Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 40 из 43

– Teraz mamy o tym mówić?

– Tak, teraz.

– Nie chcę. Rozumiesz? Nic mnie to nie obchodzi.

– Ostatni raz wysialiśmy komunikat przed śmiercią Gibariana. To z górą dwa miesiące. Powi

– Nie przestaniesz? - Chwyciłem go za ramię.

– Możesz mnie bić - powiedział - ale ja i tak będę mówił. Puściłem go.

– Rób, co chcesz.

– Chodzi o to, że Sartorius będzie usiłował ukryć pewne fakty. Jestem tego prawie pewien.

– A ty nie?

– Nie. Już teraz nie. To nie jest tylko nasza sprawa. Chodzi, wiesz, o co chodzi. Wykazał rozumne działanie. Zdolność organicznej syntezy najwyższego rzędu, jakiej nie znamy. Zna budowę, mikrostrukturę, metabolizm naszych ciał…

– Dobrze - powiedziałem. - Czemu przestałeś mówić? Dokonał na nas serii… serii… doświadczeń. Psychicznej wiwisekcji. W oparciu o wiedzę, wykradzioną z naszych głów, nie licząc się z tym, do czego dążymy.

– To już nie fakty ani nawet nie wnioski, Kelvin. To hipotezy. W pewnym sensie liczył się z tym, czego chciała jakaś zamknięta, skryta część naszych umysłów. To mogły być - dary…

– Dary! Wielki Boże! Zacząłem się śmiać.

– Przestań - krzyknął, chwytając mnie za rękę. Ścisnąłem jego palce. Ściskałem coraz mocniej, aż chrupnęły kostki. Patrzał na mnie zmrużonymi oczami, bez drgnienia. Puściłem go i odszedłem w kąt. Stojąc twarzą do ściany, powiedziałem:

– Postaram się nie histeryzować.

– Mniejsza o to wszystko. Czego zażądamy?

– Ty powiedz. Nie mogę teraz. Czy powiedziała coś, zanim…?

– Nie. Nic. Co do mnie, uważam, że teraz powstała szansa.

– Szansa? Jaka szansa? Na co? Aa… - powiedziałem ciszej, patrząc mu w oczy, bo zrozumiałem nagle. - Kontakt? Znowu Kontakt? Małośmy jeszcze - i ty, ty sam, i cały ten dom wariatów… Kontakt? Nie, nie, nie. Beze mnie.

– Dlaczego? - spytał całkiem spokojnie. - Kelvin, ty wciąż, a teraz bardziej jeszcze niż kiedykolwiek, instynktownie, traktujesz go jak człowieka. Nienawidzisz go.

– A ty nie…? - rzuciłem.

– Nie. Kelvin, przecież on jest ślepy…

– Ślepy? - powtórzyłem, niepewny, czy dobrze usłyszałem.

– Oczywiście, w naszym rozumieniu. Nie istniejemy dla niego tak, jak dla siebie nawzajem. Powierzchnia twarzy, ciała, którą widzimy, sprawia, że poznajemy się jako indywidua. To jest dla niego przezroczystą szybą. Wnikał przecież do wnętrza naszych mózgów.

– Więc dobrze. Ale co z tego? Do czego zmierzasz? Jeżeli potrafił ożywić, stworzyć człowieka, który nie istnieje, poza moją pamięcią, i to tak, że jej oczy, ruchy, jej głos… głos…

– Mów dalej! Mów dalej! słyszysz!!!

– Mówię… mówię… Tak. Więc… głos… z tego wynika, że może w nas czytać jak w książce. Wiesz, co chcę powiedzieć?

– Tak. Że gdyby chciał, mógłby się z nami porozumieć?

– Naturalnie. Czy to nie jest oczywiste?

– Nie. Zupełnie nie. Przecież mógł wziąć tylko receptę produkcyjną, która nie składa się ze słów. Jako utrwalony zapis pamięciowy jest ona strukturą białkową. Jak główka plemnika czy jajo. Tam nie ma przecież, w mózgu, żadnych słów, uczuć, wspomnienie człowieka to obraz, spisany językiem nukleinowych kwasów na wielkomolekularnych kryształach asynchronicznych. Więc on wziął to, co było najwyraźniej wytrawione w nas, najbardziej zamknięte, najpełniejsze, najgłębiej odciśnięte, rozumiesz? Ale wcale nie musiał wiedzieć, czym to jest dla nas, jakie to ma znaczenie. To tak, jakbyśmy potrafili stworzyć symetriadę i rzucili ją w ocean, znając architekturę, technologię i materiały budowlane, ale nie rozumiejąc, po co, czemu ona służy, czym dla niego jest…

– To możliwe - powiedziałem. - Tak, to możliwe. W takim wypadku on wcale… może w ogóle nie chciał podeptać nas tak i zgnieść. Może być. I tylko niechcący…

Usta zaczęły mi latać.

– Kelvin!

– Tak, tak. Dobrze? Już nic. Ty jesteś dobry. On też. Wszyscy są dobrzy. Ale dlaczego? Wytłumacz mi. Dlaczego? Po coś to zrobił? Co jej powiedziałeś?

– Prawdę.

– Prawdę, prawdę! Co?

– Przecież wiesz. Chodź teraz do mnie. Będziemy pisać raport. Chodź.

– Czekaj. Czego ty chcesz właściwie? Chyba nie zamierzasz zostać na Stacji…?

– Chcę zostać. Tak.