Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 44 из 72

Lśniąca klinga Magicznego Miecza przybliżyła się do gęstej, zielonej ściany – i przebiła ją bezboleśnie. Nie, nie przebiła… Wszędzie tam, gdzie kierowało się ostrze Miecza, zielona ściana pokornie rozstępowała się. Czarownica z Dziewczyną wstąpiły w wąziutką ścieżkę, która natychmiast zamknęła się za nimi, gdy tylko ruszyły naprzód. Ten marsz był powolny i niepokojący. Zewsząd otaczała je nieprzebyta ściana Dżungli i jedynie przed nimi, tam gdzie kierował się Miecz, ciągle na nowo i na nowo tworzyła się mała ścieżynka.

Dziewczyna najpierw rozglądała się wokół z niespokojną ciekawością, ale wkrótce, wiedziona jakimś wezwaniem, utkwiła wzrok w lśniącym Mieczu – i wówczas nagle utraciła poczucie czasu. Wydawało się jej, że mijają wieki, zaś ona sama wstępuje powoli w niezwykłe, zaczarowane, niewidoczne dla ludzkich spojrzeń Królestwo. Początkowo osądziła, że jest to jedynie Królestwo Ciemności, gdyż tracąc sprzed oczu zieloność Dżungli, ujrzała, iż otacza ją całkowita ciemność, głęboka i czarna. Lecz gdy wzrok już się z nią oswoił, zaczęła rozpoznawać jakieś ulotne, chybotliwe, choć potężne kształty. Zdawały się płynąć w mroku – jak w wodzie – w jakimś leniwym, spowolniałym rytmie i choć wydawało się to niemożliwe, były czarniejsze niż otaczająca je czarna Ciemność. Dziewczyna na wpół se

– Idę… – powiedziała bezwiednie i głośno. – Idę do was…

Czarownica nagle szarpnęła ją za ramię, brutalnie i boleśnie, wpijając zarazem swoje paznokcie w ciało Dziewczyny aż do krwi:

– Nie patrz w Miecz… Natychmiast oderwij wzrok od Niego! Spójrz w zieleń… szybko… Grozi ci ogromne niebezpieczeństwo!… szybko… szybko!

Napomniana w ten sposób, z początku jeszcze nie czuła ani bólu wbijających się w jej ciało paznokci Czarownicy, ani jej głosu, ale powoli, powoli jedno i drugie zaczęło do niej docierać. Z najwyższym trudem odwróciła wzrok od Magicznego Miecza i utkwiła go w zielonej ścianie Dżungli. Ale nie rozpoznała jej. Zieleń jawiła się jako szarość, zaś ona, Dziewczyna, była chora. Powoli i z wysiłkiem zaczęła rozpoznawać kształt drzew i krzewów. Jeszcze długo, długo były szare, nim wreszcie przeobraziły się w zielone. Najpierw poczuła ogromną tęsknotę do Królestwa Ciemności, które tak raptownie opuściła – a później równie ogromną ulgę, że znowu jest tu, u boku swej Opiekunki. Ta szła cały czas naprzód, ale jej spojrzenie utkwione było niespokojnie w twarzy wychowanki. Po chwili jednak Czarownica odprężyła się.

Właśnie stanęły pod wysoką ścianą z białego kamienia, która nagle zagrodziła im dalszą drogę. Dżungla nie panoszyła się tu już tak wszechpotężnie, więc Czarownica przyklękła, trzymając Miecz w szeroko rozwartych dłoniach i znowu jęła szeptać swoje zaklęcia. Jej twarz, pełna najwyższego skupienia, była blada i pokryta kropelkami potu. Srebrzysta klinga po chwili zaczęła blaknąć. Najpierw z wolna zniknęło dziwne, wypełniające ją światło, a później zaczęły zanikać także jej kształty. Za moment była tylko wąskim, srebrnym promieniem. W sekundę później i on się ulotnił. Magiczny Miecz powrócił w swoją Nicość.

