Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 48 из 51

– Więc?

– Proszę nam obiecać, że nie zrobi pan nic głupiego. Że nie spotka się pan sam z Traszką… Razem się z nim spotkamy.

– Nikt się z nim spotykać nie będzie. – Pater popatrzył Kuleszy prosto w oczy. – Po pierwsze, nie wiem, gdzie go szukać. Co mi z tego – spojrzał na Wielocha – że znam godzinę.

– A po drugie?

– A po drugie… – Pater zrobił pauzę. – O dziewiątej wieczorem mój samolot odlatuje do Salonik. Jak nie wierzycie, sprawdźcie moje nazwisko na liście pasażerów. To chyba umiecie zrobić?

Odwrócił się do nich plecami i zaczął porządkować biurko. Wyłączył komputer. Rozmowę uważał za skończoną.

59

Joa

Joa

Obaj pracowali w policji, obaj byli niesłowni, roztargnieni i mieli jakiś chłopięcy wdzięk i niepewność, która nie wiadomo dlaczego pociągała Joa

Rozległ się donośny gong.

– Pasażerowie odlatujący lotem czarterowym do Salonik proszeni są o przechodzenie do odprawy biletowo-bagażowej! – usłyszała słodki głos, a potem angielską powtórkę komunikatu.

Rozejrzała się wokół, a potem spojrzała w ekranik telefonu. Wybrała numer Jarka i nacisnęła klawisz połączenia. Służbowy, nagrany przez operatora, męski głos powtórzył numer Jarka i poprosił o pozostawienie wiadomości głosowej. Posłała do wszystkich diabłów beznamiętnego fagasa, który recytował wyuczoną kwestię.

Zbliżała się za kwadrans osiemnasta.

Obserwując przezornie swój podwójny bagaż na wózku, weszła do saloniku prasowego. Kupiła gumę do żucia i miesięcznik „Twój Styl”. Opalony, trzydziestoletni może brunet w koszuli rozpiętej prawie do pępka stał przed półką z magazynami. Przeglądał jakieś angielskie pismo poświęcone samochodom terenowym. Kiedy Joa

Oparła łokcie na wózku bagażowym i obserwowała zatłoczone wejście do hali. Ludzie wchodzili, przepychali się i zderzali ze sobą. Nikt z nich nie był Jarkiem. Wskazówki zegara ułożyły się w kąt prosty. Kwadrans po szóstej. Jeszcze raz do niego zadzwoniła. Znów odezwał się komórkowy informator.

Jego wypowiedź zagłuszył gong.

– Pani Joa

Joa

Nie mogła jednak mieć do Maćka pretensji. Po prostu przyjął jej propozycję, a ona nie wiedziała, że na ekranie komputera tęgi zamaskowany mężczyzna znęca się nad zachwyconą jego zachowaniem Azjatką. Maciek nigdy więcej już tego nie zrobił i zerwał z nią nie dlatego, że nie podzielała jego seksualnych upodobań. Powód był zupełnie i

Gong wyrwał ją ze złych wspomnień. Jeszcze raz spojrzała na ekranik komórki. Pojawił się na nim znak koperty. Joa

– Ostatnie wezwanie dla pani Joa

Odczytała wiadomość od Patera. „Leć sama. Ja będę na Folegandros najdalej za trzy dni. To ostatnia sprawa w moim życiu. Przepraszam. Kocham Cię”.

Schowała komórkę do torebki. Wyjechała wózkiem przed budynek lotniska. Otworzyła walizkę Patera i wysypała jej zawartość do pojemnika na śmieci. Zdumieni ludzie, stojący obok, przerwali rozmowę. Patrzyli, jak do śmietnika wpadają kulki zwiniętych skarpetek, jak zsuwają się wyprasowane majtki, jak grzechoczą o jego brzeg męskie kosmetyki. Joa

– Koszule może pan wyrzucić, ale pojemnik się panu przyda. – Uśmiechnęła się zalotnie. – Taki elegancki mężczyzna musi mieć ładnie uprasowane koszule. Na każdą okazję.

Mężczyzna odruchowo sięgnął po pojemnik. Joa

Po dwóch kwadransach siedziała w samolocie. Kiedy usłyszała komunikat o konieczności wyłączenia urządzeń elektronicznych, wyjęła komórkę i wystukała odpowiedź do Patera: „Wypierdalaj”. Wysłała krótki tekst bez żadnego znaku interpunkcyjnego i otrzymała potwierdzenie, że wiadomość dotarła do adresata.

I wtedy się rozpłakała. Potrząsnęła głową, aby włosy zakryły jej policzki. Aby nikt nie widział jej łez. Niepotrzebnie. To mógłby ujrzeć tylko ktoś, kto by koło niej siedział. A to miejsce było puste.

60

Pater przeszedł przez dziurę w płocie okalającym gdańskie Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego. Że będzie w nim jakaś dziura, tego był pewien. Od dawna straż przemysłowa z różnych zresztą fabryk informowała policję, że na terenach czy

– Mam dla ciebie informacje, wujku – powiedziała. – Moi znajomi miejscy traperzy przychodzą do „zetenteku”. Do starej lokomotywowni. Jedynie ona jest pozostawiona bez dozoru. Mówią, że jest tam czadersko.

Pater ruszył, klucząc pomiędzy zwojami zardzewiałego drutu, którego o dziwo nie ukradł jeszcze żaden złomiarz. Policjant był pewien, że trafnie rozszyfrował komunikat mordercy. Wesoły szampan. Wyraźne odwołanie do przeboju Formacji Nieżywych Schabuff, zatytułowanego Klub Wesołego Szampana. Malowniczy wokalista tej grupy, Olek Klepacz, śpiewał: