Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 38 из 51

Gwar rozmów, szczękanie butelek, w oddali uderzenie w talerze perkusji, jakiś znany Paterowi gitarowy riff.

Mielnik (glos zniekształcony przez alkohol): Siema, stary!

Tubalny głos: Cześć! Co podać?

Mielnik: Daj jeeeednego żywca!

Cisza. Odgłos stuknięcia. Potem dźwięk wsysania piany.

Mielnik: Uch, kurwa, tego było mi trzeba! Tubalny głos: Pij na zdrowie!

Cisza, milczenie. W głębi zespół próbuje instrumenty.

Mielnik: Kuźwa, ale u was są laski! Te, ale fajna dupa!

Tubalny głos: E tam, fajna! Przyjdź tu za parę godzin,

to dopiero zobaczysz fajne dupy! (nieco ciszej) Co

ty tak się podniecasz, chłopie? To najczęściej zwykłe

„mewki”.

Mielnik: Mewki?

Tubalny głos: No kurwy. Nie mam czasu teraz gadać!

Patrz, ile gości!

W oddali słychać śpiew i melodię popularnego niegdyś polskiego przeboju. Szuranie krzesła po podłodze.

Mielnik (ściszonym, wyraźnym głosem): Jest godzina dwudziesta druga pięć. Bar „Plażowy” w Jelitkowie. Koniec.

Przesłuchał jeszcze raz ten fragment nagrań Mielnika. Wyczyszczony z szumów fragment rozczarował go. Instynktownie Pater nie wiedzieć czemu spodziewał się jakiejś rewelacji. Spodziewał się, że spośród przybrudzonych, jak mawiali fachowcy, dźwięków wyłoni się prawda. Może nie nazwisko mordercy, ale prawda, która pomoże niezawodnie ustalić, kto nim jest.

Opadł na łóżko i podłożył ręce pod głowę. Jedno było pewne. Emerytowany nauczyciel zaczyna i kończy zapis normalnym i całkiem wyraźnym głosem, a między tymi momentami jego głos jest bełkotliwy. A zatem udawał pijanego. Tylko po co? Aby zbratać się z barmanem o tubalnym głosie? Aby móc mu zadawać intymne pytania o kobiety? Podejrzewał barmana o zabójstwo? Przecież ten zajmował się tatuażem. Twierdził, że większość jego klientek to prostytutki. Ale może w ten sposób nazywać też i

Uruchomił laptopa i włożył do niego służbową kostkę internetową, którą niedawno otrzymał. Roześmiał się na wspomnienie Joa

Wystukał w okienku wyszukiwarki „bar plażowy”, „Jelitkowo”. Wynikiem było kilka stron, na których znajdowały się te słowa – głównie odsyłacze do i

Czy

– Cześć – powiedział, gdy usłyszał głos podwładnego.

– Cześć, szefie.

– Sprawdziłeś alibi Traszki?

– Mają do nas oddzwonić z Uppsali. Natychmiast zatelefonuję do ciebie, jak będę coś wiedział.

– Jak się zachowuje Traszka na komendzie?

– Śpi. Banasiukowi też mówił, że złoży na nas skargę. Narzekał, że wszystko go boli.

– Dobrze. Słuchaj, musisz dotrzeć do właściciela baru w Jelitkowie. Nie wiem, czy „plażowy” to jego nazwa i powi

– Tak – odparł Kulesza po namyśle. – Chodzi o to, czy „plażowy” jest na szyldzie knajpy, czy nie.

– Dobrze. – Pater odetchnął. – Zadzwoń do gospodarczych. Oni szybko ustalą, kto płaci podatki z tej knajpy. Zdobądź numer komórki jej właściciela. Jak go złapiesz, zapytaj, kto rok temu, czwartego lipca dwa tysiące szóstego, stał u niego wieczorem za barem. Musimy go namierzyć! To jest teraz najważniejsze. Wieloch ma ci pomóc! Ma zadzwonić do operatora i sprawdzić, do kogo należy następujący numer komórki – podyktował z kartki numer, z którym próbował się bezskutecznie połączyć. – Jakieś pytania? Nie? To na razie!

