Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 72 из 182

27 XI

Zawsze pierwszą noc po dyżurze Piotr budzi się i łazi po mieszkaniu. Gadamy więc o Miasteczku, że tak nie może być. Przysyłają nam „prośby i sugestie” nie pod ten adres. Reżyser życzyłby sobie efektownego końca, bo w szkole uczą o wstępie, rozwinięciu i końcu. Gdyby ten koniec był na koniec, ale pojawia się, ile razy stacja zastanawia się nad dalszą produkcją. Efekt: po szesnastym, po trzydziestym drugim odcinku kończymy wątki po to, by zaraz je na nowo rozwinąć. Nie, więcej tego nie zrobimy. Nie mota się akcji, żeby ją zarzynać. Układamy list do Produkcji Miasteczka:

1. Odcinek serialu trwa godzinę. Telenowela jest puszczana dwa – trzy razy w tygodniu. Miasteczko przez trzydziestominutową długość odcinka jest telenowelą, przez częstotliwość nadawania tylko raz w tygodniu – serialem, a tak naprawdę ani tym, ani tym. Pomieszanie gatunków.

2. Miasteczko przez czas nadawania (po dwudziestej) jest traktowane jako serial, mający konkurować z filmami fabularnymi i meczami. Żadna telenowela, nadawana raz w tygodniu, tego nie wytrzyma. Telenowele puszcza się po południu. Jest to elementarny błąd wysyłania zawodnika wagi lekkiej na ring z Tysonem (i tak dalej…).

3. Serial ma swój początek i koniec, jak Matki, żony i kochanki, bo opowiada jakąś historię i po jej wyczerpaniu się kończy. Nie ma (poważnych) rodzi

14. Nieuchro

Wysyłam list rano faksem. O rok za późno. My też daliśmy się wpakować w absurd przez brak doświadczenia. Co może odpowiedzieć producent? Nic, wszyscy wdepnęliśmy. Oni mają w dodatku kajdanki zobowiązań i finansów. Szkoda mi postaci. Co z tego, że po gdyńskim festiwalu filmowym napisano w „Obcasach”: „Lwice dla Miasteczka”. Nie wyszła nam zabawa w konwencje, w życie. Daliśmy się wpuścić przez własną głupotę w maliny. Miasteczko musi się teraz zwrócić, więc będzie zarzynane do końca. Przy naszej pomocy podpisaliśmy umowę na następne 14 odcinków. Chyba że sami z nas zrezygnują po tym liście.

Na spacerze myślę o świętach, chociaż plucha i każdy krok w tej wilgoci przypomina przechadzkę po dnie starego basenu, pełnego zbutwiałych liści.

Myślątka o wigilii, prezentach i spotkaniach kolorowe, świątecznie szeleszczące. Pakuję je w ozdobne pudełka, zawiązuję wstążką i wysyłam w przyszłość.

Piotr zadzwonił do swojej mamy, powiedział o Poli. Nie chciał wcześniej jej martwić (w depresji każda wiadomość to zawał świata). Mama była wzruszona:

– Domyślałam się, przecież się kochacie, jest wam dobrze – musiało być dziecko.

Nocą pytam Pietuszkę o ten schemat: miłość i dziecko. Połowa znanych mi par rozpadła się w rok po urodzeniu potomstwa. Nie rozumiem więc, co do miłości dwojga ludzi ma dzieciak, który często ją rozbija, wtyka w nią, pomiędzy dorosłych, pieluchy, soczki. Pietuszka nakrył mnie se

– Wytłumaczę ci jutro.