Страница 51 из 59
Po jednym z tych spotkań pożegnałem się z Susie i Francy, usiadłem w alkowie koło sali wykładowej na wpół ukryty w bluszczu i zapaliłem skręta. Znalazł mnie tam Shicky, który machając skrzydłami zatrzymał się na wprost mnie. — Szukałem ciebie — powiedział i urwał.
Trawka właśnie zaczynała działać. — Całkiem interesujący wykład — rzekłem nieobecny duchem szukając jednocześnie uczucia, którego oczekiwałem od skręta, i niezbyt zainteresowany obecnością Shicky'ego.
— Opuściłeś najciekawszą część — powiedział.
Kochany Tato, Mamo, Mariso i Pico-Joso!
Przekażcie ojcu Susie, że Susie ma się dobrze i że jej przełożeni są z niej zadowoleni. Sami zdecydujecie, czy powiecie mu również o tym, że ostatnio często widuje się z Robertem Brodeheadem. Jest to porządny facet, ale jak dotąd, nie miał zbyt wiele szczęścia. Susie poprosiła o urlop by wyruszyć na wyprawę i jeśli kapitan się zgodzi, prawdopodobnie poleci z Broadheartem. Wszyscy jednak mówimy o tym, że chcemy wyruszać, ale rzadko to robimy, jak wiecie, więc może nie należy się tym niepokoić.
Muszę już kończyć. Za chwilę cumujemy i zaczynam moją 48-godzi
Całuję was mocno.
Przyszło mi na myśl, że wyglądał zarówno na przerażonego, jak i pełnego nadziei, coś więc musiało mu chodzić po głowie. Podałem mu skręta, pokręcił jednak głową. — Wydaje mi się — zauważył — że szykuje się coś ciekawego.
— Poważnie?
— No pewnie, że poważnie! Coś, co naprawdę jest warte zachodu. I to wkrótce.
Nie byłem na to przygotowany. Chciałem jeszcze palić, dopóki nie opadnie ze mnie dreszczyk wywołany wykładem, tak by móc potem powrócić do bezmyślnego zabijania czasu. Ostatnie, o czym chciałbym usłyszeć, to jakaś nowa wyprawa, na którą moje sumienie kazałoby mi się zapisać, a mój strach skazałby ją na niepowodzenie.
Shicky uchwycił się półki z bluszczem, wsparł się o nią i spojrzał na mnie zaciekawiony. — Bob, przyjacielu — powiedział — czy pomożesz mi, jeśli znajdę coś dla ciebie?
— Jak mam ci pomóc?
— Weź mnie ze sobą — krzyknął. — Wprawdzie żaden ze mnie pożytek w ładowniku, ale poza tym mogę robić wszystko. A w tym locie nie ma to — jak sądzę — i tak większego znaczenia. Premie są dla wszystkich, nawet dla tych, którzy zostaną na orbicie.
— O czym ty mówisz? — Trawka działała coraz silniej. Poczułem ciepło pod kolanami, a wszystko wokół mnie pokryła zacierająca kontury delikatna mgiełka.
— Mieczników rozmawiał z wykładowcą — powiedział Shicky. — Z tego, co mówił wnoszę, że wie coś o jakiejś nowej wyprawie. Tylko, że oni rozmawiali po rosyjsku i nie za dobrze rozumiałem. Ale to ta misja, na którą czekał.
— Jego ostatnia wyprawa — zauważyłem rozsądnie — nie była zbyt owocna.
— Tym razem to co i
— Nie wydaje mi się, że Mieczników dopuściłby mnie do czegoś naprawdę dobrego.
— Oczywiście, że nie, jeżeli go o to nie poprosisz.
— Do diabła — wymamrotałem. — Niech ci będzie. Porozmawiam z nim. Shicky rozpromienił się. — A wtedy weźmiesz mnie ze sobą, co? Wygasiłem wypalonego mniej niż do połowy skręta. Czułem, że muszę pozbierać do kupy resztki myśli.
— Zrobię, co będę mógł — powiedziałem i skierowałem się ku sali wykładowej, właśnie kiedy Mieczników z niej wychodził.
Nie rozmawialiśmy ze sobą od jego powrotu. Wyglądał jak zawsze masywnie, a baczki miał stara
— Słyszałem, że masz w zanadrzu coś dobrego — przystąpiłem od razu do rzeczy. — Czy mogę polecieć z tobą?
