Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 30 из 49

– A więc, drogie dzieci, Adam Mickiewicz był wielkim polskim poetą. Dzieci popatrzyły na nauczyciela zainteresowane.

– Co to jest poeta? – zapytał chłopiec, na oko sądząc, dziesięcioletni.Taki facet, który pisze wiersze – wyjaśnił cierpliwie nauczyciel. Jego najważniejszym dziełem była epopeja pod tytułem "Pan Tadeusz". – Trzydzieści par oczu patrzyło z obojętnością porcelanowych kulek. – "Pan Tadeusz" to najważniejsze dzieło w historii polskiej literatury. Teraz dobrze trafił. Na kilku twarzach pojawiło się śladowe zainteresowanie. – Przeczytam początek… "Litwo ojczyzno moja…"

– Zaraz, zaraz – zdenerwował się trzynastoletni dryblas. – Co pan przed chwilą mówił, że on był Polakiem,a teraz pisze "Litwo ojczyzno moja"? – Co to jest ojczyzna? – zapytał jakiś siedmiolatek.

– To kraj, który musimy oczyszczać z Żydów – powiedział jego starszy kolega. – To znaczy ta okolica, w której mieszkamy. Ojczyzna to takie miejsce, gdzie się niewpuszcza obcych, zwłaszcza kolorowych – błysnął erudycją. Kuzyn mi powiedział. On jest skinhedem. To taki legion ludzi, którzy walczą w obronie swojego kraju. A najniebezpieczniejsi są tacy właśnie, co udają Polaków, a potem wypisują, że ich ojczyzną jest Litwa. Napiszę do kuzyna, to pomaca tego Mickiewicza bejsbolem. Kowalski poczuł przypływ zwątpienia. W kuratorium kazali mu przygotować te dzieciaki do egzaminów kończących podstawówkę. Teraz zrozumiał, że podjął się pracy kompletnie syzyfowej…Na dzisiaj starczy – powiedział zniechęcony. – Won do domów. Zamknął szkołę i powędrował na uroczysko. Była dopiero dziesiąta rano, ale nie miał siły pracować.Rzucę w diabły to zajęcie, niech się ktoś i

Olszakowski już pracował w kręgu. Wbił cztery paliki, naciągnął sznurek i teraz usuwał darń saperką.A, witam pana nauczyciela – powiedział.

– Dzień dobry. I jak poszukiwania?

– W tym miejscu coś piszczy, co chwila – wskazał gestem wykrywacz metali leżący opodal. – Sądzę, że coś tu się znajdzie. Poza tym może będą węgle drzewne – to się weźmie do analizy… Miał naszykowanych kilka specjalnych, wyjałowionych słoiczków. Paweł ukląkł nad odsłoniętym kawałkiem.Może pomogę?Archeolog podał mu grackę.Zacznij delikatnie odczyszczać – zademonstrował Uważaj na każdy śmieć… Zaczęli skrobać piach. Po chwili pojawiły się pierwsze rdzawe plamki. Guziki od mundurów ozdobione hitlerowskim orłem.Choroba – mruknął archeolog. Parę minut później trafili na rozgiętą klamrę od pasa ozdobioną napisem "Gott mit uns". Obok dużych guzików z orłem, coraz liczniej pojawiały się mniejsze, blaszane, z trzema dziurkami. – A to od czego? – zdziwił się nauczyciel.

– Od kalesonów. Kurczę, co tu się działo?

– Może zwalili sorty mundurowe na kupę, materiał szlag trafił, a guziki w ziemi zostały? – zasugerował. Doktor badał klamrę.Jest rozgięta – powiedział. – Sądzę raczej, że ci tutaj po prostu zdzierali z siebie ubrania, aż guziki leciały na wszystkie strony. I

– Ahenerbe – mruknął nauczyciel. – Może odtwarzali jakieś rytuały tych megalitowców? – To bardzo prawdopodobne… Pod piachem zarysowały się odłamki szkła. Było ich coraz więcej. Na kawałku butelki widać było jeszcze ślady etykietki.A więc zaprawiali się gdańską wódą, a potem zdzierali z siebie ubrania… To chyba nie był bezpieczny seks… zauważył filozoficznie archeolog, podnosząc z ziemi wystrzeloną łuskę z parabelki.

Jakub stał na skraju potężnej jamy wyrytej w ziemi przez koparkę. W dole leżały zdechłe krowy. – Ciekawe – mruknął sam do siebie.Ścieżką nadszedł Osama. – Witaj – powiedział. – Jak tam poszły wykłady?

