Страница 14 из 51
– O kurwa! – zachrypiał Wieloch, patrząc na poplamiony kawą napis: „Nic nie przeraża weterynarza” na swoim T-shircie. – Przepraszam za zamieszanie. Nie lubię tych skurwysynów.
– A już chciałem zapytać – Kulesza szukał pod stołem swojego papierosa, który poleciał tam wraz z popielniczką – po co panu ta szufelka…
– Gdzieś tutaj mają gniazdo – pobladły Pater przyglądał się uważnie krytemu eternitem dachowi, szukając tam widocznych dziur. – To już trzeci dzisiaj…
– Przylatują do lampy. – Kulesza znalazł papierosa i zaciągnął się chciwie. – One przylatują do światła. Miałem je kiedyś u siebie na działce. Nie mogłem wieczorem nawet piwa wypić przy zapalonym świetle…
– To nie jedyna atrakcja mojego wspaniałego mieszkania – zaczął zrzędzić Pater, wyraźnie roztrzęsiony. -Patrzcie na tę deskę zamiast szyby. No, ale dobrze… Masz rację, Kulesza. Gasimy światło i kończymy tę odprawę. Na czym to ja skończyłem?
– Zadał szef dwa pytania. – Kulesza wycierał papierem toaletowym kawę rozlaną na blacie stołu. – Czy morderstwo Seredy coś nam przypomina i kogo morderca teraz naśladuje? Kogo teraz naśladuje, tego nie wiemy, bo nie wiemy w ogóle, kim był morderca z Jelitkowa.
– Widzę, że nic nie jest w stanie cię zdekoncentrować – odparł Pater i uśmiechnął się chyba po raz pierwszy tamtego dnia.
– Staram się, jak mogę.
– Oczywiście, że przypomina sprawę Jelitkowa z dwa tysiące trzeciego – wtrącił się Wieloch, który lustrował podejrzliwie dziury pod okapem domku. – Ale tylko częściowo. Wtedy zamordowano dwie dziewczyny, z których jedna miała wytatuowaną różę, ale druga już nie… Teraz we Władku tylko jedną.
– To prawda. – Pater ułożył szerszenia na murku obok jego dwóch martwych kolegów. – Jeśli Naśladowca imituje mordercę z Jelitkowa, to robi to niedokładnie. Ale on w ogóle bardzo się zmienia. Najpierw zapowiadał precyzyjnie swe kolejne zbrodnie. Seredę natomiast zabił po bardzo enigmatycznej zapowiedzi: „Pora pooddychać jodem”. Poza tym okoliczności zamordowania Seredy różnią się od sprawy z Jelitkowa. Tam były dwie dziewczyny, tu jedna. To są pytania, na które nie mamy odpowiedzi. Ale zakładamy, że to Naśladowca zabił Seredę. Tu, we Władysławowie.
Pater zamknął oczy i ujrzał dwa nagie kobiece ciała na stalowym stole sekcyjnym. Jelitkowo 2003. To brzmiało jak nazwa jakiejś cyklicznej imprezy plażowej. Władysławowo 2007. Nowa edycja Jelitkowa. Nowa edycja zbrodni z różą na pośladku. Różą, która miała być ozdobą, a stała się piętnem. Przełknął ślinę. Czul, że napiętnowany był ktoś jeszcze. On sam. Nagle w te rozmyślania wdarł się złowrogi dźwięk. Szerszeń krążył między ich głowami jak śmigłowiec w filmie Ridleya Scotta Helikopter w ogniu.
– Bezczelnie! On zamordował wyzywająco bezczelnie! – wykrzyknął Pater, czując, że ogarnia go furia. – Prawie na naszych oczach! I w samym centrum tego pierdolonego bazaru, jakim jest to miasto!
Szerszeń odleciał, jakby nie chciał się narażać rozsierdzonemu Paterowi. Ten ciężko oddychał. Wieloch spojrzał na niego ze zdziwieniem. W takim stanie nie widywał go zbyt często. Przekleństw zaś w ustach Patera nie słyszał prawie nigdy. Wieloch tłumaczył sobie wzburzenie Patera nalotem szerszeni, natomiast Kulesza – nieudaną darłowską randką. Żaden z nich nie miał racji.
Do roboty – powiedział Pater zimno i cicho. – Kulesza, dzięki informacjom, jakie nam dzisiaj przedstawiłeś o tym mieście, wiemy, od czego zacząć. Ty dzwonisz do komendanta Banaszka…
– Banasiuka – poprawił go Kulesza.
– Tak, Banasiuka – powtórzył Pater. – Dzwonisz do miejscowego komendanta Banasiuka i przesłuchujecie prostytutki. Możliwe, że Sereda była wakacyjną cichodajką. Profesjonalistki nie lubią taniej plażowej konkurencji. A kawałek piasku osłoniętego parawanem to miejsce na nierząd wcale dobre. Może jakaś dziwka coś wiedziała o Seredzie. Albo z kim się umawiała na plaży. Może jakaś ją śledziła, chcąc ukarać nieuczciwą konkurencję?
