Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 33 из 58

— Calanthe…

— Tak, Eist, zgadzam się. Jeszcze nigdy nie wysłuchałam miłosnego wyznania, leżąc na podłodze wśród szczątków własnego tronu, ale… Jak ty to powiedziałeś, Duny? Tylko to się liczy i niech nikt lepiej nie staje na drodze do mojego szczęścia, dobrze radzę. A wy, co się tak gapicie? Nie jestem jeszcze taka stara, jak sądzicie, patrząc na moją prawie zamężną córkę.

— Dzisiejsza młodzież — zamruczał Myszowór. - Niedaleko pada jabłko…

— Co tam mamroczesz, czarowniku?

— Nic, pani.

— To dobrze. Przy okazji, Myszowór, mam dla ciebie propozycję. Pavetta potrzebować będzie nauczyciela. Powi

— Zaszczyt to dla mnie.

— Ja myślę — królowa odwróciła głowę w stronę okna. - Świta już. Pora…

Raptownie odkręciła się w stronę, gdzie Pavetta i Duny szeptali do siebie, trzymając się za ręce i nieledwie stykając się czołami.

— Duny!

— Tak, królowo?

— Słyszysz? Świta! Jest już jasno! A ty… Geralt spojrzał na Myszowora, Myszowór na Geralta i obaj zaczęli się śmiać.

— A wam co tak wesoło, czarownicy? Czy nie widzicie…

— Widzimy, widzimy — zapewnił Geralt.

— Czekaliśmy, aż sama zobaczysz — parsknął Myszowór. - Ciekawiło mnie, kiedy się połapiesz.

— W czym?

— Zdjęłaś klątwę. Ty ją zdjęłaś — rzekł wiedźmin. - W momencie, gdy wyrzekłaś: "Daję ci Pavettę", spełniło się przeznaczenie.

— Dokładnie — potwierdził druid.

— Na bogów — rzekł wolno Duny. - Więc nareszcie. Psiakrew, myślałem, że się będę bardziej cieszył, że zagrają jakieś surmy albo co… Przyzwyczajenie. Królowo! Dzięki. Pavetta, słyszysz?

— Mhm — powiedziała królewna, nie unosząc powiek.

— Tym samym — westchnęła Calanthe, patrząc na Geralta zmęczonym wzrokiem — wszystko dobrze się kończy. Prawda, wiedźminie? Klątwa zdjęta, szykują się dwa wesela, remont halli tronowej potrwa z miesiąc, czterech zabitych, ra

— Wiem.

— Ale teraz muszę oddać ci sprawiedliwość. Żądałam efektu i mam efekt. Cintra sprzymierza się ze Skellige. Moja córka nie najgorzej wychodzi za mąż. Przez chwilę myślałam sobie, to wszystko i tak by się spełniło zgodnie z przeznaczeniem, nawet jeśli nie ściągnęłabym cię na tę ucztę i nie posadziła obok siebie. Ale myliłam się. Przeznaczenie mógł odmienić sztylet Rainfama. A Rainfama powstrzymał miecz w ręku wiedźmina. Zapracowałeś uczciwie, Geralt. Teraz kwestia ceny. Mów, czego żądasz.

— Zaraz — powiedział Duny, macając zabandażowany bok. - Kwestia ceny, mówicie. To ja jestem dłużnikiem, do mnie należy…

— Nie przerywaj mi, zięciu — zmrużyła oczy Calanthe. - Twoja teściowa nie znosi, gdy się jej przerywa. Zapamiętaj to. I wiedz, że żadnym dłużnikiem nie jesteś. Tak się składa, że byłeś czymś w rodzaju przedmiotu umowy, jaką zawarłam z Geraltem z Rivii. Mówiłam, jesteśmy kwita i nie widzę sensu, żebym musiała cię za to w nieskończoność przepraszać. Ale umowa obowiązuje mnie nadal. No, Geralt. Twoja cena.

— Dobrze — rzekł wiedźmin. - Proszę o twoją zieloną szarfę, Calanthe. Niech zawsze przypomina mi kolor oczu najpiękniejszej ze znanych mi królowych.

Calanthe zaśmiała się, odpięła z szyi naszyjnik ze szmaragdami.

— Ta błyskotka — powiedziała — ma kamienie we właściwszym odcieniu. Zachowaj ją wraz z miłym, wspomnieniem. -

— Czy mogę coś powiedzieć? - spytał skromnie Duny.

— Ależ tak, zięciu, proszę, proszę.

— Dalej twierdzę, że to ja jestem twoim dłużnikiem, wiedźminie. To mojemu życiu zagrażał sztylet Rainfarna. Mnie zatłukliby strażnicy, gdyby nie ty. Jeśli jest mowa o jakiejkolwiek cenie, ja ją powinienem zapłacić. Zaręczam, że mnie na to stać. Czego żądasz, Geralt?

— Duny — powiedział wolno Geralt. - Wiedźmin, któremu stawia się takie pytanie, musi prosić, by je powtórzono.

— Powtarzam więc. Bo, widzisz, jestem twoim dłużnikiem jeszcze z i

Calanthe uśmiechnęła się. Po raz pierwszy tej nocy Geralt skło

- Ładnie powiedział mój zięć. Muszę do tej wypowiedzi dodać dwa słowa. Dokładnie dwa. Wybacz, Geralt.

— A ja — powiedział Duny — powtarzam. Czego żądasz?

— Duny — rzekł poważnie Geralt — Calanthe, Pavetto. I ty, prawy rycerzu Tuirseach, przyszły królu Cintry. Aby zostać wiedźminem, trzeba urodzić się w cieniu przeznaczenia, a bardzo niewielu tak się rodzi. Dlatego jest nas tak mało. Starzejemy się, giniemy, a nie mamy komu przekazywać naszej wiedzy, naszych zdolności. Brakuje nam następców. A ten świat pełen jest Zła, które tylko czeka by nas zabrakło.

— Geralt — szepnęła Calanthe.

— Tak, nie mylisz się, królowo. Duny! Dasz mi to, co już posiadasz, a o czym nie wiesz. Wrócę do Cintry za sześć lat, by sprawdzić, czy przeznaczenie było dla mnie łaskawe.

— Pavetto — Duny szeroko otworzył oczy. - Ty chyba nie…

— Pavetto! — zawołała Calanthe. - Czy ty… Czy ty jesteś…

Królewna spuściła oczy i zaczerwieniła się. A potem odpowiedziała.