Страница 95 из 123
Frankfurt nad Menem, piątek po południu
Małgosiu,
proszę zwróć uwagę na nagłówek. Prawda, że ciepły i bardzo osobisty? I na dodatek mam całkowite przyzwolenie Twojego męża Dirka. I tak nikt nie nazywa Cię tak jak on. Nie musi – nawet tym – z nikim się dzielić. Przeszliśmy na ty. Przyznaj, że bardzo późno. Ile to dni? I ile nocy?
Cały akt okazał się prostszy, niż sobie to wyobrażałem. Twój ciepły uśmiech na korytarzu w pałacyku Sobańskich w Warszawie, kieliszki wina w Twojej i mojej dłoni i nagle to zdanie wychwycone uważnie ze zgiełku rozmów wokół nas: „Panie Januszu, mam na imię Małgosia…”. Pamiętam, że dotknąłem Twojej dłoni…
W dzisiejszych czasach dla wielu, szczególnie bardzo młodych ludzi, nie ma to znaczenia. Przejście od formy „pani/pan” do formy „ty” nie jest żadną formalnością, a utrzymywanie tej pierwszej wydaje się im staroświeckie i sztuczne. Wiem coś o tym. Po wydaniu moich książek otrzymałem ponad 17 tysięcy e-maili. Większość piszących zwraca się do mnie na ty. Gdy zdarzy się, że im odpowiadam, zawsze zwracam się do nadawcy per pani/pan. Nie potrafię i nie chcę inaczej. Wydaje mi się, że robiąc inaczej, nie okażę im należytego szacunku. Potrzebuję przekroczenia pewnej granicy bliskości i bardzo wyraźnego przyzwolenia, aby zwrócić się do kogoś na ty.
Ta granica może dla różnych osób znajdować się w zupełnie różnych miejscach. Przypomina mi się w tym momencie opowiadanie Tomasza Jastruna pt. „Morderca i dziecko” ze świetnego tomiku „Gorący lód”. Para bohaterów tego opowiadania, którego akcja rozgrywa się w wagonie sypialnym pociągu, po bardzo krótkiej kilkuminutowej znajomości ląduje w łóżku (a raczej w kuszetce). Tuż po intensywnym i bardzo wyrafinowanym zbliżeniu, mężczyzna ciągle nie czuje się uprawniony do zwracania się na ty do kobiety, którą przed chwilą penetrował. Zostaje za to jednoznacznie skarcony słowami: „I mów mi na ty, to nieładnie zaglądać komuś w tyłek, a potem nadal mówić pani…”.
W Niemczech jest to nawet bardziej przestrzegane niż w Polsce. Czasami do granic absurdu. Z wieloma moimi koleżankami i kolegami do dzisiaj, po ponad 17. latach prawie codzie
Niemcy bardzo często wypowiadają bliskość i wracają do formy oan/pani”. gdy poczują się dotknięci, zdradzeni lub uznają, że spotkał ich brak lojalności. Znam nawet jedną eksparę małżeńską, która po 22 latach małżeństwa (sic!) i bardzo brudnej sprawie rozwodowej, wróciła do formy „pan/pani”. I to wcale nie z inicjatywy adwokatów. Nie mogę sobie wyobrazić (mają dwóch kilkunastoletnich synów) reakcji ich dzieci, gdy słyszą, jak matka zwraca się do ojca „proszę pana”…
Jesteśmy w końcu na ty i zrobiło się cieplej. Cieszę się bardzo i dziękuję za zaufanie. Będę długo pamiętał okoliczności tego wydarzenia. Także przez wyjątkowe ambiente i niecodzie
Spędziłem niezapomniany wieczór. Zapraszając, wprowadziłaś mnie do i
Obok mnie przy stole siedziała urocza kobieta w moim wieku, której nazwiska nie zdążyłem zapamiętać. Rozmawialiśmy, w pewnym momencie zapytała: „Pani Januszu, zejdzie pan ze mną zapalić papierosa?”. Zeszliśmy do sali w piwnicy. Truliśmy się papierosami obok Dańca i jego młodej żony. W pewnym momencie zapytałem, czym zajmuje się, gdy nie bywa na takich przyjęciach. Odpowiedziała, że pracuje w „branży kosmetycznej”. Zawsze, gdy jestem w Polsce, kupuję polskie kosmetyki, zabierając je do Frankfurtu. Dla siebie, dla mojej rodziny, dla przyjaciół i znajomych. Zapytałem, czy może wie, dlaczego tak trudno kupić je w sklepach na Zachodzie, na przykład w Niemczech. Moim zdaniem, dodałem, niczym nie ustępują tym zachodnim. Dowiedziałem się, że ustępują. Głównie nakładami na promocję i „agresywną reklamę”. Poza tym niczym. Zapytałem, skąd to wie. Odpowiedziała: „Muszę wiedzieć, panie Januszu. Nazywam się Irena Eris”.
Faktycznie. Eris Irena z „branży kosmetycznej” musi to wiedzieć…
Serdecznie Cię pozdrawiam,
Janusz Leon