Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 29 из 59

Pewnego wieczoru pełnego wina, trawki, wspaniałego seksu dała mi ją S. Laworowna. Już niedługo wyciągnę tę kartkę i wtedy zobaczymy, kto tu rządzi. Naprawdę podoba mi się ta gra z Sigfridem. Wywołuje mój gniew. A kiedy jestem rozgniewany, zapominam o tej wielkiej ranie, która boli, ból bowiem nie ustaje i nie wiem, jak położyć mu kres.

Rozdział 16

Po czterdziestu sześciu dniach podróży nadświetlną kapsuła zwolniła do prędkości bliskiej zeru, krążyliśmy po orbicie, a wszystkie silniki wyłączyły się.

Śmierdzieliśmy potwornie i mieliśmy już siebie nawzajem dość. Mimo to tłoczyliśmy się przy zerowej grawitacji ramię przy ramieniu wokół wizjera, jak kochankowie wpatrywaliśmy się w znajdujące się przed nami słońce. Było większe i bardziej pomarańczowe niż Sol, większe, lub znajdowało się bliżej niż jedna jednostka astronomiczna. Nie obiegaliśmy jednak tej gwiazdy. Krążyliśmy dookoła gigantycznej gazowej planety z jednym dużym księżycem, wielkości połowy ziemskiego.

Ani Klara, ani chłopcy nie wiwatowali i nie cieszyli się, odczekałem więc odpowiednią chwilę i spytałem: — Co się stało?

— Wątpię, żebyśmy mogli na czymś takim lądować — rzuciła Klara mimochodem. Nie wydawała się zawiedziona. Miałem wrażenie, że ją to nic nie obchodziło.

Gdzieś z brody Sama Kahane wydarło się długie, ciche westchnienie: — Przede wszystkim musimy zrobić jakieś czyste spektra. Bob i ja zajmiemy się tym. Reszta niech szuka oznak bytności Heechów.

— Marne szanse — powiedział ktoś i

Na chwilę sparaliżował mnie zwierzęcy strach — znajdowałem się zupełnie sam w miejscu, gdzie nigdy jeszcze nie była żadna ludzka istota, na dodatek przerażony, że zapomniałem zaczepić linę. Ale nie musiałem o tym pamiętać — magnetyczny zatrzask zasunął się sam. Dopłynąłem do końca liny, ostro zawróciłem i powoli zacząłem cofać się w kierunku statku. Zanim do niego dotarłem. Sam był już na zewnątrz i wirował w moim kierunku. Zdołaliśmy się pochwycić i zaczęliśmy ustawiać aparat. Sam pokazał coś między olbrzymim spodkowatym dyskiem gazowego giganta i jaskrawo rażącym pomarańczowym słońcem. Przesłoniłem oczy rękawicą i w końcu zobaczyłem, o co mu chodzi — M-31 w Andromedzie. Oczywiście, biorąc pod uwagę nasze położenie, nie mogło to być w konstelacji Andromedy. Nie widać tu było niczego, co by przypominało ją, lub i

Podczas, gdy ja celowałem na M-31, Sam ustawiał przyrządy w kierunku obłoków Magellana, lub raczej tego, co na obłoki Magellana wyglądało (twierdził, że rozpoznaje S Doradusa). Rozpoczęliśmy zdjęcia teodolityczne. Po to to wszystko, by uczeni z Korporacji mogli przeprowadzić triangulację i ustalić, gdzie byliśmy. Nie wiadomo wprawdzie, po co im to, ale rzeczywiście to robią. Zależy im na tym tak bardzo, że bez pełnego zestawu i zdjęć nie ma szans na otrzymanie jakiejkolwiek premii naukowej. Wydawałoby się, że równie dobrze mogą się również zorientować, gdzie jesteśmy, ze zdjęć robionych przez okno podczas lotu nadświetlnego. Okazuje się jednak, że nic z tego. Potrafią odczytać zasadniczy kierunek, lecz już po paru latach świetlnych jest im coraz trudniej identyfikować gwiazdy, poza tym nie wiadomo, czy trasa biegnie po prostej, czy nie, niektórzy utrzymują, iż prowadzi ona raczej po jakichś zmarszczkach w zakrzywionej przestrzeni.

