Страница 72 из 88
Ellyse z trudem przełknęła ślinę.
– Ja będę w celi, Håkon w kostnicy, a wy wszyscy na mostku. Wejdziecie na orbitę, by uciec z Drake-Omikron.
Załoganci milczeli, spoglądając na Ellyse, jakby to ona miała znaleźć odpowiedź na słowa Alhassana. Ten trwał w bezruchu, nawet nie mrugając. Nozomi uświadomiła sobie, że może mieć rację.
Nie… nie teraz, nie kiedy wszystko wreszcie ułożyło się w logiczną całość, a oni znaleźli się już tak blisko celu.
– Róbcie, co musicie – odezwał się Dija Udin.
Czyżby jednak się mylili? Håkon, Gideon, i ona? Może okazali zbyt daleko idącą pewność siebie, sądząc, że mogą na płaszczyźnie koncepcyjnej pokonać tę prastarą rasę?
– Nie będę oponował. Nie przeszkodzę wam.
Cha
– Schować broń – powiedział.
Szefowa ochrony przez chwilę protestowała, ale ostatecznie wykonała rozkaz. To samo zrobiła Nozomi, a zaraz po niej Hallford, który dostrzegł, że sytuacja diametralnie się zmieniła. Być może nie rozumiał słów Alhassana, ale musiał widzieć, że nie zmierzają ku rezultatowi, który sobie zaplanowali.
– Sądziliście, że możecie nas przechytrzyć? – odezwał się Dija Udin.
Nikt mu nie odpowiedział.
Loïc zbliżył się do niego, mierząc go wzrokiem. Przez moment przywodził na myśl boksera podczas ważenia tuż przed starciem. Płonęła w nim złość, ale wiedział, że nie może niczego zrobić, dopóki nie zacznie się pojedynek.
– Dlaczego tu jesteś? – zapytał Jaccard. – Odpowiadaj!
Alhassan trwał bez ruchu.
– Jaki cel chcesz osiągnąć?
Nozomi obserwowała stoickie oblicze Dija Udina, wątpiąc, by pytania, prośby czy tortury miały jakikolwiek sens. Ta istota uważała, że ma do czynienia z podrzędnymi tworami.
– Sprawiało ci to wszystko satysfakcję? – odezwała się. – Bawisz się, obserwując kolejne proelium? Czy może badasz konkurencję?
Ellyse podeszła bliżej, spoglądając mu prosto w oczy. Czuła się, jakby balansowała na skraju otchłani i nie miała się czego chwycić.
– A może pilnujesz, by nie łamano zasad? Ale w takim razie powinieneś być równocześnie na i
– Być może jestem.
Nozomi była przekonana, że więcej odpowiedzi nie usłyszą. Próbowali wprawdzie jeszcze coś z niego wyciągnąć, ale Alhassan nie otworzył już ust. Wszyscy byli świadomi, że nie ma sposobu, by zmusić go do mówienia. Wprowadzili go do celi, a potem zamknęli, zaciemniając ściany.
Wróciwszy na mostek, zaczęli wespół z Gideonem zastanawiać się nad tym, co w istocie się zdarzyło.
– On ma rację – zabrała głos Cha
– Informacji „Alhassan wszystkich wymorduje”, którą mam wprowadzić w ostatniej chwili do systemu – dopowiedziała Ellyse.
– Właśnie.
Jaccard głośno westchnął.
– Może to zrobisz – powiedział. – Może nie będziesz miała zamiaru, ale w ostatniej chwili uznasz, że musisz spróbować. Może będziesz chciała napisać więcej, ale nie zdążysz.
Sang zaklęła szpetnie pod nosem i uderzyła w jeden z pulpitów.
– W takim razie spadajmy stąd – powiedziała. – W tej chwili. Oderwijmy Accipitera od powierzchni i oddalmy się stąd jak najszybciej.
Nozomi i major wymienili się spojrzeniami. Radiooperatorka widziała w jego oczach zrozumienie.
– Nie – powiedział, kręcąc głową. – Wszystko już się wydarzyło. I wydarzy się ponownie.
– Co to, kurwa…
– Bez względu na to, w którym momencie wystartujemy, i tak trafimy na ten statek – odparła Ellyse. – Taka jest przyszłość. I to my ją stworzymy, najprawdopodobniej zupełnie nieświadomie. Tak jak dotychczas układaliśmy wszystkie te elementy.
– Bzdura.
