Страница 47 из 68
Nagle dobiegł go jakiś dźwięk – ulotny, niemal niesłyszalny szelest szat. Zatrzymał się.
– Przyszedłem po moją własność – przemówił Igino di Valle delia Fredezza. – Oddaj mi żonę i syna.
– Nie należą do mnie.
– Nie staniesz mi, więc na przeszkodzie?
– Powiedziałem jedynie, że nie mogę oddać czegoś, co do mnie nie należy.
Igino zaśmiał się.
– Odpraw chłopca, jeśli nie chcesz, abym go musiał zabić. To, z czym przychodzę, nie jest przeznaczone dla jego uszu.
Nino przykucnął i oparł dłonie na ramionach dziecka. Tertio stał lekko wychylony wprzód, a jego mięśnie były naprężone jak postronki i mnich umiał sobie wyobrazić spojrzenie, jakim mierzy maga. Górale często grzeszyli zbytnią zaciekłością i nie zmieniało się to, nawet, jeśli przywdziali zako
– Odejdź teraz – poprosił. – Twoje życie jest dla niego tanie jak źdźbło trawy. Idź! – popchnął ociągającego się chłopca z powrotem ku klasztorowi.
Mag odczekał, aż malec zejdzie z mostu, po czym przysunął się bliżej do mnicha.
– Fiametta przekonała cię o mojej niegodziwości? Opowiedziała, jak nastawałem na życie jej i naszego ce
Nino milczał, usiłując wydobyć z pamięci jakieś odległe wspomnienie tego głosu. Na darmo.
– Zapewne okazała się wymowna – ciągnął mag lekkim tonem. – Sam wiem, jak potrafi być przekonująca, a odkąd ją uwięziłem zeszłej jesieni, miała dość czasu, aby przygotować tę historię.
Siostra nie wspomniała mu o uwięzieniu. Właściwie, zdał sobie sprawę, nie powiedziała mu zbyt wiele, a każde słowo zostało zawczasu wyważone i przygotowane jak strzała w kołczanie, czekająca, aby w odpowiednim momencie wystrzelić ją w powietrze.
– Dlaczego ją uwięziłeś?
– Nie z powodu urody, chociaż przyznaję, że jest piękną kobietą i często wystawiała mnie na pokusy zazdrości. Nie sądzę jednak, aby ciekawiły cię dworskie plotki, mnichu.
Nino nic nie odpowiedział. Czekał.
– Nie masz wielu powodów, aby mnie kochać – Igino odezwał się ponownie, zupełnie i
– Po to przyszedłem.
– Jakże szlachetnie – zakpił. – Widzisz, mnichu, na początku twoja siostra nienawidziła mnie z twojego powodu i dlatego, że ją oszukałem. Potem jednak jej nienawiść nie potrzebowała już przyczyn, syciła się samą sobą i nie było żadnej plugawości, przed którą się cofnęła. Ponieważ Fiametta wiedziała, że pragnę syna, jednym ze swych kochanków uczyniła mojego niewolnika, pomiot demonów, psiogłowca z rodu Cynocefalitów. Nie powiodło się jej, pozostała jałowa, zatem zwróciła się do i
– Nie. Raczej zasmucony.
Mag nie zwrócił na niego uwagi.
– Fiametta była zachwycająca. Krążyliśmy wokół siebie w śmiertelnym tańcu jak dwa skorpiony na pusty
– Nie wierzę ci – powiedział powoli Nino. – Żadna matka nie uczyniłaby czegoś podobnego swemu dziecku.
Zaraz jednak zdał sobie sprawę, jak ułomne jest jego wyobrażenie o kobietach. Do klasztoru świętego Sirona przybywało wiele matek. Mozolnie wspinały się na górę, niektóre na kolanach, niosąc w ramionach czy na plecach kalekie lub chore dzieci, z nadzieją, że święty Siro wybłaga dla nich uzdrowienie. Ale jeszcze więcej matek pozostawało w dolinach i Nino nigdy nie wejrzał w serce żadnej z nich.
– Fiametta nie jest żoną rybaka, która z oseskiem przy piersi patroszy ryby w przystani i rozwiesza sieci. Nie chciała tego dziecka, gdy zaś przyszło na świat, postanowiła wykorzystać je, by zranić mnie jak najdotkliwiej.
– To tylko dziecko.
Wczoraj Fiametta przyprowadziła na chwilę syna do jego celi.
Chłopczyk tulił się do niej i popłakiwał, przestraszony nowym miejscem i natłokiem nieznanych mężczyzn.
– Jesteś ślepy, mnichu! – wykrzyknął z wściekłością mag. – Nie widzisz jego włosów, które w ciemności żarzą się czerwoną poświatą, ani oczu, kiedy znienacka rozbłyskają jak dwa gorejące węgle.
A wiesz, co jest najgorsze? Gdzieś w głębi potwora mój syn jest zupełnie sam i krzyczy w ciemności z przerażenia, a ja nie mogę go dosięgnąć. Obróciła przeciwko mnie starą groźbę, którą przed trzydziestu laty skłoniłem ją do posłuszeństwa. Sądziłem, że chce mnie zmusić do zabicia własnego dziecka. Ale nie! – Zaniósł się przenikliwym chichotem. – Kiedy uciekła, zrozumiałem, że jej niegodziwość jest jeszcze większa.
