Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 75 из 123

Nowy Jork, środa późnym wieczorem

Pani Małgorzato,

jestem w Nowym Jorku.

Rzadko które miasto, poza Toruniem i ostatnio Frankfurtem nad Menem, ma dla mnie takie znaczenie jak to. Zatrzymałem się tutaj na kilkanaście godzin w drodze do Chicago, gdzie wezmę udział w Targach Książki. W Chicago znajduje się kilkanaście polskich księgarń, żyje tam ponad milion ludzi określających się Polakami, niektórzy czytają polskie książki i wśród tych, wielu przeczytało moje. Organizator Targów (tak naprawdę będzie to najzwyklejszy kiermasz, jak podpowiada mi doświadczenie) uważał, że jest to wystarczający powód, abym się tam stawił. Zgodziłem się. Pod warunkiem że przylecę do Chicago z międzylądowaniem w Nowym Jorku.

Dawno temu spędziłem w tym mieście tylko jedną pięćdziesiątą mojego dotychczasowego życia. Pozornie niewiele. W wielu eksperymentach z fizyki 0,2% to o wiele mniej niż tolerancja błędu, który jako zbyt mały nie zakłóca wyników pomiaru i można go w związku z tym całkowicie pominąć. Ale życie to coś więcej niż eksperyment z fizyki. Życia nie można powtórzyć, a „błąd pomiaru” to czasami jedyny i ostatni błąd, jaki popełniamy. Albo jedyny powód, dla którego warto było wziąć udział w eksperymencie. Mnie ten rok ukształtował i nieodwracalnie zmienił mój sposób patrzenia na świat. Gdy czasami obracam głowę i spoglądam wstecz (ostatnio zdarza mi się to chyba zbyt często) na swoją biografię, to wydaje mi się, że 12 miesięcy, które przeżyłem (słowo „spędziłem” byłoby tutaj nieadekwatnym uproszczeniem) w Nowym Jorku, było rodzajem inicjacji. Wierzę, nawet jeśli to pogańskie, że mężczyźni powi

W październiku 1983 roku wysiadłem z samolotu LOT-u na lotnisku w Nowym Jorku. Miałem tu robić doktorat z informatyki jako stypendysta polsko-amerykańskiej Fundacji Kościuszkowskiej. Mała walizka, kilkanaście dolarów w kieszeni kupionych od „konika” pod Peweksem, i głębokie przekonanie, że jestem wybrańcem. Fundacja robiła wszystko, abym tak się czuł. Nieusta

Wsiadając do samolotu IŁ 62 (już samo to dodawało dramaturgii całemu wydarzeniu, zważywszy na dane dotyczące bezpieczeństwa, a raczej niebezpieczeństwa, tych samolotów) na lotnisku w Warszawie, zostawiłem za sobą Polskę, w której trwał stan woje

W domu w Toruniu zostawiłem żonę i trzymiesięczną córkę Joa

Umówiliśmy się z żoną, że jeśli w telewizji nie powiedzą nic o katastrofie lotniczej samolotu LOT-u, to znaczy, że doleciałem szczęśliwie. Nie wydawało się nam prawdopodobne, że władze PRL-u, pomimo obowiązującej propagandy sukcesu (sukcesem było wtedy przyłapanie obywatela, który pędził bimber i któremu można było za to odebrać „narzędzie przestępstwa”, na przykład telewizor, za którym przechowywał aparaturę), zataję katastrofę i nie poinformuję także o mojej śmierci w dzie

Dostałem swoje 12-miesięczne „pięć minut”. Jak się ma tylko pięć minut, to trzeba wykorzystać każdą sekundę. Fundacja przelewała na konto bankowe (posiadanie konta bankowego przez obywatela PRL za granicę było wtedy nielegalne, ale – przypominam wszystkim prawnikom – to już przedawnione „przestępstwo”) stypendysty sumę 770 dolarów. Pozornie była to ogromna suma, zważywszy, że w Polsce zarabiałem wtedy miesięcznie odpowiednik około 25 dolarów. Ale to nic nie znaczyło. Na Manhattanie za 770 dolarów nie można było wynajęć nawet najmniejszego mieszkania. Wynająłem pokój poza Manhattanem, około sześciu kilometrów od uniwersytetu, w którym pracowałem, w Queens graniczącym przez rzekę, u stewardesy Pan Amu. Po tygodniu miałem ustalony harmonogram dnia. Zaczynał się o czwartej rano, kończył około pierwszej trzydzieści w nocy. Obejmował pora

W Nowym Jorku pozbyłem się nie tylko kilogramów. Pozbyłem się czegoś, co ciążyło mi o wiele bardziej. Pozbyłem się raz na zawsze skrywanego głęboko kompleksu niższości z tego powodu, że urodziłem się i kształciłem w kraju, któremu z racji systemu politycznego odbierano znaczenie. To była właśnie ta moja „inicjacja”. Zrozumiałem, że nie jestem gorszy tylko dlatego, że jestem z „trzecioligowej” informatycznej Polski. Pisałem lepsze programy komputerowe niż moi koledzy urodzeni i wykształceni w USA (jeśli ma się jeden komputer na jedną uczelnię, a nie na jedno biurko, to trzeba się bardziej starać), moje referaty wygłaszane w trakcie seminariów nie były gorsze niż referaty i

Poza tym obiecałem sobie wtedy, że przyjdzie taki czas, że z domu stewardesy, u której wynajmowałem pokój, nie będę iść pieszo, tylko przyjadę na ten uniwersytet taksówką. Dzisiaj zamówiłem taksówkę. Pojechałem. Wysiadając, czułem tylko swoją starość i było mi cholernie smutno.

Pozdrawiam,

JLW

PS Mam ostatnio wrażenie, że wszyscy „pochylają się” nad Nowym Jorkiem. Po 11 września stało się to bardzo modne. Szczególnie w mediach, a szczególnie w polskich mediach. Nawet ci, którzy nigdy nie widzieli wież WTC, piszą o nich tak, jakby spędzili dzieciństwo na Manhattanie i chodzili do przedszkola w pobliżu WTC (dla zainteresowanych: najbliższe przedszkole jest daleko od Ground Zero, dopiero w Greenwich Village i czesne w nim jest porównywalne z czesnym w Harvard University). Dlatego dzisiaj nie chcę dokładać się swoimi opowieściami do martyrologii ii września. Chcę tylko Pani powiedzieć, że Nowy Jork to nie jest żadne „zranione miasto, które nie podniosło się do dzisiaj z kolan”, jak wyczytałem ostatnio w polskim bulwarowym dzie