Страница 14 из 88
– To od czego zaczniemy? – zapytał Dija Udin.
Håkon zatoczył ręką krąg.
– Chcesz to wszystko posprzątać?
– Accipiter wykona większość roboty za nas.
– Ale tak czy inaczej…
– Trzeba jakoś zająć wolny czas, Alhassan. To kilka miesięcy.
– Mamy socjalki.
– Jedną parę.
Muzułmanin roześmiał się chrapliwie.
– Żartujesz sobie? Myślisz, że na pokładzie statku liczącego kilkaset dusz był tylko jeden fantomat?
Skandynaw wzruszył ramionami. Dotychczas niespecjalnie interesowała go wirtualna rzeczywistość, ale być może teraz powi
– W porządku – odparł Håkon. – Ale najpierw trzeba doprowadzić pokład do porządku.
– Wybacz, że zasugerowałem cokolwiek i
Lindberg rzucił mu powątpiewające spojrzenie, a potem pokręcił głową. Chwilę później zabrali się do roboty. Raz za razem spoglądali na główną śluzę, choć jednocześnie obaj powątpiewali, by pojawił się bicz boży, który wytrzebił załogę.
– Może to jakaś infekcja? – zapytał Dija Udin, przeciągając anihilatorem po krwistym zacieku na ścianie. Podłogami miał zająć się statek – dywan z odpowiednich cząstek szybko załatwi sprawę.
– Infekcja?
– Może nic fizycznego nie trafiło na Accipitera – odparł Alhassan. – No wiesz…
Håkon pochylił głowę, po czym odłożył swój anihilator i zasiadł przed konsolą głównego inżyniera. Chwilę trwało, nim rozeznał się w układzie panelu.
– Co robisz? – zapytał muzułmanin.
– Sprawdzam twoją hipotezę.
– To nie żadna hipoteza, tylko strzał w ciemno.
Lindberg milczał, przesuwając słupki danych.
– Accipiter doliczył się wszystkich załogantów – powiedział po chwili astrochemik. – Wszystkie trupy są na pokładzie, plus dwóch kandydatów do tego miana.
– No i?
– Gdyby to była infekcja, ktoś zarażony musiałby przeżyć, by sobie z nami pogrywać. Tymczasem zostaliśmy tylko my.
Dija Udin oparł się o konsolę.
– W takim razie może chodzi o jakieś stworzenie, które nie ma fizycznej formy.
– Może – przyznał Lindberg, choć systemy pokładowe nie wykrywały żadnej obecności. Żadnych podejrzanych cząsteczek w sztucznie generowanej atmosferze, żadnego ruchu w powietrzu, niczego, co mogłoby świadczyć o jakiejkolwiek obecności, w jakiejkolwiek znanej formie.
Zanim nawigator zdążył wysnuć kolejną koncepcję, rozległ się dźwięk informujący o nadchodzącej wiadomości. Nie zastanawiając się, Håkon wdusił odpowiednią kontrolkę. Obaj wlepili wzrok w niewielki wyświetlacz po drugiej stronie maszynowni.
Afrykańczyk przedstawił się jako generał Saikou Badije. Zapewnił o pełnym wsparciu ze strony Ziemi, a potem poinformował, że o szesnastej z minutami czasu Zulu, ISS Ke
– SCD czterdzieści dziewięć lat i dziesięć miesięcy – zakończył.
– SCD? – zapytał Lindberg.
– Szacowany czas dotarcia – odparł Dija Udin.
– W kwaterze głównej zebrało się konsylium mające ustalić, co możemy wam poradzić – ciągnął dalej czarnoskóry. – Po burzliwej dyskusji osiągnęliśmy konsensus. W naszym przekonaniu powi
– Klękajcie narody świata – bąknął Alhassan. – Mędrcy przemówili.
– Ufamy, że nawigator posiada odpowiednią wiedzę, by zaprogramować kriokomory. Jeśli nie, przejdzie błyskawiczne szkolenie. Będziemy kontaktować się na bieżąco, oczekujemy także raportu w sprawie możliwych przyczyn katastrofy.
