Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 53 из 123

Jebel Ali, Zjednoczone Emiraty Arabskie, niedziela w południe

Pani Małgorzato,

pozwoliłem sobie wrócić w naszych rozmowach do Pani (przypominam, ze mojego także!) feminizmu tylko dlatego, że widziany z kraju, w którym się akurat znajduję, nabrał on zupełnie i

Czasami zastanawiam się, czy kobiety w abajach i szielach, które mijam na ulicach Dubaju, nie widzą feminizmu i feministek odbitych w takich doprowadzających je do śmiechu krzywych zwierciadłach. Czy nie widzą przypadkiem w tych zwierciadłach nienaturalne zniekształconych kobiet, które mają za duże głowy i dlatego nieusta

To, że kraje arabskie, a Emiraty w szczególności, są ogromnym rynkiem zbytu, nie tylko dla francuskiej, ale ostatnio także włoskiej, luksusowej bielizny, wiem z przewodnika zachęcającego turystki do kupowania bielizny właśnie w Dubaju. I słusznie, bowiem gdy rozejrzeć się po centrach handlowych w tym mieście, to butiki z taką bielizną znajdują się na każdym kroku. Nawet jeśli weźmie się pod uwagę, że Dubaj jest strefą wolnocłową i wszystko jest tu wyraźnie tańsze niż w Europie, należy przypuszczać, że klientkami tych butików są kobiety bardzo bogate. Bardzo bogate w Dubaju są głównie lokalne (zawistni cudzoziemcy nazywają je w slangu „lokalami”, co już w samym brzmieniu ma pejoratywny i obraźliwy moim zdaniem wydźwięk) kobiety. Widziałem w tych sklepach i podwiązki, i pasy do pończoch, więc zakładam, że musi być na nie popyt. Arabowie, którzy są mistrzami w handlu, nigdy nie trzymają w sklepach towaru, który nie schodzi. Natomiast zupełnie zaskoczyła mnie Pani pytaniem o bieliznę „feministyczną”. Muszę przyznać, że dotychczas nigdy o takiej nie słyszałem. Bardzo zaintrygowała mnie Pani tym pytaniem, ponieważ, pomijając moją fascynację damską bielizną, chciałbym po prostu wiedzieć, czy kiedykolwiek w życiu udało mi się rozebrać feministkę. Czy zdradzi mi Pani, co to jest bielizna „feministyczna”? Jeśli to nie jest zbyt osobiste pytanie oczywiście…

Jeszcze tylko raz nawiążę do arabskich kobiet (proszę się nie martwić, jutro wieczornym lotem muszę niestety wracać do Frankfurtu, więc ten temat w sposób naturalny straci na swojej aktualności) i to w kontekście wielożeństwa, które widziała Pani oczami swojej – cynicznej w tym wypadku – wyobraźni. Mnie w fenomenie wielożeństwa zastanawia jeden bardzo konkretny aspekt. Jak Pani myśli, jak te kobiety radzą sobie z zazdrością? Czy to, że stłumiły w sobie tak nieokiełznane uczucie, jakim jest zazdrość, także wynika z tradycji i religii, która zawiera w sobie całkowite podporządkowanie mężczyźnie, którego poligamiczność – i to niekoniecznie ta potwierdzona aktem ślubu – jest wpisana w jego naturę jak źrenica w oko? Dla nowoczesnych kobiet z naszych obszarów kulturowych, niekoniecznie zaraz feministek, przypatrywanie się dzieleniu swojego partnera z i

Zazdrość zawsze towarzyszy miłości. Jest jak jej bliźniacza siostra, tyle że w odróżnieniu od niej jest destrukcyjna. Patologiczne pragnienie posiadania partnera na własność popycha wielu ludzi do największych i najohydniejszych zbrodni. Bogaty zapis zbrodni „z miłości” w literaturze i poezji z ostatnich 2000 lat to nic i

Herbert Grönemeyer! Zdumiony jestem. Zna Pani jego pieśni (bo nie piosenki przecież) na tyle, aby cytować całe zwrotki. Genialne! Czy ludzie w Polsce znają to nazwisko? Zawsze chciałem o to zapytać przyjaciół. Teraz z pewnością to zrobię. Grönemeyer sprzedaje miliony płyt, wypełnia do ostatniego miejsca sale koncertowe i nie przemija od ponad 20 lat. Jest pieśniarzem „liryki poruszenia”, jak nazywają jego muzykę krytycy, a wtórują im media. Autor wspaniałych oryginalnych i poetyckich tekstów, kompozytor muzyki, aktor (grał w siedmiu filmach fabularnych). Jego największy przebój z 1984 roku „Ma

W 1987 roku, tuż po moim przyjeździe do Niemiec, bez znajomości języka, gdy czując się samotny w pustym mieszkaniu, włączałem telewizor, wydawało mi się, że w telewizji nieusta

Do usłyszenia z Frankfurtu…

Serdecznie pozdrawiam,

JLW