Pater rozłączył się i poczuł głód. Uświadomił sobie, że nic dzisiaj nie jadł. Nie chciał jednak wychodzić z „Fregaty”, bo mógłby spotkać Joa

Na kartce nie zanotował już żadnych uwag, spostrzeżeń i tropów. Uznał, że z głodu przestaje myśleć. Ubrał się i wyszedł z ośrodka. Mijając hotel „Rejs”, znów poczuł ciężar w żołądku. Nie mógł się opanować, aby nie spojrzeć w okno Joa

Po chwili znalazł się w labiryncie małych uliczek, biegnących pomiędzy niebiesko-żółtymi straganami „Jarmarku morskiego”, barami i podestami. Zapełniał je drepczący tłum. Jeden człowiek popychał drugiego i następował mu na pięty. Zewsząd leciała donośna muzyka i dochodziły przeraźliwe dźwięki różnych automatów. Wokół wyły rozmaite piosenki – wszystkie w jednym stylu. Były to wytwory rodzimych szansonistów, zwycięzców telewizyjnych konkursów i i

Znalazł się pod półprzezroczystym, falowanym dachem. Słońce, przebiwszy się przez pleksi, oświetlało osobliwą białą poświatą ludzi siedzących za stolikami i jedzących lody. Powietrze stało, ceny wyglądały na wysokie, i może dlatego klientów było niewielu.

Pater usiadł sam przy stoliku i przejrzał kartę. Z dań obiadowych był tylko gyros z frytkami i ryby w różnych kombinacjach. Zamówił to pierwsze i colę. Obok niego siedział starszy, sześćdziesięcioletni na oko mężczyzna w białej lnianej marynarce z krótkimi rękawami. Jego towarzysz, ubrany w obcisłe rurki i duży ćwiekowany pas, miał nie więcej niż trzydzieści lat. Rozmawiali o modzie. Co chwila wybuchali śmiechem. W pewnym momencie starszy mężczyzna podał młodszemu łyżeczkę z lodem i powiedział:

– Am, am.

Kelnerka postawiła przed Paterem talerz. Mięso było miękkie i rozpadało się w śmietanowym sosie, frytki – spieczone i twarde na brzegach. Zaczął je łakomie pochłaniać, choć czuć je było starym olejem. Pociągnął duży łyk coli i natychmiast poczuł, że jego czoło oddaje napój w postaci potu. Frytki połykał w całości. Jedna z nich podrapała go po przełyku. Zwolnił tempo. I wtedy w kieszeni jego spodni zawibrowała komórka.

– Cześć, szefie – usłyszał rozradowany głos Kuleszy. -Dwie informacje. Zła i dobra. Wiem, od której zacząć. Niestety, alibi Traszki zostało potwierdzone przez urząd zatrudnienia w Uppsali. Od połowy czerwca do końca sierpnia dwa tysiące trzeciego chałturzył w Uppsali i okolicach. Mamy go wypuścić?

– Nie – powiedział cicho Pater, widząc, że starszy pan przy stoliku obok uważnie mu się przysłuchuje. – Przetrzymamy go czterdzieści osiem godzin i ani minuty krócej. Nie ma możliwości, że Szwedzi się pomylili?

– Nie ma. Poza tym będziesz miał rozpiskę koncertów sporządzoną przez jego menedżera, kiedy tylko ten wróci z Chorwacji.

– To ścierwo ma menedżera? – Pater powiedział na tyle głośno, by pytanie dotarło do mężczyzny w lnianej marynarce.

Kulesza westchnął.

– Jedni mają menedżerów, i

– W porządku. A dobra wiadomość?

– Mamy dane szefa knajpy z Jelitkowa.

– To świetnie. – Pater się uśmiechnął.

– Sławomir Jodłowski, zamieszkały w Gdańsku, u nas nienotowany. Prowadzi kilka interesów. Dwie knajpy, jedną w Jelitkowie, a drugą… Trzymaj się mocno i nie spadnij z krzesła!