Страница 75 из 182
30 XI
Gdzie jest Pola? Wklepuję balsam, zaczynając od żeber – nie chcę dotykać od razu brzucha zimnym pachnidłem. Nie czuję jej pod palcami. Nie jest w środku niby wątroba czy i
W sklepie z zabawkami szukałam misia dla Poli – takiego od pierwszego wejrzenia. Są różne – nieszczęśliwe, egoistyczne, głupie, zadowolone. Jeden miał sznurek w tyłku – pociągnąć, i słodko pierdzi muzyczką z pozytywki. Zatęskniłam za swoim misiem Przylepiaczkiem.
Dostałam go po urodzeniu od siostry mamy i spałam z nim aż do matury. Ukochana zabawka na zawsze. Pamiętam ponury, jesie
Przypomniało mi się to niedawno, gdy już czterdziestoparoletnia Siostra wróciła od okulisty z receptą na krople przeciwko jaskrze, atakującej prawe oko. Nie leczone choróbsko kończy się ślepotą. Cóż, są zwykłe klątwy (indywidualne) i klątwy działające rodzi
– Siora, jaskra to poważna choroba, nie można ufać pierwszemu lepszemu konowałowi. Idziemy do specjalisty – zdecydowałam. A ten aż zatarł rączki – w życiu nie widział tak podobnego dna (prawego oka).
– Jak u bliźniaczek, zanik nerwu wzrokowego w tych samych fragmentach.
– Czy to znaczy, że będziemy ślepe na prawe oko?
– Ależ skąd, jaskra jest chorobą obydwu gałek ocznych, zaatakuje i drugą. Ale są leki, profilaktyka. No, no – identyczny nerw wzrokowy, a pani jest młodsza od Siostry? Osiem lat? Niewiarygodne, identyczne – porównywał nasze wielkie od atropiny oczy, unieruchomione w szczypcach.
Półślepy miś był prezentem od cioci. Wypchany trocinami i nieszczęściem. Wystarczyło popatrzeć na jego bidną minę, przezroczyste oczko, błagające o litość.
Między mamą a ciocią był rok różnicy. Na zdjęciu sprzed wojny widać dwie równe wzrostem dziewczynki z kokardami na białych wiosach. Pyzata, uśmiechnięta (mama) i zalękniony chudzielec (ciocia). Psycholog, nawet nie jasnowidz, mógłby odczytać ich przyszłość – ze spojrzenia, z dziecięcych minek. Mama – zaradna optymistka, ciocia – lękowa uciekinierka przed życiem w alkohol, złe miłości. Siostry, jeszcze razem, na fotografii obcinającej je powyżej kolan, maszerowały na małych stopkach poza kadrem w przeciwne strony, chociaż we wspólnych butach. W przedwoje
Po wojnie obydwie zostały pielęgniarkami psychiatrycznymi. Mama śpiewała w kościelnym chórze, ciocia zapisała się do partii. Wierzyła w lepszą przyszłość i swoje medyczne umiejętności. Pomogła koleżance po wpadce. Nie udało się, zakażenie. Skandal i wstyd. Ciocię wysłano po sfuszerowanej skrobance za karę na Ziemie Odzyskane. Pracowała w szpitalu psychiatrycznym w Szczecinie. Wyszła tam za jednego z pacjentów. Wujek, chroniczny schizofrenik, powiesił się. Wyjechała jeszcze dalej, pod niemiecką granicę, do Gryfina.
Odwiedziliśmy ją w końcu lat siedemdziesiątych, po drodze na rodzi
Mieszkania zalkoholizowanego personelu były przy szpitalu w lesie. Wyrwałam się na spacer z tych koszarów szaleństwa. Doszłam do zakątka, gdzie zwątpiłam w swoje zdrowe zmysły: sosny rosły tam poziomo, równolegle do ziemi. Powiedziano mi, że to albo tajemnicze promieniowanie pokrzywiło drzewa, albo niemieccy leśnicy pogięli je dla łatwiejszej obróbki stolarskiej.
Przed wyjazdem pokazałam cioci misia. Pogłaskała go po przezroczystym oczku:
– Nie ma drugiego? Czegoś dla niego poszukam, musi mieć dwa.
Nie pamiętała, że to prezent od niej. Niewiele już pamiętała, popijając na zdrowie. Na zapomnienie kolejnej nieszczęśliwej miłości do adwokata, który z przepicia przestał mówić. Widziałam ją tylko dwa razy – na przedwoje
W Międzyzdrojach, na wczasowej kwaterze, spaliśmy całą rodziną w jednym pokoju. Którejś nocy obudziło mnie drapanie w materac. Tata też je słyszał.
– Musiał nam wejść do pokoju kot. Zajrzeliśmy pod łóżka – pusto. Zgasiliśmy światło… i znowu drapanie pazurami. Mama z Siostrą uznały, że mamy zwidy, w pokoju nie ma kota i nic nie słychać. Rano, idąc do stołówki na śniadaniową owsiankę, zobaczyłam przycupniętego pod samochodem kotka. Pogłaskałam go po brudnej główce. Kociak spojrzał na mnie pod słońce. Przewiercało mu oczy. Były przezroczyste jak paciorkowe oczy Przylepiaczka, ale bez koloru… Przeświecały przez nie oczodoły… Popatrzyłam z bliska: kotek miał wydłubane oczy. Podeszła do mnie mama:
– Wracamy do Gryfina, tej nocy umarła ciocia, dzwonili ze szpitala.
Znaleziono ją na łóżku, wczepioną połamanymi paznokciami w materac, prześcieradło spadło na podłogę. Umierała samotnie w strasznych mękach. Nie wiedziałam, że po środkach nase