— Nie — on także nie marnował słów. Spojrzał na mnie z nieukrywaną niechęcią. Nigdy nie oczekiwałem po nim czegoś i
— Ale lecisz? Co to jest? Jedynka? — nie dawałem za wygraną. Pogładził się po baczkach. — Nie — odpowiedział nieprzychylnie. — Dwie Piątki.
— Dwie Piątki?
Przez moment przyglądał mi się podejrzliwie, a potem prawie się uśmiechnął. Nie lubiłem tego jego uśmiechu, zawsze zastanawiało, co się za nim kryje.
— No dobra — rzekł. — Jeśli o mnie chodzi, to możesz sobie lecieć, i tak nie ja podejmuję decyzję. Musisz poprosić Emmę. Jutro rano robi odprawę, może ci pozwoli. To wyprawa naukowa z premią minimum miliona dolarów. A poza tym ma coś wspólnego z tobą.
— Ze mną? — Było to coś nieoczekiwanego. — W jaki sposób?
— Zapytaj się Emmy — powiedział wymijając mnie.
W pokoju odprawowym zebrało się kilkudziesięciu poszukiwaczy, z których większość znałem: Sess Forehand, Mieczników i kilkoro i
— Chciałbym załapać się na ten lot — powiedziałem. Wydawała się zaskoczona. — Naprawdę? Myślałam, że… — przerwała nie kończąc.
— Mam takie same prawo jak Mieczników! — krzyknąłem.
— Nie masz jednak, do cholery, tak dobrej opinii, jak on. — Przyjrzała mi się uważnie. — Powiem ci coś, Broadhead — ciągnęła dalej. — To jest specjalna wyprawa i częściowo jesteś za nią odpowiedzialny. Błąd, który popełniłeś, naprowadził nas na interesujący ślad. Oczywiście, nie mam na myśli zniszczenia statku; to była głupota z twojej strony i jeśli istnieje jakaś sprawiedliwość w tym wszechświecie, zapłacisz za to. Czasami jednak ślepy traf podsuwa najlepsze pomysły.
— Dotarł do ciebie raport z Gateway-2 — spróbowałem zgadnąć. Pokręciła głową. — Jeszcze nie. Ale to nieważne. Tak jak to się zwykle robi, program twojego lotu wrzuciliśmy do komputera i otrzymaliśmy interesujący wynik. Ten kurs, który zawiódł cię na Gateway-2… — A, cholera — przerwała. — Wejdź do środka. Możesz przecież sobie posiedzieć podczas odprawy. Wtedy wszystko zrozumiesz, no a potem zobaczymy.
Wzięła mnie pod ramię i popchnęła do sali, w której kiedyś odbywały się moje zajęcia. Kiedy to było? Jakby milion lat temu. Usiadłem między Sessem i Shickym i czekałem na to, co miała nam do powiedzenia.
— Większość z was — zaczęła — została tu zaproszona, poza nielicznymi wyjątkami. Jednym z nich jest nasz znakomity kolega, Robinette Broadhead. Udało mu się — jak wszyscy wiemy — zniszczyć statek w pobliżu Gateway-2. Zgodnie z prawem powi
Odchyliła się do tyłu i założyła ręce. — To wyprawa wielozadaniowa — powiedziała. — Coś zupełnie nowego. Na początek mamy zamiar wysłać dwa statki w tym samym kierunku.
Sess Forehand podniósł rękę. — Ale po co?
— Chociażby po to, by sprawdzić, czy rzeczywiście dotrą do tego samego miejsca przeznaczenia. Chcemy w nieznaczny sposób zmienić ustawienie, które — jak się nam wydaje — nie są istotne dla zasadniczego celu wyprawy. Planujemy też, że statki wystartują w odstępie trzydziestu sekund. O ile mamy słuszność, po dotarciu na miejscu oba znajdą się od siebie w odległości równej drodze, jaką pokonuje Gateway w ciągu pół minuty.
Forehand zmarszczył czoło. — Względem czego?
— Słuszne pytanie — zauważyła Emma. — Sądzimy, że względem Słońca. Ruchu gwiezdnego względem galaktyki nie musimy chyba brać pod uwagę. Przynajmniej zakładając, że cel wyprawy znajdzie się gdzieś wewnątrz galaktyki i nie aż tak daleko, by ruch galaktyczny posiadał zasadniczo i