– Możliwych przyczyn? – zapytał Dija Udin, gdy generał ozięble ich pożegnał i znikł z wizji. – Wątpią, że mamy do czynienia z życiem pozaziemskim?
– Nawet my nie jesteśmy tego pewni – odparł Håkon. – Sam przed chwilą mówiłeś o infekcji.
Alhassan zbył to milczeniem, wrzucając do ust kolejną pigułkę energetyczną. Potem zabrali się za sprzątanie – nie spieszyło im się do nagrania wiadomości zwrotnej. Nie mieli nic do zaraportowania, a rozmowa z generałem Saikou Badije nie należała do specjalnie krzepiących zajęć.
Kilka dni później zmienili zdanie. Czarnoskóry mężczyzna okazał się człowiekiem zasadniczym, ale pomocnym. Nie mydlił oczu, mówił, co myślał i cenił sobie to, że oni również nie owijali w bawełnę.
Z każdym upływającym dniem pokłady Accipitera coraz mniej przywodziły na myśl fantomaty grozy. Z pomocą systemów oczyszczania statku, załoganci uporali się w końcu z ciałami, krwią i wnętrznościami.
Po najeźdźcy nie było śladu.
Saikou Badije codzie
Mimo że na pokładzie Accipitera nie było już ludzkich szczątków, zaśnięcie w którejkolwiek z kajut graniczyło z cudem. Håkon był zadowolony, gdy udało mu się zażyć kilka godzin snu dzie
Zmodyfikowane socjalki były prawdziwym zbawieniem. Z ich pomocą pół roku minęło jak z bicza strzelił, choć nie obeszło się bez spięć między dwoma załogantami. Pierwsze dwa miesiące udało im się przetrwać bez większych kłótni, obracając sytuacje kryzysowe w żart. Potem zaczęły się schody i nie trzeba było wiele, by wzajemnie się rozdrażnić.
Po czterech miesiącach wydzielili dwie strefy statku, by nie wchodzić sobie w drogę. Lindberg codzie
Ostatecznie jednak monotonia zebrała żniwa. Lindberg i Dija Udin spotkali się w mesie, nawalili w sztok, a potem zaczęli odliczać czas do momentu, gdy będą mogli ponownie zanurzyć się w diapauzie – i w błogiej nieświadomości czekać na Ke
Po sześciu miesiącach od pierwszego wybudzenia zaprogramowali kriokomory.
– Jesteś pewien, że nas nie zabijesz? – zapytał Håkon.
– „Pewien” to mocne słowo. Zresztą to astrochemik powinien lepiej orientować się w temacie niż nawigator.
– A co astrochemik ma wspólnego z diapauzą?
– No, rozumie te wszystkie… jakieś tam procesy, zachodzące w organizmie.
– Rozumiem tyle, że zasnę i będę miał spokój od twojego nieusta
– Mam nadzieję, że to przenośnia.
– Poniekąd – odparł Lindberg, gdy Dija Udin skończył programować komory.
Muzułmanin otrzepał ręce i pokiwał głową z uznaniem. Håkon przechylił się mu przez ramię i spojrzał na wyświetlacz.
– Włączyłeś gotowy program – zauważył. – Zmieniłeś tylko długość diapauzy.
– No i co z tego?
– Po pierwsze, tyle potrafiłem zrobić i ja, choć nie zajęłoby mi to tyle czasu. A po drugie…
– To trzeba było działać, przecież zachęcałem.
– Po drugie, chodzi o to, żebyśmy wybudzili się, kiedy nadleci Ke
– Przecież ustawiłem…
– Ustawiłeś czterdzieści dziewięć lat z okładem i nie aktywowałeś nawet korekcji na dylatację czasu. A jak będą mieć obsuwę? Nie mam zamiaru spędzać tutaj ani dnia dłużej.
– To jak…
– Miałeś ustawić tak, by system zbudził nas, gdy sensory wykryją w okolicy statek.
– A…
– Odsuń się – dodał Lindberg, a potem pochylił się nad wyświetlaczem. Nie był pewien, czy uda mu się odpowiednio zaprogramować system, ale w najgorszym przypadku zostaną wybudzeni przez załogę Ke