Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 29 из 51

Powodem nie była ani oparzona skóra policzków, której niewiele pomogły okłady z kwaśnego mleka, ani bolące żebra, ani potworna duchota, jaka panowała w jego szczelnie zamkniętym domku, ani nawet głupie komentarze Wielocha i Kuleszy na temat poczynań ludzi za oknem.

Powodem było urzędowe lub legitymacyjne zdjęcie, które leżało przed nim na stole. Młodzieniec na fotografii ubrany był w marynarkę i białą koszulę, zapiętą pod szyją. Miał krótko ścięte włosy. Marynarka źle na nim leżała i odstawała na karku. Usta wygięte były w lekkim uśmiechu. Pater przestał kontemplować zdjęcie i spojrzał na Wielocha i Kuleszę, którzy rozmawiali swobodnie, nie zdając sobie sprawy z nastroju ich szefa.

– Patrz, patrz – zaaferowany Wieloch ocierał pot z czoła. – Jak go atakuje ten skurwysyn, chce się dostać za sweter!

– Co to jest! – wrzasnął Pater, waląc otwartą dłonią w fotografię. – Co to ma być?!

Huk, jaki się rozległ w pokoju, natychmiast przerwał dyskusję aspirantów.

– Co wy mi tu przynosicie! – Pater syczał. – Jak chcecie znaleźć tę porcelanową laleczkę ze zdjęcia? Gdzie go chcecie szukać? Wśród ministrantów?

Kulesza i Pater milczeli.

– Nie wiecie, kogo szukamy? – Twarz Patera stała się rubinowa. – Nie grzecznego chłopczyka, który się słodko uśmiecha, ale wytatuowanego degenerata! Być może satanisty, zafascynowanego trupim rozkładem! Od dwóch dni szukacie aktualnego zdjęcia Traszki i co mi tu przynosicie? Zdjęcie komunijne? No to teraz posłuchajcie, co będziecie robić. Będziecie chodzić z tym zdjęciem po kempingach i pokazywać je wszystkim rockmanom i motocyklistom. Ich śmiech będzie waszą nagrodą.

– Szefie, to jedyne zdjęcie, jakie znaleźliśmy. – Wieloch spuścił wzrok jak skarcony uczeń. – To zdjęcie ze świadectwa maturalnego.

– Ten facet jest teraz starszy o mniej więcej dziesięć lat, ma długie włosy, brodę i tatuaże na rękach. I takie zdjęcie powi

– Wolański jest u chorej matki w Darłówku – wydukał Kulesza – a poza tym…

Urwał, widząc grymas na twarzy Patera. Ten wbił wściekły wzrok w Kuleszę. Trwało to jednak tylko chwilę. Nazwa miasta, wymieniona przez podwładnego, podziałała na Patera uspokajająco. Zdał sobie nagle sprawę, że Joa

– Posłuchajcie, chłopaki. – Odchylił się na krześle. – Mamy działać szybko. Ale również skutecznie. A to gówno – wskazał na leżące na stole zdjęcie – jest nieskuteczne. Ono nie działa…

– A to zadziała? – zapytał Kulesza, wyciągając z torby kartkę papieru w przezroczystej koszulce.

– Portret pamięciowy… – Pater przyglądał się wizerunkowi długowłosego brodacza w czapce bejsbolówce.

– Tak, na podstawie opisu doktora Kwiecińskiego i urzędniczek z dziekanatu. Nawiasem mówiąc, pytały się o ciebie, szefie. Wspominają cię ciepło. Zwłaszcza ta ruda. Fajna laska…

– Ten portret jest sto razy lepszy. – Pater jakby nie usłyszał ostatniej uwagi Kuleszy. – Od maturalnego zdjęcia, bo ma mimo wszystko coś wspólnego z dzisiejszym wyglądem Traszki, o ile nie zgolił brody i nie ściął włosów. Ale to jedyna zaleta tego rysunku. Do identyfikacji jest w zasadzie bezużyteczny. Traszka wygląda na tym zdjęciu jak członek grupy ZZ Top. Czyli jak nikt.