– Uciekła, aby go ratować.
Igino prychnął z pogardą.
– Oprzytomniej, mnichu! Jest mnóstwo lepszych miejsc, bardziej niedostępnych i otoczonych potężniejszymi murami niż ten klasztor. Jest też na Półwyspie wielu książąt, którzy z chęcią udzieliliby schronienia mojej żonie, choćby po to, aby mnie rozwścieczyć. Fiametta wybrała jednak Guglia dei Fulmini i przyznasz, że nie z siostrzanej miłości przypomniała sobie o bracie, którego wcześniej nie chciała znać.
Zakłuło go w piersi. Wczoraj nie spytał nawet, dlaczego przez tyle lat siostra nie wysłała mu choćby jednego listu. Zanadto lękał się odpowiedzi.
– Sam jej wzbraniałeś pisać.
– Owszem, z początku, kiedy jeszcze wierzyłem, że można ją obłaskawić, ale po trzydziestu latach zaiste nie miałem się już, czego lękać. Zapomniała o tobie. Zapomniała o wszystkim, oprócz swojej nienawiści.
Przez chwilę Ninowi wydawało się, że przypomina sobie młodzieńczą twarz Fiametty, kiedy siedzi na podeście kolumny, puszcza bańki mydlane i śmieje się, patrząc, jak wirują w powietrzu. Zaraz jednak rozmyła się i znikła, pozostawiając pod powiekami ostre smugi światła. Wzdrygnął się.
– Jest taka, jaką ją uczyniłeś.
Mag zamilkł.
– Być może masz rację – przyznał. – Ale kluczem do tej historii jest coś i
Fiametta przekonywała go, że mag, wzburzony zniknięciem syna i żony, nie odkryje kradzieży kodeksu.
– Widzę, że opowiedziała ci o niej – rzekł czarnoksiężnik. – Nie przecz nawet, nie przywykłeś kłamać, mnichu. Czy wiesz również, co jest w środku?
– Ty mi powiedz.
– Czemuż nie? Fiametta wykradła mi najce
– Twoich zaklęć?
Igino znowu wybuchł piskliwym śmiechem.
– Wyjawiła ci, więc także moją małą słabość. Tak, mnichu, nie dorównuję może mocą Duiliowi, Severowi ani i
– Poprzez magię?
– Och, wiem, że wy, mnisi, nie będziecie dla mnie zachętą. Ale nadciągają Arimaspi i Półwysep bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje obrony. Ja zaś potrzebuję kodeksu, w którym zapisano legendarne zaklęcia Principi dell'Arazzo. Oddasz mi go?
– Fiametta powiedziała mi coś i
– Nie wątpię – odparł szyderczo Igino. – Zastanawiam się jednak, czy objaśniła ci, po co potrzebuje twojej pomocy. Widzisz, mnichu – podjął, kiedy Nino nie odpowiadał – moja droga żona nie potrafi odczytać zaklęć, a jej kochanek mag nie miał dość mocy, aby choćby spróbować stawić czoło przywołanym demonom. Fiametta potrzebuje, więc kogoś i
– Skąd wiesz?
– Ostatniej nocy przed ucieczką zasztyletowała kochanka, ale maga nawet stalą niełatwo śmiertelnie naznaczyć. Zanim zdechł, przekazał mi ostrzeżenie. Fiametta wykorzysta cię, a potem zabije jak tamtego nieszczęśnika.
Nagle zachciało mu się śmiać. Czarnoksiężnik, który przed trzydziestu laty pozbawił go oczu i całej przyszłości, która była z nimi związana, przestrzegał go teraz przed siostrą.
– Opamiętaj się, magu – rzekł cicho, starając się zdusić histeryczny śmiech, który narastał w jego krtani. – Za kogo mnie masz, jeśli sądzisz, że teraz uwierzę w twoje przestrogi?
– Wciąż nie rozumiesz! – wykrzyknął Igino. – Zaklęcia mają formę pieśni i ja sam wciąż nie potrafię ich rozwikłać. Ty zaś masz wszystko, co potrzebne, wiedzę i moc, która płynie w twoich żyłach.
– Prócz oczu.
– Te zastąpi ci demon. Nasz syn. Nino zacisnął palce na lasce.
– Przechodząc przez ten most, wyrzekamy się wszelkiej magii.
– Taki jesteś siebie pewien, mnichu? – Igino prychnął. – Niewiele wiesz o naturze magii. Jeśli raz jeden zaczniesz przywoływać demona, zaklęcie zawładnie tobą i uniesie jak zawierucha. Dlatego odesłałem cię aż za Pilastri del Cielo, gdzie nie dopuszcza się czarodziejów i gdzie nie będziesz wystawiany na pokusy. Ale kiedy usłyszałem twoje pieśni, zrozumiałem, że każda kropla twojej krwi rozpaczliwie domaga się magii.