Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 29 из 49

Mark odłożył kilof i przez dłuższą chwilę wybierał pokruszone cegły z otworu. Odkładał je na bok.

– I jak to wygląda? Kapłanka stanęła na pryzmie ziemi. – Chyba faktycznie to to miejsce – powiedział w zadumie. Spory ten pagórek, teraz trafiłem na resztki sklepienia… – Na pewno ten – wyjęła z kieszeni złożony kilka razy plan posiadłości. – Mały budyneczek to kaplica grobowa von Hosenduftów. Otarł pot z czoła i ponownie zaczął kuć. Cegły ustąpiły, jego oczom ukazał się niewielki, czarny otwór. Kapłanka podała mu latarkę. Zaświecił do środka. – Krypta wypełniona częściowo gruzem – zameldował.

– Świetnie. Poszerz dziurę, zeskoczysz na dół i będziesz mi podawał cegły – zadysponowała. – Zniszczy sobie pani ręce – zaprotestował.

– Wezmę rękawice – ruszyła w stronę pałacu. Po niebie sunęły ciężkie, jesie

Jakub Wędrowycz obudził się na kacu gigancie… Łeb bolał go, jakby ktoś wbił w niego gwóźdź. Obok na pryczy spał Semen. On także wyglądał na nieco wykończonego nocną imprezą…Gdzie my, kurde, jesteśmy? – zastanowił się egzorcysta. A potem podszedł do okna. Kilka baraków, obory, wokoło pola obsiane lucerną i ściana lasu. Stary kozak też się obudził. Zniósł balangę lepiej niż egzorcysta.Cholera – powiedział. – Nie trza było tyle pić. W tym momencie drzwi otworzyły się i stanął w nich, wysoki na co najmniej dwa metry, brodaty mężczyzna. Miał może sześćdziesiąt lat. Jego twarz wydawała się im znajoma. Jakby z telewizji albo z gazet…Osama bin Laden – przedstawił się. Jakub zamknął oczy i policzył powolutku do dziesięciu. Gdy je otworzył, Arab nadal stał w tym samym miejscu, więc chyba nie było to delirium.Ten bin Laden? – zainteresował się.Ostatecznie niejednemu psu burek.Oczywiście – gość dobrze mówił po polsku. – Miłomi powitać panów w Chlewiskach. Jakub dźwignął się z łóżka. Kac powoli mijał.

– To pan nas wyciągnął z pudła? – zaciekawił się…

– Nie da się ukryć – gospodarz uśmiechnął się lekko. Jest mi pan potrzebny, panie Jakubie. – A do czego tak konkretnie?

– Wprawdzie alkohol to wynalazek szatana, ale potrzebujemy go do naszych prac i na wynagrodzenie dla robotników. Chciałbym, aby uruchomił pan tu gorzelnię. Na razie potrzebujemy około stu litrów dzie

– Kurde – powiedział stary kozak – A tośmy się wkopali. W życiu bym nie przypuścił, że się facet u nas ukrywa – mruknął Jakub.

– No cóż – westchnął Semen – skoro nie złapali go w Afganistanie, to gdzieś musi być. Więc dlaczego nie tutaj? Za oknem widać było Arabów w burnusach i gablijach. Snuli się po terenie, niektórzy mieli kałasze. Pomiędzy barakami dreptali także byli kołchoźnicy w drelichach i kufajkach. Na dachu jednego z magazynów umieszczono półksiężyc. – Tam pewnie mają meczet – wydedukował Jakub.

– Kurczę, Lepper mówił, że w Polsce jest robiony wąglik w jakiejś wiosze… Zdaje się powiedział Klewiska… – A my jesteśmy w Chlewiskach – przypominał Wędrowycz – To znaczy, że dobrze mówił, tylko pomylił nazwę, albo ktoś wcześniej się pomylił i przez to nie znaleźli… Gorzej, że zbliża się pełnia księżyca, a my utknęliśmy na dobre… Bo nie sądzę, żeby nas łatwo wypuścili…

Krypta była stosunkowo niska, a za to bardzo długa. Gruz wypełniał ją do połowy wysokości. Kapłanka, posuwając się na czworaka, dotarła pod ścianę. Reflektor w jej ręce dobrze oświetlał wnętrze lochu. – Gdzieś tutaj – mruknęła.

– Robota na lata – pokręcił głową Mark. – Tu jest zetrzydzieści metrów szeście

– A zatem do dzieła – westchnął, ujmując w dłoń saperkę.Godzinę później odczyścił solidne, granitowe wieko kamie

– Waży kilkaset kilo – ocenił fachowym spojrzeniem – jak podniesiemy? – Lewarkiem, kretynie – prychnęła kapłanka.

Sala była nabita po brzegi. Kilkunastu byłych pegeerowców z kobietami i dziećmi. Kilku talibów w gablijach… Jakub stanął za stołem. Ktoś postawił mu karafkę i szklankę. Odchrząknął. Rozpoczynam niniejszym pierwszy kurs pędzenia bimbru w Chlewiskach. Uczestnicy otrzymają certyfikaty honorowane przez międzynarodowy cech bimbrowników na terenie krajów UE i NAFTA. Zebrani nieśmiało zaklaskali. Na początek trochę historii. Alkohol, dla jednych "woda życia", dla i

– Hy, to kiedy to się zaczęło tak nie owocami, tylkow płynie? – zainteresował się któryś. – W starożytnym Egipcie i Sumerze produkowano jęczmie

– To dlatego wóda jest taka droga! – wrzasnął któryś.

– Podłe ździerstwo – krzyknął drugi. – Nasz kumpel Osama zrobi z tym porządek… – Nie chcę was martwić, ale on chyba jest przeciwnikiempicia alkoholu – mruknął Semen. – Religia mu zabrania. Ludzie popatrzyli po sobie zaskoczeni. Naraz któryś palnął się w głowę. – I co z tego? Niech nie pije, jak nie chce. Nie będziemy go zmuszali. Dla nas więcej zostanie…

Sala uspokoiła się powoli. Egzorcysta bimbrownik mógł podjąć wykład. – Jak powszechnie wiadomo, technika produkcji bimbru jest banalnie prosta. Należy zgromadzić ziarno, słód, melasę, wytłoki z buraków, kartofle, stare powidła, zleżałe owoce, landrynki lub temu podobne słodkości. W ostateczności można użyć też cukru. To wszystko rozmaczamy w wodzie, robiąc jakby kompot. Do tego wrzucamy drożdże… Po kilku dniach zjedzą cukier, wydalą alkohol i same od niego polegną, gdy stężenie roztworu przekroczy 10%… W razie rewizji można tłumaczyć, że wyprodukowało się wino. A że z cukru? Dlaczego by nie? 10% w zasadzie wystarczy, żeby się tym zdrowo narąbać. Zrobienie wyższego stężenia jest już trudniejsze… – Zaraz – ocknął się ktoś – Mówiłeś, że to szlachta mogła robić wódę… To chłopom nie wolno było? – Ano nie – powiedział Jakub. – Ale na szczęście sejm1918 roku zniósł tytuły szlacheckie, więc z tego wnioskuję, że gdyby nie pazerność państwa, to każdy by teraz mógł… Prawo pędzenia bimbru jest prawem człowieka. Rozległy się burzliwe oklaski.A zatem przejdźmy do pokazu praktycznego. Na znak Jakuba dwaj asystenci wtoczyli do sali kocioł, wnieśli kuchenkę elektryczną i chłodnicę. Egzorcysta zręcznie połączył to wszystko gumowymi rurkami i przystąpił do prezentacji. Osama osobiście w dwu wiadrach przyniósł daktylowy zacier…