Страница 42 из 48
Pan J. mówił o dziewczynie malarza z niechęcią. Pewnie, że wszystko to było bardzo smutne, bardzo bolesne, przygnębiające, ale mało to zdarza się podobnych historii? Prawdziwie ważny był malarz, ta kobieta wplątała się w coś, co ją przerastało, więc powi
Lecz Hanema
Lęk – jakby dotknął czegoś…
Przychylność i nieprzychylność losu. Wspólna śmierć Kleista i Henrietty nad Wa
Lecz tak było dawniej, bo teraz serce podążało już i
Winę?
Hanema
A pan J.? Pan J. wracał do domu Jaśkową Doliną, rozmyślając nad słowami pana B., sąsiada spod dziesiątki, który przed paroma dniami zatrzymał go przy furtce do ogrodu: „Po co pan tam chodzi? Niech się pan nie łudzi. On nami gardzi jak każdy Szwab. Teraz się nienawidzą, ale jak się dogadają z Rosją, to Rosja odda im Gdańsk. I rzuci im nas na pożarcie. Pan się śmieje? Że to niewykonalne? Pan jest z Wolnego Miasta, to pan nic nie wie. Ja widziałem. Wagonami będą nas wywozić. Możemy tylko czekać. Bo albo jedni, albo drudzy. A pan jeszcze do niego chodzi. Po co?”
„Ciekawe – myśli pan J. – Przecież on powinien powiedzieć, że jedynym wyjściem jest brzytwa tamtego.
Więc dlaczego tego nie mówi?
Dlaczego mówi tylko o wagonach?”