Jeśli zechcą, dosięgną przeze mnie Koźlarza, bo Zird Zekrun nie rozumie i być może nigdy nie zdoła zrozumieć brata, lecz pozostaje siostra, którą każdego dnia można poprowadzić do przybytku i na wylot przenicować jej myśli.

W wieży Nur Nemruta pojęła, że jeśli chce w czymkolwiek pomóc Koźlarzowi, musi go odepchnąć i jak najszybciej powrócić nad Cieśniny Wieprzy. Bez żadnych wyjaśnień, bez obietnic. Każde słowo niosło zapowiedź klęski.

Tylko że to tak strasznie bolało.

Pozostawała jeszcze rudowłosa kobieta w obręczy dri deonema, którą poświęciła dla własnego ocalenia.

Od strony świątyni ponury dźwięk rogów obwieścił koniec dnia. W Dolinie Thornveiin biły dzwony, pomyślała, lecz nie minęło wiele dni i niemal o nich zapomniałam.

Rogi umilkły i zamknięto wrota przybytku; przygnębiło ją to.

Niebo było letnie, czerwone, pełne gwiazd. Potem od północy, od strony Pomortu, zerwał się chłodny wicher, przynosząc rozkaz, który gwałtownie odegnał znużenie.

Wola Zird Zekruna w jednej chwili wdarła się w jej myśli, wymiatając własne pragnienia. Dygotała. Podmuch szarpnął płaszczem: upadłaby, gdyby nie podtrzymał jej jeden z pomorckich zabójców. Deszcz był na jej twarzy zimny jak krople lodu, a ona była jak glina w rękach boga – pozostawił tylko tyle, by rozumiała rozkaz, nie więcej.

U sklepienia bramy, mocno osadzony w kamie

Przypomniała sobie: to było obce wspomnienie, myśl Szalonej Ptaszniczki pochwycona ukradkiem w wieży Nur Nemruta Od Zwierciadeł. A potem także ona znikła, jak ostatecznie i nieodwołalnie zostało przesądzone owej nocy, gdy spłonęła cytadela w Rdestniku, zaś Zird Zekrun odcisnął na niej piętno.

Świątynia była stara i przebudowywano ją wiele razy, tworząc labirynt wąskich przejść i schodów. Nieoczekiwanie wyszła na otwarty taras. Z dołu unosiła się woń ziół ze świąty

– Co tu robisz? – spytał.

Ze zdumieniem i gniewem jednocześnie.

Nie odpowiedziała: póki istniał Zird Zekrun, każde z nich musiało podążać własną, wąską ścieżką. Lecz miała nadzieję, że od rzezi Rdestnika minęło już dość zim i dość krwi sorelek wsiąkło w niego kropla po kropli, by zdołał zrozumieć.

Wężymord szybko wciągnął ją do środka i zamknął drzwi; wówczas odwaga opuściła ją do reszty. Rozkaz Zird Zekruna zagnał ją aż tutaj, a teraz siedziała na twardym, zaścielonym opończą łóżku jak oniemiała, nie potrafiąc powstrzymać dreszczy. Czuła, jak pulsowanie mocy z wolna ustępuje z jej oczu i pomyślała, że podobnie muszą się czuć wiedźmy, kiedy przemija szał. Nie wiedziała, co robić. Pan Pomortu pierwszy raz sięgnął po nią równie otwarcie, bez żadnych osłon, przygnał do komnaty Wężymorda i porzucił jak pęknięty garnek. Zabawki, pomyślała słabo. Zabawki w rękach boga.

Zawieszona przy oknie oliwna lampka zwabiała roje ciem.

– Ty mi odpowiedz – odparła, kiedy wreszcie mogła mówić. – Proszę. Potrzebuję czegoś, na czym mogłabym się oprzeć – ciągnęła z rosnącą desperacją. – Inaczej to wszystko uniesie mnie, nie wiem dokąd. Potrzebuję wiedzy.

Wężymord odwrócił się do niej plecami, poprawił okie

– Proszę – powtórzyła bezradnie.

– Co chcesz wiedzieć?

– Co zdarzyło się w świątyni Bad Bidmone i co zrobił ze mną Zird Zekrun – wyrzuciła jednym tchem.

– Tylko tyle? – spytał cierpko.

– Nie! – Drwina poruszyła złość tak głęboko utajoną, że zdumiała samą Zarzyczkę. – Jeszcze i to, czy naprawdę wymordowałeś żmij ów na brzegu źródła Ilv. Czy istotnie wytargowałeś od boga nieśmiertelność w zamian za śmierć morszczynek z Cieśnin Wieprzy. I czy jestem częścią tego targu.

Nie umiała odczytać z jego twarzy ani gniewu, ani niczego i

– Tak – odpowiedział po chwili miękko. – Po trzykroć tak, księżniczko. Lecz żmijowie i sorelki… Nie mieszaj się do tego. Nic nie mogę zmienić.

– Dziwne. – Teraz nadszedł jej czas na kpinę. – Dziwne, że zaszedłszy tak daleko po ścieżce nieśmiertelnych, tak mało możesz.

– Nie – owale jego niebieskich źrenic zwęziły się w dwie ciemne kreski jak u zwierzęcia i nie usiłował tego ukrywać. – Nie jestem jednym z nich i nigdy nie będę.

– Wiem – odparła, wspominając słowa wiedźmy.

– Nie sądzę – rzekł powoli Wężymord. – Nie sądzę, abyś wiedziała, księżniczko, ani jakikolwiek i

Jaskółka poruszyła się w gnieździe z niespokojnym świergotem.

– Przestań – poprosiła ze strachem, nie rozumiejąc, dlaczego nagle postanowił otwarcie mówić o ciemnej magii Zird Zekruna.

– ON jest teraz zbyt zajęty, by nas śledzić – wyjaśnił cierpko. – Rozmyśla o kobiecie, która idzie za Koźlim Płaszczem i opowiada o ścieżkach pośród gwiazd. I w tej chwili – dodał – pragnie jej bardziej niż twojego brata, bo sądzi, że Szarka zna rozwiązanie zagadki dręczącej go od czasów A

Ta chwila zaraz minie, pomyślała Zarzyczka, i nigdy później nie będziemy rozmawiać o bogach i rudowłosej córce Suchywilka. Lecz kapłani dowiedzą się i znajdą sposób, wiele sposobów, by ukarać moją ciekawość.

Jednak nie umiała się oprzeć.

– Słyszysz jego myśli? – spytała.

– Część – spoglądał przez okno w ciemność. – To, co chce przede mną odsłonić. Czasami widzę świat oczyma boga, węzły splecione z przeszłości i przyszłości… wizja, która przyprawia o szaleństwo – zakończył cicho.

– Jak bóg – odgadła z przestrachem.

– Taka była obietnica – przyznał. – Złożona trzy pokolenia temu, na skałach zapomnianej wyspy, która jest dziś jednym z pasm górskich Pomortu. Jeśli Zird Zekrun dotrzyma słowa, przemiana zostanie zakończona. Niebawem.

Więc to jednak prawda, pomyślała z przerażeniem, bo było czymś zupełnie i