Mądrale z Korporacji wykorzystują wszystko, co tylko do nich dotrze, łącznie z tym, ile i w którą stronę obróciły się Obłoki Magellana. Wiecie po co? Ponieważ w ten sposób mogą ocenić, o ile lat świetlnych jesteśmy od nich oddaleni, a zatem jak daleko zabrnęliśmy w Galaktykę. Obłoki wykonują jeden obrót na około osiemdziesiąt milionów lat. Dokładne odczyty mogą wykazać zmiany jednej z części w ciągu dwóch lub trzech milionów, to znaczy różnice rzędu mniej więcej stu pięćdziesięciu lat świetlnych.

Dzięki zajęciom w grupie Sama zaczęły mnie interesować takie rzeczy. I robiąc zdjęcia oraz usiłując odgadnąć, jak Gateway je zinterpretuje, prawie zapomniałem o przerażeniu. I prawie, choć nie całkiem, przestałem się martwić o losy wyprawy, która przedsięwzięta w takim zrywie odwagi zaczynała się okazywać niewypałem.

I okazała się. Jak tylko wróciliśmy do statku, Ham wyrwał Samowi taśmy z przeglądem przestrzeni naokoło i puścił je przez skaner. Pierwszym utrwalonym na nich obiektem okazała się taż właśnie wielka planeta. W żadnym przedziale widma elektromagnetycznego nie pojawiło się promieniowanie artefaktów.

Zaczął więc szukać i

W związku z tym pozostał jedynie duży księżyc gazowego giganta.

— Sprawdź go — polecił Sam.

— Nie wygląda zbyt zachęcająco — mruknął Mohamad.

— Nie pytam cię o zdanie, rób to, co każę. Sprawdź go.

— Odczytaj głośno, proszę — dodała Klara.

Ham popatrzył na nią zdziwiony, być może z powodu tego „proszę”, ale zrobił, co chciała.

Wcisnął przycisk. — Sygnaty dla kodowanego promieniowania elektromagnetycznego… — Sinusoida powoli wpłynęła na ekran skanera, przez moment wiła się i rozciągnęła w całkowicie nieruchomą kreskę.

— Brak — powiedział Ham. — Czasowo-zmie

OGŁOSZENIA DROBNE

UCZĘ TECHNIKI NAGRAŃ lub gram na przyjęciach. 87-429.

ZBLIŻA SIĘ BOŻE NARODZENIE! Pamiętaj o swoich bliskich w domu i prześlij im Oryginalny Nowy Model Gateway lub Gateway-2 z plastyku Heechów. Unieś go, a przed twymi oczami ukażą się cudownie wirujące płatki śniegu z połyskliwego pyłu pochodzącego wprost z Planety Peggy. Ręcznie grawerowane bransolety dla młodych poszukiwaczy i i

CZY MASZ siostrę, córkę lub znajomą na Ziemi? Chciałbym podjąć korespondencję w celach matrymonialnych. 86-032.

Było to coś nowego.

— Co to? — spytałem.

— Na przykład, kiedy się coś ociepla po zachodzie słońca — odpowiedziała Klara z niecierpliwością. — No więc?

Ta linia też była prosta. — Nic z tego — rzekł Ham. — Wysokoalbedowy metal przypowierzchniowy?

Powolna falista linia i znowu potem nic. — Hm… — mruknął Ham. — Nie ma potrzeby sprawdzać pozostałych sygnat. Nie będzie na przykład metanu, bo nie ma atmosfery, i tak dalej. Co robimy, szefie? Sam już otwierał usta, kiedy Klara go uprzedziła. — Przepraszam odezwała się przez zęby. — Kto ma być tym szefem?

— Zamknij się — powiedział Ham niecierpliwie. — No więc co, Sam?