Страница 35 из 88
– Na Ziemi fotosynteza sprawiła, że rośliny przybierają zielony kolor, tutaj musiały przystosować się inaczej – ciągnęła półprzytomnie Ellyse. Reszty Lindberg nie usłyszał, wyłączył się. Stojący obok Dija Udin nadal klął pod nosem. Pułkownik Reddington trwał w milczeniu, patrząc na konstrukcję.
Minęło kilka minut, nim wszyscy otrząsnęli się z pierwszego szoku.
– Accipiter – odezwał się do komunikatora Jeffrey. – Słyszycie mnie?
– Tak jest, panie pułkowniku – odparł pierwszy oficer.
– Jaccard, napotkaliśmy… sztuczny obiekt.
Po drugiej stronie zapadło milczenie.
– Słucham? – zapytał Loïc.
– Stoimy przed przewróconym budynkiem, majorze.
– Jest pan pewien?
– Niezupełnie – odparł Reddington, pocierając skronie. – W każdym razie mamy tu coś obcego pochodzenia. Musisz być gotowy na wszystko, rozumiesz, Jaccard?
– Mniej więcej.
– Gdzieś tu może istnieć system obrony planetarnej, i
– Tak jest – odparł Loïc.
Håkon przysłuchiwał się temu obojętnie. Nadal spoglądał na szyld, kątem oka dostrzegając, że Nozomi zbliżyła się do budowli i zaczęła oglądać z bliska czerwone narośle. Wizualnie przypominały glony, choć wypustki na końcach przywodziły na myśl raczej podmorskie formy życia.
Nie to jednak zajmowało jego uwagę. Szyld miał napis – niezaprzeczalny dowód na istnienie inteligentnej, pozaziemskiej cywilizacji, zbliżonej do ludzkiej.
Skandynaw podszedł bliżej. Litery sprawiały wrażenie czegoś pomiędzy alfabetem łacińskim a hebrajskim. Wejście znajdujące się za kolumnami było niewielkie, szerokie może na trzy metry, wysokie na dwa. Håkon nie widział nigdzie klamki ani żadnego i
– Allahu akbar – zaczął zawodzić Dija Udin.
Astrochemik obejrzał się przez ramię i zobaczył, że Alhassan przyjął pozycję modlitewną. Przypuszczał, że przyjaciel nie bardzo wie, jak odwrócić się w kierunku Mekki, ale nie przeszkadzało mu to w gorliwym wznoszeniu modłów.
Reddington zrównał się z Nozomi i Skandynawem. Przez moment trwali w milczeniu, wgapiając się w przewróconą konstrukcję.
– Wygląda na to, że w sposób naturalny pokryła się ziemią – odezwał się w końcu Lindberg.
– To samo może dotyczyć reszty tego świata – powiedziała Ellyse.
Obrócili się w kierunku, z którego przyszli. Håkon dostrzegł, że przyjaciel bije pokłony, zawodząc melodyjnie tekst modlitwy.
– Tamten pagórek mógł stanowić wierzchołek czegoś, co zostało przykryte – dodała Nozomi.
– Jeśli na powierzchnię opadła tak duża warstwa ziemi, jak na ten budynek, to możliwe – odparł Lindberg.
Dowódca popatrzył po podkomendnych, poszukując cienia wątpliwości. Oboje jednak byli pewni swoich racji.
– Wiatry planetarne – odezwała się Ellyse.
– Otóż to – dodał Håkon. – W końcu dmą tutaj nieusta
– A przy tym muszą przenosić ogromne ilości piasku, ziemi… wszystkiego, co tutaj zalega.
Reddington skinął głową, przykucając obok poziomej kolumny. Rozgarnął ziemię i przesypał ją przez palce.
– Wystarczy wziąć pod uwagę efekt działania wiatrów na Ziemi – ciągnął dalej Skandynaw. – Drobiny piasku, które wędrują wraz z nim, potrafią…
– Tak, tak – uciął Jeffrey. – Na przestrzeni eonów potrafiłyby rozłupać skały w Wielkim Kanionie i tak dalej.
– Wielki Kanion to niespecjalnie dobre porównanie, bo to dzieło wody – wtrącił Lindberg.
– Nie bawmy się w takie wykłady.
Håkon minął Reddingtona i podszedł do drzwi. Przekrzywił głowę, starając się spojrzeć na nie tak, jak musieli to robić mieszkańcy tego świata.
