Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 46 из 68

Stary mnich wpatrywał się w niego z natężeniem. Twarz Nina była szczupła, przecięta czarną smugą opaski na oczach i zupełnie nieruchoma – współbracia zżymali się często, że nie potrafią nic z niej wyczytać. Opat zastanawiał się czasami, czy to skutek ślepoty, czy też dziedzictwo magów, którzy pieczołowicie skrywali swoje myśli. I

– A ty, czego chcesz? – zapytał z westchnieniem.

– Boję się – przyznał Nino, ponieważ nastał zły czas, by skrywać prawdę albo choćby jej część. – Przez te wszystkie lata byłem jedynie szarym mnichem, który wyrzekł się wszelkiej magii, uboższym nawet od i

Zapachniało lawendą. Opat bezwiednie miął w palcach gałązkę obsypaną drobnymi, fioletowymi kwiatami.

– Co pamiętasz?

Nino potarł skronie.

– Niewiele. Zaledwie kilka obrazów, strzępy rozmów. Nie zgaduję nawet, które z nich są prawdziwe.

Urwał i przez długą chwilę milczeli obaj, wsłuchując się w klasztorną ciszę i przeszłość.

– Kiedy przyprowadzono cię tutaj – stary mnich uśmiechnął się do siebie – byłeś milczącym, poważnym chłopczykiem. Chodziłeś po wirydarzu, w skupieniu dotykając liści na krzewach, kamieni obrębiających grządki, świeżych szczepów drzew. Opat posłał mnie, żebym zaprowadził cię do refektarza i nakarmił. Nie wiedziałem, jak postępować z synem księcia-maga, przykucnąłem, więc i zapytałem, czy zechcesz z nami zostać. Zastanawiałeś się chwilę, z powagą zdumiewającą u tak małego dziecka, a potem skinąłeś głową. Powierzono cię mojej opiece zapewne dlatego, że byłem zbyt prostoduszny, by rozumieć, kim naprawdę jesteś.

Nino po omacku odszukał dłoń starca i uścisnął ją nieznacznie.

– Wszystkiego, co umiem, nauczyłem się od ciebie, mistrzu.

– Nie, nie wszystkiego. Twoje hymny pochodzą tylko od ciebie.

– Aż do dzisiaj przywykłem w to wierzyć.

– Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego ty jeden spośród braci nigdy nie wyruszyłeś w dół, w doliny?

– Ponieważ jestem ślepcem.

Starzec potrząsnął głową.

– Bądź uczciwy, synu.

– Ponieważ jestem synem Soave di Castello Scarlatto i obiecaliście Iginowi, że nigdy nie opuszczę tych murów?

– Nawet on nie próbowałby cię zabić po tym, jak minstrele roznieśli twoje pieśni po całym Półwyspie. Nie, obawialiśmy się czegoś i

Nie zamierzał wyjawić Ninowi, z jakim przerażeniem stary opat przyjął wieść o przybyciu syna czarnoksiężnika, który miał na zawsze pozostać w ich klasztorze. Zrazu mnich zamierzał odesłać chłopca precz, choć rodowa włość Igina rozciągała się zaledwie kilka dni drogi od opactwa i znał złą sławę maga. Powstrzymał go stary żołnierz, który przewodził eskorcie chłopczyka – pośrodku klasztornej kaplicy wykrzyczał zwierzchnikowi zgromadzenia w twarz, że w razie odmowy ma rzucić dziecko do rozpadliny pod Pilastri del Cielo, a wówczas przeklnie mnichów, aby nigdy nie zaznali spokoju, bo sprzeniewierzyli się miłosierdziu świętego Sirona.

Opat nie mógł, więc odmówić, lecz uczynił to niechętnie i z ciężkim sercem. Przywędrował na Guglia dei Fulmini z południa, z okolic Brionii, ziemi słynącej z czarów nieznanych na odległej, ubogiej północy. Pomimo upadku Principi dell'Arazzo magowie wciąż panowali tam nad miastami i na niebie nieraz oglądano widmowe kształty demonów. Tam też szarzy bracia, prześladowani przez czarnoksiężników i wypędzani ze swoich siedzib, jako pierwsi zaczęli nawoływać do wyrzeczenia się wszelkiej magii. Klasztory kolejno buntowały się przeciwko swoim książętom. Mnisi nie chcieli dłużej trawić czasu na żmudnych obliczeniach trajektorii demonów ani badać kolejnych sfer nieba. Palono kodeksy pełne starożytnych zaklęć, atlasy nieba i katalogi demonów, z dawien dawna przechowywane w klasztornych bibliotekach.

Magowie odpłacali za bunt z niezrównanym okrucieństwem, pustosząc starożytne monastery i wydając ich mieszkańców na pastwę demonów. Z takiego spalonego klasztoru pochodził właśnie opat, który cudem tylko wymknął się furii sług czarnoksiężników i zdołał uciec na północ. Nawet z wyłupionymi oczami syn Soave di Castello Scarlatto był dla niego wcieloną grozą, nieustającym zagrożeniem przybytku, w którym znalazł schronienie.

