Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 61 из 65

ROZDZIAŁ XV – Konkluzje Konstancji

Klasyk prawa wydzwaniał, podupadły architekt wydzwaniał, żyjący w absolutnej nędzy dzie

Zauważcie, nie mówiłam: dobrze, przyjadę ale mówiłam: dobrze, ja przyjadę. Ego eksponowałam. Moje suwere

Odstrzeliwałam się na arcylaskę i wychodziłam z domu, oczywiście wychodziłam nie po to, aby do tego, co akurat dzwonił, jechać, ale wychodziłam po to, aby wyjść. Aby wyjść gdziekolwiek. I wychodziłam gdziekolwiek, wpadałam gdziekolwiek, wpadałam na przykład do pobliskiego pubu napić się piwa, posiedzieć na chwilę, papierosa zapalić, pomiędzy ludźmi pobyć. I wpadałam, i siadałam, i dwa piwa wypijałam, i papierosa wypalałam, i jechałam do starszego ode mnie o kilkadziesiąt, a może o kilkaset, a może o kilka tysięcy lat nieszczęśnika.

Po co? Dlaczego? Z jakiego powodu? Co mną powodowało? Dlaczego moje suwere

Pytań może tu być całe mnóstwo, ale jedno pytanie nieubłaganie wychodziło do przodu, wysuwało się na czoło i wypływało na wierzch. Jedno tu było bardzo zasadnicze pytanie, jedno, choć postaci przybierało ono nieskończenie wiele. Czy przypadkiem ze mną nie jest coś nie tak? Może ze mną jest coś nie tak? Chyba ze mną jest coś nie tak? Może muzyk rockowy mnie jakoś naznaczył? Przeklął? Sprawił, że po nim już nigdy nie będę z i

Zaczęłam maniakalnie szukać w sobie kłopotliwej wady, fatalnego miejsca, źródła feralności. Bez przerwy myłam się, kąpałam, przebierałam. Centymetr po centymetrze studiowałam samą siebie. Obwąchiwałam się, lustrowałam i obmacywałam. Doszło do tego, że badałam, czy faceci w knajpie, sklepie albo nawet na ulicy nie odsuwają się ode mnie. Niekiedy mi się wydawało, że się odsuwają, niekiedy, że się nie odsuwają. W istocie oni raczej nieprzerwanie sunęli w moim kierunku. Bo czas szukania defektu w sobie to był czas, kiedy ja się, że tak powiem, wybitnie cieleśnie ulepszyłam. Z taką zajadłością likwidowałam wszystkie swoje domniemane ohydy, że przy okazji bezwiednie wkroczyłam na najwyższe poziomy pielęgnacyjne, garderobiane, kosmetyczne. Tak pieczołowicie kasowałam wyimaginowane kratery i smrody na mojej skórze, że moja skóra nie mogła być gładsza i lepiej pachnąca. Tak poprawiałam styl, że nie szło się lepiej ode mnie ubrać. Okazuje się, że szukanie dziury w całym może prowadzić do doskonałości.

Szukałam, szukałam, aż znalazłam o osiem lat młodszego Patryka Wojewodę. Euforia, że wszystko ze mną jest OK, a nawet bardzo OK, trwała krótko. Zakochałam się w nim, zakochałam się ostro, może nawet spazmatycznie, ale on też okazał się impotentem. Duchowym. Niemożność duchowa – jak nie najgorsza, to jedna z najgorszych rodzajów niemożności. Chyba nawet chciał mnie kochać, ale nie potrafił, nie wiedział, nie umiał.

W sumie – tak czy tak, coś ze mną musi być nie tak. W apogeum mojej paniki doszłam do takiego pułapu dociekań, że kupiłam naukową książkę o impotencji. Tak jest. Kupiłam książkę pt. „Impotencja. Wszechstro

Szczególnie zafrapował mnie rozdział pod paradoksalnym tytułem: „Impotent bez partnerki". Jedyny fragment, w którym nie było mowy o moich przypadkach. Moi nieszczęśnicy mieli we mnie partnerkę i być może pasowały do nich wszystkie zawarte jv poradniku, zarówno psychologiczne, jak i fizjologiczne uzasadnienia. Może mieli stany lękowe, a może zaburzenia naczyniowe. Może byli rygorystycznie wychowywani, a może mieli zaburzenia odpływu żylnego. Może mieli syndrom wdowca, a może niedrożność bifurkacji aorty. Może byli skrytymi homoseksualistami, a może za dużo pili i palili. Może mieli sto i

Zawiedziona brakiem rozdziału poświęconego analogicznym jak mój przypadkom postanowiłam sama naukowo się zanalizować. Na podstawowe pytanie: Dlaczego bywałam z nieszczęśnikami i dlaczego w niektórych przypadkach wielokrotnie i uparcie ponawiałam fiasko takich doświadczeń? – uzyskałam dziewięć podstawowych odpowiedzi. Uogólniając: na tajemnicze zjawisko garnięcia się niektórych kobiet do impotentów wpływ może mieć dziewięć czy

Jeśli idzie o czy

Wrażenie ich jest tak wielkie, są oni pod wrażeniem tak wielkim i druzgoczącym, że aby się podnieść, aby oprzytomnieć, potrzebują czasu, tak, oni po prostu potrzebują czasu, muszą się oswoić z myślą, że mogą być z kobietą tak olśniewającą, muszą uwierzyć, że ktoś taki jak ja pozwala im, a nawet chce z nimi być. Proszą o wybaczenie, wstydzą się, jest im niezmiernie głupio, ale też są absolutnie pewni, ze następnym razem będzie OK.