Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 29 из 87

Czas Florentynki

W Wielką Sobotę Florentynka wybrała się z jednym ze swoich psów do kościoła, żeby poświęcić jedzenie. Włożyła do koszyka słoik mleka, które żywiło ją i jej psów, bo tylko to miała w domu. Przykryła słoik świeżymi liśćmi chrzanu i barwinkiem.

W Jeszkotlach koszyki ze święconką stawia się na bocznym ołtarzu Matki Boskiej Jeszkotlowskiej. To kobieta powi

Ludzie nieśli więc koszyki pod boczny ołtarz Matki Boskiej Jeszkotlowskiej i czekali w ławkach na księdza z kropidłem. Każdy siedział z dala od drugiego i w milczeniu, bo kościół w Wielką Sobotę jest ciemny i głuchy jak jaskinia, jak betonowy schron przeciwlotniczy, jak grobowiec zamordowanego Syna Bożego.

Florentynka podeszła do bocznego ołtarza ze swoim psem, który miał na imię Kozioł. Postawiła swój koszyk między i

Florentynka spojrzała w obraz Matki Boskiej Jeszkotlowskiej i zobaczyła na jej gładkiej twarzy uśmiech. Kozioł obwąchał czyjś koszyk i wyciągnął z niego kawałek kiełbasy.

– Tak sobie tu wisisz, dobra Pani, i uśmiechasz się, a psy ci dary wyjadają – powiedziała Florentynka półgłosem. – Czasem trudno jest człowiekowi zrozumieć psa. Ty, dobra Pani, pewnie na równi rozumiesz zwierzę i człowieka. Pewnie znasz nawet myśli księżyca…

Florentynka westchnęła.

– Idę pomodlić się do twojego męża, a ty popilnuj mi psa.

Przywiązała psa do barierki przed cudownym obrazem, między koszami, na które narzucono niciane serwetki.

– Zaraz wrócę.

Znalazła sobie miejsce w pierwszym rzędzie między wystrojonymi kobietami z Jeszkotli. Odsunęły się od niej nieznacznie i spojrzały po sobie porozumiewawczo.

Tymczasem do bocznego ołtarza Matki Boskiej Jeszkotlowskiej podszedł zakrystian, który miał pilnować porządku w kościele. Najpierw zauważył jakiś ruch, lecz jego oczy długo nie mogły zebrać do kupy tego, co ujrzały. Kiedy zrozumiał, że to ten wielki ohydny i sparszywiały pies buszował przed chwilą po koszykach ze święconką, zachwiał się z oburzenia, a twarz nabiegła mu krwią. Wstrząśnięty tym świętokradztwem, rzucił się, żeby wygnać bezczelne zwierzę. Chwycił sznurek i drżącymi ze zgrozy rękami rozplątywał węzeł. I wtedy od obrazu dobiegł go cichy kobiecy glos:

– Zostaw tego psa! Pilnuję go Florentynce z Prawieku.