Najwięcej przychylności okazał dziecku stary lutnik, który był odźwiernym na moście, i od niego Nino dostał kiedyś harfę. A potem, ku przerażeniu starego opata, chłopiec skomponował pierwszy ze swych hymnów i klasztor świętego Sirona zmienił się bezpowrotnie.

– Nigdy mi o tym nie mówiłeś, ojcze – odezwał się z cicha Nino.

– Odparłem mu wówczas, że prawdziwe piękno często wzbudza strach, ja zaś nie wyczuwam w twojej muzyce zła, lepiej, więc obrócić ją na wspólny pożytek niż zniszczyć i skazać na zapomnienie. Opat zgodził się ze mną, do końca jednak nie przestał się lękać twoich pieśni. Poradził nam również, byś nigdy nie schodził w doliny. Tutaj, bowiem, jak rzekł, moc świętego Sirona ochroni cię przed złem demonów i złem ludzi, ale z dala od Pilastri del Cielo łatwo staniesz się ich łupem. Jego następcy, ja także, skwapliwie usłuchali tego ostrzeżenia.

Nino był zbyt zdumiony, by poczuć żal lub gniew.

– Baliście się mojej muzyki?

Starzec zawahał się.

– Były znaki – rzekł powoli. – Wydarzenia, których nie można wytłumaczyć rozumem. Okrutnicy nawracali się, słysząc dźwięk twojej harfy, minstrele, wcześniej oddani błahostkom i dworskiej rozpuście, przywdziewali zgrzebne zako

– Przecież to były cuda! Nie przypisujcie mi mocy, której nie posiadam.

– Owszem, to były cuda – głos opata nieoczekiwanie nabrał surowości. – Jak mamy jednak zgadnąć, skąd pochodzi moc w świecie, gdzie demony chadzają wolno pomiędzy ludźmi ku uciesze czarnoksiężników?

– Czy naprawdę… czy wierzycie, że moje hymny…? – Nic więcej nie zdołał powiedzieć.

– Nie, synu. – Starzec potrząsnął głową. – Wiara jest cienką linią, poza którą są tylko ciemność i demony, a twoja wiara jest mocna i strzelista jak Pilastri del Cielo. Dopóki wierzysz.

Nim odszedł, nakreślił na czole ślepca znak błogosławieństwa, ale pierwszy raz w życiu nie napełniło to Nina spokojem.

Następnego ranka, tuż po pora

– Opat pozostawił twojej woli, panie, czy zechcesz mu wyjść naprzeciw.

Tak szybko, pomyślał Nino, choć Fiametta ostrzegała go wczoraj i sam powinien przecież wiedzieć, jak niewiele rzeczy jest niedostępnych dla czarodziejów.

– Nie sądzę, abym naprawdę miał wybór.

– Zaprowadzę cię, panie – rzekł chłopiec, kiedy Nino sięgnął po laskę.

– Nie lękasz się?

Wiedział, jak bardzo pasterze obawiają się magów z odległych miast.

– Lękam się, panie – odparło poważnie dziecko. – Nie godzi się jednak, abyś stanął przed nim sam i bezbro

Nino zmieszał się. Niczym sobie nie zasłużył na takie przywiązanie.

– Widziałeś go już?

– Spojrzałem przez uchyloną furtę. Stał po drugiej stronie Pilastri del Cielo i z daleka dojrzałem tylko siny płaszcz. Ale chłopcy mówili, że czarownik jest z wyglądu młodszy od ich ojców, chociaż chodzi po ziemi już ponad sto lat. Czy to możliwe, panie – dodał z niepokojem – żeby człowiek żył tak długo i nie starzał się?

Musiał się uśmiechnąć. Do niedawna dla tego malca największym bogactwem było kilka miedziaków, które oglądał na jarmarku w dolinie, a największym skarbem – kolorowe, wygładzone przez wodę kamyki z dna potoku.

– Niemal wszystko jest możliwe dla magów, chłopcze, lecz płacą za to straszliwą cenę. Podaj mi płaszcz.

Szli przez klasztorny dziedziniec, dziecko i ślepiec, a głosy mnichów, wymieniających z nimi pozdrowienia, były pełne trwogi. Nigdzie nie słyszał Fiametty, może jeszcze nie wstała. Opat nie odprawił jej zeszłej nocy – od najbliższej wioski dzieliło klasztor pół dnia drogi, zbyt wiele dla zdrożonej kobiety z maleńkim synkiem. Naszykowano jej komnatę w domku dla pielgrzymów, z dala od mnichów, ale wieść o nadzwyczajnym gościu rozeszła się szeroko po klasztorze i Nino miał wrażenie, że współbracia winią go za niebezpieczeństwo, które ściągnęła na przybytek jego siostra.

Poczuł niedorzeczną ulgę, kiedy minął furtę opactwa i wkroczył na most. Stukot jego sandałów zdawał się rozlegać nieskończonym echem, odbijać od skał i zwielokrotniony powracać ku niemu. Mały oblat oddychał nierówno, lecz nie wypuszczał dłoni Nina. Mnich nie potrzebował właściwie pomocy, przemierzył tę drogę tak wiele razy, że znał każdy krok i każdą nierówność skały. Jednak tego dnia bardziej niż kiedykolwiek odczuwał swoją ułomność i był wdzięczny za cichą obecność przewodnika.