Страница 75 из 87
Czas Izydora
Pewnego razu, gdy Izydor przyszedł na pocztę z plikiem listów, urzędniczka w błyszczącym fartuchu przysunęła nagle twarz do okienka i powiedziała:
– Naczelnik jest bardzo z ciebie zadowolony. Mówił, że jesteś naszym najlepszym klientem.
Izydor znieruchomiał z kopiowym ołówkiem nad blankietem reklamacyjnym.
– Jak to? Przecież narażam pocztę na szkody. Ale to wszystko zgodnie z prawem, nie robię nic złego…
– Ach, Izydorze, ty nic nie rozumiesz. – Zaszurało odsuwane krzesło i kobieta wychyliła się do połowy przez okienko. – Poczta na tobie zarabia. Dlatego naczelnik się cieszy, że ktoś taki jak ty znalazł się właśnie w naszej placówce. Widzisz, umowy między państwami są takie, że za każdy zagubiony list międzynarodowy poczty obu krajów płacą po połowie. My ci płacimy w złotych, a oni w markach. My tobie te marki przeliczamy po państwowym kursie, wszystko według przepisów. Zarabiamy i my, i ty. Właściwie nikt też nie traci. No co, nie jesteś zadowolony? Izydor bez przekonania kiwnął głową.
– Jestem.
Urzędniczka wycofała się z okienka. Wzięła od Izydora blankiety reklamacji i zaczęła je mechanicznie stemplować.
Kiedy wrócił do domu, przed domem stał czarny samochód. Misia już czekała przy drzwiach. Twarz miała szarą i nieruchomą. Izydor od razu wiedział, że stało się coś strasznego.
– Ci panowie są do ciebie – powiedziała Misia drewnianym głosem.
W pokoju przy stole siedziało dwóch mężczyzn w jasnych prochowcach i kapeluszach. Chodziło o listy.
– Do kogo piszesz listy? – zapytał jeden z mężczyzn i zapalił papierosa.
– No, do firm turystycznych…
– To śmierdzi szpiegostwem.
– A co ja bym miał do szpiegowania? Chwała Bogu, wie pan, jak zobaczyłem samochód, myślałem, że coś się stało dzieciom…
Mężczyźni wymienili spojrzenia i ten z papierosem popatrzył na Izydora złowrogo.
– Po co ci tyle kolorowych papierów? – zapytał znienacka drugi.
– Interesuję się światem.
– Interesujesz się światem… Po co ci to zainteresowanie światem? Wiesz, co można dostać za szpiegostwo?
Mężczyzna zrobił szybki ruch przy szyi.
– Poderżnięcie gardła? – zapytał Izydor przerażony.
– Dlaczego nie pracujesz? Z czego żyjesz? Czym się zajmujesz?
Izydor czuł, że ręce mu się pocą i zaczyna się jąkać.
– Chciałem iść do klasztoru, ale mnie nie przyjęli. Pomagam siostrze i szwagrowi. Rąbię drzewo, bawię dzieci. Może dostanę jakąś rentę…
– Żółte papiery – mruknął ten z papierosem. -Dokąd wysyłasz listy? Może do Wolnej Europy?
– Tylko do firm samochodowych albo do biur turystycznych…
– Co cię łączyło z żoną Uklei?
Izydor dopiero po chwili zrozumiał, że chodzi im o Rutę.
– Można powiedzieć – wszystko i nic.
– Tylko bez filozofii.
– Urodziliśmy się tego samego dnia i chciałem się z nią ożenić… ale ona odeszła.
– Wiesz, gdzie jest teraz?
– Nie. A pan wie? – spytał Izydor z nadzieją.
– Nie twoja sprawa. To ja pytam.
– Panowie, jestem niewi
Faceci wstali i ruszyli ku wyjściu. Jeden z nich odwrócił się jeszcze i powiedział:
– Pamiętaj, że jesteś pod kontrolą.
Kilka dni potem Izydor dostał pomięty i przybrudzony list z zagranicznymi znaczkami, jakich jeszcze nie widział. Odruchowo spojrzał na nadawcę i przeczytał: Amanita Muscaria.
Te słowa wydały mu się dziwnie znajome. „Może to jakaś firma niemiecka" – pomyślał.