– To już się dokonało – powtórzyła Nozomi, siadając na swoim miejscu. Oparła łokcie o pulpit, a potem ukrywa twarz w dłoniach. Trwała tak w bezruchu, niechętnie przysłuchując się wymianie zdań.
– Kiedy rzekomo będzie miała miejsce ta katastrofa? – zapytała Cha
– Ponad miesiąc – odparł niechętnie Jaccard. Ellyse słyszała zmęczenie i rezygnację w jego głosie.
– W takim razie odlećmy wcześniej.
– Wtedy przyspieszymy to, co nieuniknione.
– Ale zmienimy coś.
– I co nam z tego przyjdzie? – zapytał Loïc. – Zmienimy wyłącznie datę w komputerze pokładowym… zresztą nie wiadomo, czy system nie nawalił po tylu latach. Kiedy Håkon badał łazik w Terminalu, nie mógł ustalić dokładnego momentu, w którym przestał działać. Granica błędu wynosiła około dwóch miesięcy.
– Ale…
– Nie mam zamiaru ci tego tłumaczyć. Jeśli masz wątpliwości, idź do więźnia – odparł Jaccard, a potem pochylił się i zwiesił głowę.
– W takim razie nigdy nie startujmy – odparła.
– W porządku. Możemy to teraz ustalić – rzekł od niechcenia Loïc. – Przysięgać, zaklinać się… ale za miesiąc czy dwa zmienimy zdanie. Wzbijemy się w przestworza tylko po to, by zaraz spaść z hukiem na ziemię.
Przez kilka chwil trwała zupełna cisza. W końcu przerwał ją Gideon, chcąc dowiedzieć się, co wywołało takie reakcje towarzyszy. Nozomi opuściła dłonie, obróciła ku niemu głowę, a potem zaczęła mozolnie tłumaczyć mu wszystko, co się zdarzyło.
Człowiek, który przez długie lata błąkał się po czasoprzestrzeni, w mig zrozumiał, o czym mowa. Uświadomił sobie także wszystkie konsekwencje. Cha
– Edax rerum natura – odezwał się Hallford.
Nozomi początkowo nie wiedziała, co ma na myśli. Potem przypomniała sobie, że była to koncepcja, którą wysunął jeden z uczonych w drugiej połowie dwudziestego pierwszego wieku. Wyszedł z założenia, że w naszej galaktyce istnieje wiele cywilizacji, które posiadają zdolność komunikowania się i podróżowania między gwiazdami z prędkością światła lub nawet szybciej. Fakt, że żadna z nich nie nawiązała kontaktu z Ziemią, według niego dobitnie dowodził, że cywilizacje te są wrogie. Gromadzą siły, przygotowują się i czekają. Gdyby było inaczej, dawno otrzymalibyśmy od nich jakikolwiek znak, że gdzieś tam są.
Edax rerum natura. Pożeracz wszechrzeczy. Tak uczony zdefiniował pozaziemską cywilizację, z którą nawiążemy pierwszy kontakt. I być może miał rację.
16
W niecały miesiąc po tym, jak odbyła się narada na mostku, sytuacja wciąż wydawała się patowa. Zmieniły się za to nastroje załogantów – od pewnego czasu gotowi byli się pozabijać. Bolesna świadomość niemocy odcisnęła na nich swoje piętno i wszystko wskazywało na to, że niebawem dojdzie do wrzenia w tym czteroosobowym tyglu.
Wszechświat tymczasem zmierzał ku scenariuszowi, który został już zaprojektowany.
Schodząc na niższy pokład, Nozomi myślała o tym, że tylko dni dzielą ich od wybuchu emocji, który będzie skutkował decyzją o wzbiciu się na orbitę. Wszystkie i
Zaraz potem, jeszcze w windzie, straciła przytomność.
Jaccard miał podobne myśli. Od kilku dni zaczął się okłamywać, wmawiając sobie, że jeśli Accipiter pozostanie na powierzchni odpowiednio długo, wszystko się zmieni. Miną jakiś punkt krytyczny, a potem napiszą od nowa historię.
Gdy tracił przytomność w swojej kajucie, dotarło do niego, że to mrzonki.
Cha
Ćwiczyła w sali treningowej, gdy nagle upadła i straciła przytomność.
Gideon włożył konchę do pojemnika próżniowego w maszynowni. Wiedział, że ten dzień prędzej czy później nadejdzie. Musiał ją tam pozostawić, by Håkon, zabłąkany w czasie, mógł ją odnaleźć i z jej pomocą wrócić do Terminalu. Robił to z myślą o nim, ale świadom, że tym samym potwierdza wszystko, co mówił Dija Udin.