Umilkł i zapatrzył się w okno. Szerszeniobójcy zwijali taśmę i wkładali swój sprzęt do bagażnika starego kadetta, nieprzepisowo tarasującego bramę wjazdową do ośrodka. Jeden z nich zbliżył się do samochodu Patera i postawił na masce rozpylacz ze sprayem.

– To końcówka, a panu może się jeszcze przydać! – krzyknął i machnął Paterowi ręką na pożegnanie.

Ten ledwie odpowiedział.

Wieloch opierał policzek na dłoni i przymykał oczy, jakby morzył go sen. Pater doskonale rozumiał ich frustrację. Co gorsza, podzielał ją. Ich pracy towarzyszyła nieusta

– Zdobędziemy aktualne zdjęcie Traszki! – Pater zdawał sobie sprawę, że w jego głosie pojawia się nienaturalny entuzjazm. – Rozumiecie? Zdobędziemy! Zaraz dzwonię do Starego, a ten rzuci na poszukiwanie aktualnej fotografii wszystkich ludzi, jakich ma do dyspozycji.

– A jeśli mimo to będzie klapa z tą fotką? – Kulesza ryzykował, że nastąpi kolejny gwałtowny wybuch Patera. – Co wtedy będzie? Nie chcę marudzić, ale zawsze mówił pan, to jest… Zawsze mówiłeś, szefie, że musimy znosić małe porażki w śledztwie, lecz zachować wiarę w sukces końcowy. Jest to racjonalne, bo uchroni nas…

– Dość – przerwał mu Pater – nie jestem ewangelistą, żeby mnie cytować! Jeśli nie znajdziemy jakiegoś dobrego zdjęcia, sprowadzi się tutaj pewną osobę, która dobrze zna Traszkę. I ja obejdę z nią wszystkie knajpy we Władku i w okolicach, z których dobiegać będzie muzyka. I w ten sposób go dorwiemy! A teraz jedziemy do Gdańska!

I wtedy zadzwoniła jego komórka. Pater długo słuchał, a potem wypowiedział jedno zdanie:

– Będę najpóźniej dziś wieczorem.

Otarł pot z czoła i spojrzał na swoich ludzi.

– To znaczy: wy jedziecie do Gdańska.

– A ty, szefie? – zapytał Wieloch.

– A ja lecę do Wrocławia.

27

Paterowi huczało w głowie od wycia silników. Ryk w samolocie, którym przyleciał na lotnisko im. Mikołaja Kopernika we Wrocławiu, był o wiele głośniejszy niż w tym, którym pokonał trasę Gdańsk-Warszawa. To była jedyna różnica między lotami, a poza tym same podobieństwa. W samolocie do Wrocławia nie było przyjemniej, wygodniej ani smaczniej niż w samolocie do Warszawy. I tu, i tu wszystko tak samo. Duchota, sztuczne uśmiechy stewardes, gliniaste ciastko w folii i pozbawiona smaku herbata w styropianowym kubku.

Pater miał tylko niewielką torbę z bielizną na zmianę, toteż nie zatrzymał się, tak jak i

Brzyski uściskał serdecznie kolegę z Gdańska i zadudnił dłońmi po jego plecach. Ruszyli do wyjścia.

Pater, słuchając opowieści Jacka o potwornych upałach panujących na Dolnym Śląsku, milczał i przyglądał się tłumowi zdenerwowanych i spoconych ludzi, którzy biegali wokół z telefonami komórkowymi przy uchu albo zaczepiali każdego, kogo brali za kogoś z obsługi lotniska.

Tak to jest z tymi tanimi liniami lotniczymi – powiedział Brzyski, widząc zdziwienie kolegi. – Tanie mięso psi jedzą. Jeden samolot do Irlandii wypadł, a na lotnisku ar-magedon. Wszyscy czekają na lot zastępczy, który miał się rozpocząć pół godziny temu. Samolotu zastępczego nie ma, a tu prawie rewolucja. Ja nie wiem, co tu będzie się działo podczas EURO 2012. Nie wyobrażam sobie tego. U was, w Gdańsku, chyba nie lepiej, co, Jarek?