– Wieloch – Pater wymierzył palcem w drugiego podwładnego – ty, po stosownym zawiadomieniu Banaczka… Banasiuka, zmontujesz teraz jak najliczniejszą ekipę przepytującą. Zaczniecie od samochodów, w których jak to dzisiaj ładnie ująłeś – zwrócił się do Kuleszy – koczują kandydaci na wczasowiczów, czekający na wolne miejsca w pensjonatach. Potem przepytacie i
– Ładna mi sprawiedliwość – powiedział Wieloch, kręcąc głową. – Piotrek na dziewczynki, a ja do piachu! A pan co będzie robił?
Pater odchylił się na krześle tak daleko, że nogi mebla niebezpiecznie zatrzeszczały. Wpatrywał się przez chwilę w Wielocha nieruchomym wzrokiem.
– Wiesz co, Wieloch – powiedział tonem, który nie zapowiadał niczego dobrego – mógłbym na ciebie krzyknąć: „To nie twoja sprawa! Zasuwaj do roboty!” Mógłbym tak zrobić… Pewnie by tak zrobił ten człowiek, którego cała komenda nazywa „Bucem” i „Antypaterem”. Ale ja się dzisiaj zmieniłem. Jestem i
Popatrzył na swoich oniemiałych podwładnych i wstał.
– Ale zanim tam pójdę, chciałbym, żebyśmy coś wspólnie zrobili.
Wszedł do pokoju. Wieloch i Kulesza widzieli, jak ich szef przechyla się przez łóżko, a potem prostuje. Gdy zjawił się ponownie na tarasie, trzymał w dłoni butelkę, z której skapywały krople, niewątpliwa pozostałość po stopniałym lodzie.
– W zasadzie – Pater otworzył butelkę i nalał do trzech plastikowych kubeczków – powinienem zaproponować wam to już dawno temu. Ale może dobrze się stało, że nastąpi to teraz. W wyjątkowych okolicznościach… Krótko mówiąc… – Czuł, że mówi coraz mniej składnie. – Jarek jestem. Zresztą wiecie – sztucznie się roześmiał – jak mam na imię, a ja wasze też pamiętam.
Zapadła cisza. Wieloch drapał się po głowie oblepionej rudymi lokami i nie wiedział, czy stuknąć się z szefem plastikowym kubeczkiem. Kulesza nerwowo sięgnął po papierosa. Z sanitariatów wyszli młodzi sąsiedzi Patera. Obejmowali się i śmiali wesoło. Chłopak miał na sobie tylko kąpielówki, dziewczyna – żółte bikini, które świetnie kontrastowało z jej opalonym ciałem. Skóra obojga lśniła od wody. Ręczniki wisiały na werandzie. Nawet nie udawali, że poszli tylko wziąć prysznic.
– Jeśli ta sprawa jest wyjątkowa – powiedział Kulesza bardzo poważnie – to pozwoli pan… pozwolisz, że zadam wyjątkowe pytanie.
– Pytaj, o co chcesz. – Pater kiwnął głową. – Nie odpowiem ci tylko na pytanie o rozmiar buta. Przymierzam zawsze na oko.
– Byłeś na zwolnieniu – ciągnął Kulesza – i nie musiałeś tutaj przyjeżdżać. Stary nieraz groził, że pana… ciebie, cytuję, „wypierdoli z roboty”. Ale nikt tych gróźb nie brał nigdy serio. Kiedy pojawiła się sprawa Naśladowcy i cała policja na Wybrzeżu dostała sraczki, a u Starego zainstalowała się grupa mędrców, psychologów i językoznawców, ty w najlepsze zaszyłeś się w jakimś uroczym miejscu i czekałeś, aż nadejdzie pora uroczego urlopu. To dlaczego teraz przyjechałeś, w dodatku pełen energii, i wydajesz polecenia na prawo i lewo? Znałeś A
– Powiedziałeś „naśladowca”, tak? – zapytał Pater i nagle zaczął mówić krótkimi, urywanymi zdaniami: -Naśladowca naśladuje. Kogo? Może samego siebie. Zrozum, chłopie! A jeśli morderca z Jelitkowa i morderca A
Zapadła cisza. Po minucie Wieloch i Kulesza uznali, że już czas na nich. Wstali, szurając krzesłami. W ośrodku „Fregata” tętniło życie. Donżuan i pani w afrykańskiej spódniczce wychodzili gdzieś razem. Chłopaki słuchający techno stukali się puszkami. Ofiara solarium wychodziła z wnuczką na tańce. Główną i jedyną wewnętrzną drogą sunął mocno pijany facet, w którym Pater rozpoznał mężczyznę wyciskającego sobie w południe pryszcz na policzku.