Gdy o tym pomyślał, wzdrygnął się. Oczyma wyobraźni zobaczył tętniącą życiem, rozwiniętą cywilizację. Szyld i kolumny świadczyły o tym, że była podobna do ziemskiej. Jak wyglądali mieszkańcy? Jak się komunikowali? Echo zbyt wielu pytań rozbrzmiewało mu w głowie i przypuszczał, że z każdym kolejnym krokiem będzie ich coraz więcej. Miał tylko nadzieję, że wewnątrz budynku czekają na nich odpowiedzi.
– Co robisz? – zapytała Nozomi, ruszając za nim.
– Staram się wypatrzyć, czym otwierało się to cholerstwo.
– Może reagowało na głos albo miało czujnik ruchu.
Skinął głową. Zawsze wyobrażał sobie hipotetyczne budowle na obcych światach jako monumentalne konstrukcje, z wielkimi odrzwiami i misternie zaprojektowanymi fasadami… jak świątynie, albo i
Tymczasem to mogło być wejście do tutejszego supermarketu. Szyld ponad drzwiami mógł informować, do jakiej sieci należał.
Ellyse pochyliła głowę i przez moment nic nie mówiła. Potem nagle się wyprostowała.
– Może to tylko kawałek fasady, która się przewróciła – zaproponowała. – Może dalsza część budynku jest nienaruszona.
– To raczej myślenie życzeniowe – odparł Håkon.
Z drugiej strony − jakie było prawdopodobieństwo, że cały budynek się przewrócił? Powoje
– Powi
Håkon obrócił się, by zobaczyć, co robią ich towarzysze. Dija Udin wciąż wznosił modły – najwyraźniej tym razem zmawiał wszystkie suplikacje i trudno było się mu dziwić. Dowódca spojrzał na nich, a potem podniósł się i otrzepał ręce z piasku.
– Sprawdźcie to – powiedział. – Ja rozejrzę się tutaj i przypilnuję islamisty.
Skinęli, a potem ruszyli wzdłuż kolumn. Gdy minęli winkiel, przekonali się, że po drugiej stronie znajduje się kopiec ziemi. Wszystko, prócz fasady, było zasypane.
– Przejdźmy jeszcze kawałek, okrążymy to – zaproponowała Ellyse.
– W porządku.
Przez moment szli w milczeniu, wypatrując elementów niepasujących do naturalnego ukształtowania terenu. Na próżno.
Po chwili Lindberg nagle zatrzymał się i obrócił w kierunku, z którego przyszli.
– Ta przełęcz, którą tutaj dotarliśmy…
Zawiesił głos, dostrzegając w oczach Nozomi błysk zrozumienia.
– Od początku nie pasowało mi to, że na tak płaskim terenie gdzieniegdzie są pojedyncze kaniony, przełęcze czy i
– Być może cała planeta jest nimi pokryta.
Ellyse z przejęciem skinęła głową.
– Miasta, infrastruktura, może nawet pojazdy… – dodał Håkon. – To wszystko może znajdować się pod ziemią. Bezpieczne, nienaruszone, czekające na odkrycie.
– Cała Drake-Omikron może stanowić cmentarz jakiejś cywilizacji – dodała.
Przez moment patrzyli na siebie, próbując ostudzić entuzjazm. Było zbyt wiele niewiadomych, by formułować takie wnioski. Oboje jednak czuli, że nie mijają się z prawdą.
Okrążyli zwalony budynek i wrócili przed fasadę. Alhassan zakończył już swoje modły, a tymczasem Reddington nadal grzebał w piachu.
– Z tyłu jest tylko kopiec ziemi, panie pułkowniku – zaraportowała Nozomi. – Sądzimy jednak, że znajduje się tu więcej budynków.
Jeffrey odparł coś niezrozumiale, nie przerywając pracy. Dija Udin omiótł wzrokiem kolumny, szyld i wejście. Sprawiał wrażenie, jakby miał odwrócić się na pięcie i popędzić z powrotem do Accipitera.
– Zmówiłeś trzy ostatnie sury na koniec? – zapytał z uśmiechem astrochemik.
– Żebyś wiedział, sukinsynu. I trzy razy astagfirullah.
– I co nam to da?
– Wam nic. Mnie przebaczenie boskie, inszallah. – Alhassan zebrał się w sobie i zbliżył do budowli, a potem zaczął skrupulatnie lustrować wzrokiem każdy pojedynczy element. Håkon podszedł do Reddingtona, który nadal uporczywie kopał w ziemi.
– Panie pułkowniku – powiedział.
Dowódca nie odpowiadał.