Teraz dopiero Czarownica westchnęła z ulgą i przysiadła, zmęczona, na ziemi:

– Z mojej winy byłaś blisko najpotężniejszego niebezpieczeństwa. Zapomniałam cię ostrzec, że pod żadnym pozorem nie wolno spoglądać w Magiczny Miecz i jego światło. W ogóle nie wolno patrzeć na Nic, co powstało z Nicości. Podziemne Moce wprawdzie drzemią, ale ciągle są o wiele potężniejsze niż my, nawet gdy śpią. I w tym śnie zdolne są wziąć w niewolę twój umysł, bez żadnego wysiłku ze swej strony. One to czynią niemal bezwiednie, mimochodem…Zapatrzyłaś się w Magiczny Miecz i zatraciłaś poczucie czasu. To był twój pierwszy krok w Ich kierunku. Jeszcze byłaś ze mną, ale już częścią swego umysłu znajdowałaś się po i c h Stronie, w ich Królestwie. Gdybyś patrzyła w Miecz jeszcze dłużej, ale na szczęście twoje słowa ostrzegły mnie co się dzieje, to choć twoje ciało szłoby nadal tu, koło mnie, w rzeczywistości byłabyś już tam i nie miałabym żadnej możliwości, żeby cię przywołać. Ich Moc jest o wiele potężniejsza niż nasza, choć pochodzi ona rodem także stamtąd. Lecz jest jedynie malutką cząstką ich możliwości. Gdybyś umysłem została tam, byłabyś wówczas Arghillem – istotą, którą niektórzy czczą jako świętą, ale naprawdę jest to tylko nieszczęsne stworzenie, które popadło przez przypadek w niewolę Prastarych Mocy. Dusza Arghilla – choć ciało ma takie jak my, ludzkie i przebywa wśród ludzi – nigdy nie powróci do ziemskiego świata, ale błąka się bez celu w Podziemnym Królestwie, nie mogąc znaleźć drogi powrotu. Bo też nie ma takiej. Jedynie my, Czarownice, ją znamy. Dziewczyna otrząsnęła się.

– Już nie marzę, by stwarzać Coś z Niczego – wyznała Opiekunce. – A jeszcze tam, w ruinach Akademii Nauk poprzysięgłam sobie wbrew twej woli nauczyć się tego. Sama. Z ich pomocą. Teraz wiem, że miałaś rację. Byłam już o krok od Nich i to było straszne, choć zarazem wspaniałe. Gdyby nie ty, byłabym już Arghillem…

– Widzę, że Ardżańskie Mury dokonują w tobie przemiany. Po raz pierwszy przyznajesz się do błędu. Nie lubiłaś zdaje się tego czynić.

– Nie lubiłam – przyznała Dziewczyna.

– Tak, ale teraz masz więcej niż szesnaście lat. Dojrzewasz, doroślejesz, a cechą dorosłości jest umiejętność przyznania się do błędu. Inaczej, mając nawet z pięćdziesiąt lat, będziesz nadal dzieckiem. Ale oto jedna ze ścian Pałacu Królów. Musimy znaleźć bramę. Chciałabym, żeby to była brama główna…

Szły wzdłuż wysokiego muru z białego kamienia, mając z prawej strony nieprzebytą Dżunglę. Mur, o dziwo, zachował się v dobrym stanie. Wydawało się, że toczy stałą walkę z przyrodą – i ją wygrywa. Nie pozwolił się zniszczyć, ani – jak wszystko na to wskazywało – nie dopuścił Dżungli w głąb pałacowego dziedzińca. Idąc, Czarownica opowiadała Dziewczynie historię Pałacu Królów. Zaczął budować go już Luil I, gdy na jego skronie kapłani i plemie

– Szczerze mówiąc, Wielkie Królestwo powstało jedynie dzięki Najeźdźcom – zaśmiała się Czarownica. – Ich wojowniczy przodkowie ciągle napadali na spokojne plemiona tej krainy, porywali dzieci, kobiety, niewolników, broń, bydło i wszelki dobytek. Aby stawić im skutecznie czoła, małe plemiona łączyły siew większe, te z kolei jednoczyły się z i

– Dlaczego aż tyle tych bram? – zaśmiała się Dziewczyna.

– Aby uniknąć tłoku, gdy ktoś pragnął odwiedzić króla i jego rodzinę lub rodziny i