– Dziękuję, dobrze – mruknął egzorcysta. – A tak swoją drogą, to co wy tu kombinujecie? – Próbujemy skrzyżować chorobę szalonych krów z wąglikiem. Chodzi nam o to, by uzyskać bojowy środek biologiczny o nowych, fantastycznych właściwościach.A potem naładujemy nim samolot i gdzieś walniemy. – To bardzo interesujące – przyznał Wędrowycz. – Ale na nas już pora. I tak zabałaganiliśmy u was masę czasu. Talib pokręcił głową.Nie wypuścimy was – powiedział. Nie to nie – Jakub nie widział sensu w sprzeczce z fanatykiem. Odwrócił się i popatrzył na krowie ścierwa. Bin Laden odszedł w stronę obór. Nieoczekiwanie w chłodnym, wieczornym powietrzu rozległ się ponury rechot. Na pewno nie pochodził z ludzkiego gardła. Chwilę potem huknął pojedynczy wystrzał karabinowy i śmiech umilkł. – A więc jednak w Polsce mamy już chorobę szalonych krów – westchnął ze smutkiem egzorcysta. Ruszył pomiędzy baraki. Semen siedział na ławce i wpatrywał się ponuro w widoczną za łąkami ścianę lasu. Nie chce nas puścić – poinformował go kumpel. – Trzeba wiać. – Ba, tylko jak? – zamyślił się stary kozak. – Łazi ichtu cała kupa. I mają karabiny. Nie damy rady przebiec tej łąki, ustrzelą nas… A ja już kiedyś w Mandżurii biegłem pod ostrzałem i teraz mam uraz psychiczny… – Trzeba będzie odwrócić ich uwagę – mruknął egzorcysta. Ale jak?Coś się wymyśli… – gdyby Osama zobaczył wyraz jego twarzy, pewnie natychmiast by ich uwolnił. W oczach Jakuba zabłysło coś tak strasznego, że Semen poczuł ssanie w żołądku. Zmierzchało. Jakub stanął na brzegu jamy. Krów leżało wewnątrz, co najmniej kilkadziesiąt.Mergełe, nefey, koxa, ałut – szeptał zaklęcia. Przez ciało jednej z krów przebiegł dreszcz. Martwe oczy otworzyły się powoli. Spłoszone muchy mięsne uciekły. Krowa powoli stanęła na dwu nogach. Uśmiechnęła się martwym pyskiem i zachichotała. Jakub też się do niej uśmiechnął. Kolejne powoli podnosiły się z grobu. Ruszył w stronę szopy, w której pracowała pierwsza, prowizoryczna na razie, instalacja bimbrownicza. Pegeerowcy, jak widać, podpięli się do końca linii technologicznej, bowiem podłoga pomieszczenia zasłana była pochrapującymi ciałami. Egzorcysta wrócił do baraku. Semen siedział i studiował Koran. – Zbierajmy się pomalutku – powiedział Wędrowycz.

– A Talibowie?

– Zaraz będą mieli i

– Właśnie. Zygrfyd von Hosenduft powraca z martwych, a jednocześnie, jak na zawołanie, pod ręką pojawia się człowiek, przez którego może dojść do trzeciej wojny światowej… Zaskakująca zbieżność.

– Może i nie byłoby głupio wywołać jakąś małą wojenkę – zastanowił się Semen. – Może by wreszcie cholera wzięła tych debili, którzy nami rządzą. Jakub westchnął.Z tego, co pamiętam, największe katastrofy zawsze były wywołane tym, że ktoś chciał spowodować niewielką wojenkę.

– Wiesz, co jest najważniejsze w zawodzie archeologa? zagadnął Olszakowski Kowalskiego. – Nie mam pojęcia – nauczyciel pokręcił głową. – Ale pewnie przydaje się umiejętność machania łopatą i odrobina zdrowego pomyślunku… – Nie, w zawodzie archeologa najważniejsze są zdrowa wątroba i mocny łeb – wyjaśnił Olszakowski wyciągając z torby flachę żubrówki 1,75 l. Jak się dobrze zagryzie, to i łeb nie musi być taki mocny – Paweł wyciągnął litr czeskiego rumu i pęto kiełbasy. – Zobaczymy, czy się nadaję na archeologa… – Aha, ciekawie będzie – doktor wydobył dwa obtłuczone kubki. – A i miejsce niezłe na balangę. Zawsze powtarzałem studentom, że cholernie ważne jest, aby zabytki funkcjonowały w świadomości społeczeństwa jako coś swojskiego. Na praktykach zawsze wybieraliśmy fajne miejsca, żeby się zbelić. Kurhany, średniowieczne kryptyz kościotrupami, grodziska… Czemu nie kamie

Było już dobrze po północy, gdy Mark otworzył wreszcie sarkofag. Hrabia, a raczej to, co z niego zostało, leżał na dnie skrzyni. Sługa obejrzał mumię, przyświecając sobie latarką.Nie wygląda mi to najlepiej – powiedział. Ciało wyschło na wiór, mięśnie zwinęły się w postronki, skóra ciasno opinała szkielet. Pośrodku czoła zmarłego widać było wielką dziurę. Na jego twarzy nadal malował się wyraz zaskoczenia. Kapłanka klepnęła nosze.Ano, nie ma się co zasiadywać – powiedziała. – Dawaj go tu i niesiemy do pałacu. Wyciągnął mumię z sarkofagu i położył ją na noszach.Ożywić to coś? – mruknął z powątpiewaniem.Kapłanka wypluła gumę do żucia i wepchnęła ją palcem do dziury w czaszce hrabiego.Nie takich rzeczy dokonywali magowie z Thule – powiedziała.