Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 45 из 49

– A jak wyłonimy króla? – Zapytał Pawło. – Bo chyba nie godzi się tak drogą losowania? – Nie. Królem zostanie ten, kto wydestyluje najlepszy bimber. Tu i teraz. W kącie znajdziecie panowie wszystkie potrzebne składniki i aparaturę. Jutro o tej samej porze przystąpimy do wypędu. – Ja też mogę wystartować w konkursie – mruknął Iwan.

– Ty nie. Człowiek, w którego zbrodniczym umyśle narodziła się idea denaturatu, nie może pędzić bimbru razem z godnymi… – A ja i tak wypędzę – warknął Iwan i odszedł w ciemność. Gdzieś daleko trzasnęły drzwi prowadzące do sąsiedniej ładowni. Król klasnął w dłonie, aby zwrócić na siebie uwagę słuchaczy.Panowie. Powiem jeszcze jedną rzecz, najważniejszą. Zwycięzca konkursu, oprócz korony, otrzyma tajną-świętą recepturę. Recepturę bimbrownika Sędziwoja? – Zdumiał się Jakub.Sekret umożliwiający pędzenie etanolu z trocin? Wykrzyknął Hans – To niemożliwe. Receptura zaginęła przed wiekami… Król uśmiechnął się zagadkowo. Okręt pruł fale. Podróżni pierwszej klasy spacerowali po pokładzie nieświadomi, że pod ich stopami, w ładowni numer osiemdziesiąt sześć, trzydziestu bimbrowników w pocie czoła przygotowuje się do wielkiego finału. Przy trzydziestu kadziach z kartoflanym zacierem krzątali się najlepsi w Europie fachowcy. Kubuś i jego tatko dosypali do swojej porcji wzmacniacz z woreczka i wyrysowali kredą tajemnicze znaki. Teraz wystarczyło tylko poczekać. Wreszcie koło północy zacier dojrzał. Wcześniej grupa wysłana przez króla na rekonesans zwlokła do ładowni masę opału: krzesła z jadalni pierwszej klasy, wieszaki, szafy, a nawet kilka par drzwi od kajut. Do całonocnego wypędu potrzeba było dużo drewna. Wreszcie o północy rozpalono pod kotłami. Niebawem pierwsze strużki aromatycznej wódki popłynęły z miedzianych rurek do podstawionych kubków. Król w koronie i czerwonym płaszczu obszytym barankiem przechadzał się, podziwiając trud swoich poddanych. Wreszcie na długim stole stanęły rzędem kubki oznaczone kodami. Komisja złożona z króla i Hansa Zweischnapsa zasiadła wygodnie na dwu ocalałych krzesłach. Bimbrownicy ustawiali się wokoło. Król przelewał zawartość każdego kubka do dwu szklanek. Razem z przybocznym oceniali kolor, przejrzystość, osad i konsystencję. Następnie zbliżali szklanki do nosów i długo badali bukiet. Na koniec przystępowali do oceny smaku. Wyniki analiz zapisywali w punktach na kartkach. Mijały godziny. Wreszcie ostatni kubek został zdegustowany. Tymczasem wiaderka ustawione koło kotłów napełniły się aromatycznym trunkiem. Kubuś wysłany na przeszpiegi przywlókł z okrętowej spiżarni worek suszonej kiełbasy i wiaderko kawioru na zagrychę. – Panowie odezwał się wreszcie król. – Bracia. Wszyscy dzisiejszej nocy wspięliście się na szczyty kunsztu bimbrowniczego. Wszystkie zaprezentowane próbki posiadają właściwy smak i przejrzystość. I

– Dziękuję przyjaciele – powiedział Pawło, ocierając łzy wzruszenia. – Dziękuję. Postaram się godnie nosić tę koronę na skroniach i nigdy nie splamić swojego bimbrowniczego honoru. – A ja? – z sąsiedniej ładowni dobiegł głos Iwana. Poczekajcie z werdyktem na mój denaturat,… Obaj królowie wzruszyli ramionami. Zostałeś zdyskwalifikowany – powiedział starzec.

– A ja i tak będę pędził dalej – warknął Rosjanin. Nie będziemy ci przeszkadzać – mruknął Pawło. A potem wsunął troskliwie kartkę z recepturą do cholewy kauczukofilca i ruszył na pokład.

