Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 23 из 65

ROZDZIAŁ VI – Pierwsza opowieść Konstancji

Jak człowiek obcuje z kimś takim jak Konstancja Wybryk – po uszy grzęźnie w metaforach erotycznych. Dziewiąty PIN nie był jak utrata dziewictwa. Dziewiąty PIN był jak pierwsze kurestwo. Kolejne występki idą jak z płatka; pierwszy jest trudny, skomplikowany, ale jeśli nawet ohydny – to i tak niezapomniany.

Pierwszym godnym uwagi mężczyzną Konstancji był pewien wzięty adwokat. W sensie ogólnym kończyły się lata osiemdziesiąte, w sensie szczególnym w Polsce kończył się komunizm. Konstancja studiowała filozofię, z dwoma koleżankami wynajmowała kwaterę na Jelonkach, raz w miesiącu jeździła do rodziców do Tomaszowa. On był piorunująco przystojny, dobrze po czterdziestce – zadbana żona, udana dwójka dzieci, willa w Konstancinie.

– Byłam z nim dwa lata – opowiadała – właściwie półtora roku, bo te ostatnie miesiące to już wyłącznie szamotanina i odganianie. Jak się zorientował, że odchodzę – dostał pierdolca. Telefony w środku nocy, po dwa listy dzie

dziecko. Facet mnie po prostu załamywał. Mówię ci, śmiertelnie poważnie zastanawiałam się, czy nie zwariował. Chyba nawet się bałam. Bo – rozumiesz – byłam z nim blisko dwa lata, czyli jak na dwudziestoletnią dziewczynę całą wierność. Ale nawet mi do głowy nie przyszło, żeby naprawdę być z nim całą wieczność. W ogóle nie myślałam o żadnym małżeństwie, o żadnym jego rozwodzie, o wspólnym mieszkaniu ani nawet o tym, żeby bywać z nim dłużej, niż bywałam. Lubiłam jak wpadał, ale jak po dwóch godzinach wychodził – nie miałam nic przeciwko temu. Nie tęskniłam za nim, wracałam do swoich spraw. Zupełnie mi nie przeszkadzało, że ma żonę, dzieci, przyjmowałam to z jakąś chorą naturalnością. No miał, po prostu miał żonę i dzieci, tak jak miał samochód, dom, biuro, garnitury, krawaty, buty. Jego zadbana żona i jego kosztowny samochód, to były naturalne elementy wyposażenia czterdziestoparoletniego mężczyzny. Nawet mi do głowy nie przyszło, że dwudziestoletnia kochanka jest takim samym elementem tego wyposażenia. To znaczy, że ja jestem takim samym, niby żywym, a w istocie martwym, a jak nie martwym, to z całą pewnością wymie

– Prawda była po mojej stronie. Mój związek z wziętym mecenasem to była rzeczywista rzeczywistość, prawdziwe życie, głęboka miłość. Oczywiście, jak teraz pomyślę, że nigdy nie spędziłam z nim całej nocy, że nigdy nie zjadłam z nim śniadania, że nigdy nigdzie razem nie wyjechaliśmy, że w weekendy nie tylko nigdy się nie widywaliśmy, ale że wtedy też nie mogło być żadnych telefonów, bo to był, rozumiesz, święty czas rodzi

– Patryku, nie lubię zalatujących feminizmem uogólnień, ale chyba tylko mężczyzna potrafi popełnić samobójstwo i tego nie zauważyć. Powiedział to i umarł. Nagle do mnie, jak się okazuje: debilki, dotarło, że facet, o którym od dawna wiedziałam, że ma żonę – naprawdę ma żonę. Że przez ten cały czas kiedy jest ze mną, prowadzi uregulowane życie seksualnomałżeńskie albo rodzi

Dalej było tak zwane nadzwyczaj udane popołudnie. Kular mieszkał w bardzo wytwornie urządzonym apartamencie. Chicken corma albo somosa, które przyrządził, było wprost pyszne. Najsłabszym ogniwem tego – podkreślam – bardzo udanego popołudnia okazało się łóżko. W zasadzie było OK, ale powiedziałabym, że Kular w trakcie naszych wyczynów miłosnych w nadmiernym stopniu odczuwał wielowiekowy ciężar wyrafinowanej kultury erotycznej swojej ojczyzny. Z powodu tradycji zaniedbywał naturalny rytm współczesności. Gdyby nie to, że ani na chwilę nie zapominał, że jest synem kraju, który wydał Kamasutrę, byłoby w porządku. Niestety, ledwo zaczynało się coś dziać – zmieniał układ. Przedobrzył chłopak. Toteż, pomimo tęsknych telefonów, już nigdy więcej nie wpadłam do niego na pyszne chicken corma albo jeszcze pyszniejsze somosa z mięsem. Akurat tyle zjadłam, ile było mi potrzeba, by mecenasowi detalicznie opisać smak hinduskiej potrawy i i