Ale list był od Ruty. Domyślił się, gdy tylko zobaczył nieporadne dzieci
Izydor nie spał do rana. Leżał i patrzył w sufit. Wracały do niego obrazy i zapachy z czasów, gdy Ruta jeszcze była. Pamiętał każde jej słowo, każdy gest. Odtwarzał je po kolei. Kiedy promienie słońca dotarły do wschodniego okna w dachu, Izydorowi potoczyły się z oczu łzy. Potem usiadł i szukał adresu: na kopercie, na kartce, nawet pod znaczkiem i na jego zawiłym rysunku. Ale nie znalazł.
– Pojadę do niej. Uzbieram pieniądze i pojadę do Brazylii – powiedział głośno do siebie.
Potem zrealizował pomysł, który niechcący podsunęli mu tajniacy z SB. Na kartce wyrwanej z zeszytu napisał: „Proszę o przysłanie mi prospektów. Pozdrowienia. Izydor Niebieski." Na kopercie wypisał adres: „Radio Wolna Europa. Monachium. Niemcy."
Urzędniczka na poczcie zbladła, kiedy zobaczyła ten adres. Bez słowa podała mu druczek na list polecony.
– I od razu poproszę blankiet na reklamację – powiedział Izydor.
To był bardzo prosty interes. Izydor wysyłał taki list raz w miesiącu. Wiadomo było, że nie tylko nie dojdzie do adresata, ale w ogóle nie opuści granic powiatu. Co miesiąc dostawał odszkodowanie za te listy. W końcu wkładał do koperty pustą kartkę. Nie było już sensu prosić o prospekty. To byt zarobek ekstra, który Izydor odkładał do puszki po herbacie z Unrry. Na bilet do Brazylii.
Wiosną następnego roku tajniacy w prochowcach zabrali Izydora do Taszowa. Zaświecili mu lampą w oczy.
– Szyfr – powiedział jeden z nich.
– Co „szyfr"? – zapytał Izydor.
Drugi uderzył go w twarz otwartą dłonią.
– Podaj szyfr. W jaki sposób szyfrujesz informacje?
– Jakie informacje? – zapytał Izydor.
Znowu dostał w twarz, tym razem mocniej. Poczuł krew na wardze.
– Sprawdziliśmy wszystkimi dostępnymi metodami każde słowo, każdy centymetr kwadratowy listu i koperty. Rozwarstwialiśmy papier. Sprawdziliśmy znaczki.
Powiększaliśmy każdy kilkadziesiąt razy. Badaliśmy pod mikroskopem ich ząbkowanie i skład kleju. Analizowaliśmy każdą literkę, każdy przecinek i kropkę…
– Nic nie znaleźliśmy – powiedział drugi, ten, który bil.
– Tam nie ma żadnego szyfru – powiedział cicho Izydor i chusteczką otarł krew spod nosa.
Obaj mężczyźni roześmiali się.
– Dobra więc – zaczął pierwszy. – Umówmy się, że zaczynamy jeszcze raz od początku. My ci nic nie zrobimy. Napiszemy w protokole, że jesteś nie całkiem normalny. Za takiego cię zresztą wszyscy uważają. I puścimy cię do domu. A ty nam za to powiesz, na czym to wszystko polega. Gdzie popełniliśmy błąd?
– Tam nic nie ma.
Drugi był bardziej nerwowy. Przysunął twarz do twarzy Izydora. Śmierdział papierosami.
– Słuchaj, mądralo. Wysłałeś dwadzieścia sześć listów do Wolnej Europy. W większości z nich były puste kartki. Igrałeś z ogniem. I doigrałeś się.
– Powiedz nam po prostu, jak szyfrowałeś. I koniec. Pójdziesz do domu.
Izydor westchnął.
– Widzę, że panom bardzo zależy, ale naprawdę nie umiem wam pomóc. Tam nie było żadnych szyfrów. To były puste kartki. Nic więcej.
Wtedy drugi z tajniaków poderwał się z krzesła i uderzył Izydora pięścią w twarz. Izydor zsunął się z krzesła i stracił przytomność.
– To wariat – powiedział pierwszy.
– Pamiętaj, koleś, że nigdy nie damy ci spokoju – wycedził drugi, masując sobie pięść.
Izydor został zatrzymany na czterdzieści osiem godzin. Potem przyszedł po niego strażnik i bez słowa otworzył przed nim drzwi.
Cały tydzień Izydor nie schodził ze swojego strychu. Przeliczył pieniądze w puszce i stwierdził, że ma tam prawdziwy majątek. Zresztą nie wiedział, ile może kosztować bilet do Brazylii.
– Koniec z listami – powiedział Misi, gdy zszedł do kuchni. Uśmiechnęła się do niego i odetchnęła z ulgą.