Kapitan stał na mostku i patrzył w zadumie w ciemność. Przed chwilą nadeszło przez radio ostrzeżenie o górach lodowych. Nieoczekiwanie uwagę kapitana przykuło dziwne zjawisko. Z wnętrza statku wybiegł malowniczo obdarty typ. Typ, co dziwne, miał na głowie coś w rodzaju korony. Podbiegł do dziobu i ściągnąwszy z nóg kalosze, wdrapał się na reling. Rozłożył ręce i coś zaskowyczał. Kapitan nie znał polskiego, więc nie wiedział, że Pawło daje upust swojej radości.Jestem królem Ameryki – wydarł się bimbrownik.Iwan zamknięty w ładowni, usłyszał jego radosny zew.Wała mruknął i dorzucił świeżą porcję drewnianych klepek wymontowanych z podłogi korytarza. Kocioł sapnął, a potem bok rozdarł się jak namoknięta tektura. Bimbrownik zdążył zobaczyć, jak kłąb pary strzyka prosto w płomienie. Gdzieś z trzewi okrętu dobiegł odgłos głuchej eksplozji. Titanic zadrżał i przechylił się nieco.Co się tam u diabła dzieje? – Zdziwił się kapitan. Kocioł pękł w kotłowni czy ki diabeł? W tym momencie na mostek wpadł pierwszy oficer.

– Kapitanie, toniemy.

– Bzdura, mój drogi, nasz okręt jest całkowicie niezatapialny. A co się tak właściwie stało? W dwunastej ładowni wybuchła bimbrownia! Wyrwało całą burtę i przebiło cztery grodzie wodoodporne. Kapitanowi zrobiło się zupełnie łyso – Kiedy pójdziemy na dno? – Zapytał z niepokojem.

– Najdalej za dwie godziny…

– Fatalnie. Nasze linie okrętowe nie są ubezpieczone od wybuchów bimbrowni. Daj dzie

– Hans przyjacielu, nie jestem godny tego, by być królem. Przez własną nieostrożność utraciłem recepturę. Najce

– Daj jakiś papier. Abdykuję na twoją korzyść… Jesteś godniejszy niż ja… – Jesteś tego pewien? – Zdziwił się Hans. – Nie wolno się tak załamywać. Pawło zdjął z westchnieniem koronę z głowy i przyozdobił nią skronie przyjaciela.Ameryka jest tam, wskazał gestem. – Najdalej jutro będziesz na miejscu. A wy?My wracamy do domu. Kubuś, siekiera! Rąb tratwę na dwie części…

– I tak kurde mol, wszystko przepadło – zakończył Jakub ze złością. – Król utonął, but przepadł, receptura zaginęła. Kumple otarli łzy.To naprawdę tragiczna historia – powiedział Semen i dolał sobie jeszcze truskawkowej pryty. W telewizji przez chwilę leciały reklamy, a potem pojawił się dalszy kawałek reportażu. Obraz nieco śnieżył, ale to i owo dało się wypatrzyć. Na pokładzie jakiegoś statku stał wysoki jasnowłosy facet. Nasze działania wzbudzają pewne kontrowersje – powiedział – Spójrzcie jednak na to – Wskazał na but moczący się w kuwecie z wodą. – Ten kalosz przeleżał na dnie morza siedemdziesiąt lat, a mój zespół zdołał go wydobyć i zakonserwować. To prawdopodobnie ostatni na świecie egzemplarz prototypowej serii kauczukofilców firmy "Prowodnik" z Rygi. Model z 1907 roku, dotąd znany tylko z fotografii w katalogach sklepowych. Czy ten bezce

– Ja jednak spróbuję – Jakub pogładził kieszeń, w której spoczywał plastikowy obrus z recepturą. – Tak sobie pomyślałem… Nie potrzebujesz przypadkiem ucznia albo czeladnika? – Czemu by nie? Z przyjemnością… Nie wiem, co nam wyjdzie z tych wiórów, ale przecież ktoś będzie musiał tego skosztować… – uśmiechnął się sadystycznie, jaknaukowiec na widok królika doświadczalnego. Semen poczuł lekkie ukłucie lęku, ale nadal kroczył w ślad za przyjacielem.