Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 19 из 63

Mock, po dobrze przespanej nocy w hotelu „Grand”, solidnym śniadaniu oraz przechadzce Hetmańską i Akademicką, siedział wraz z kilkoma polskim policjantami, oraz medykiem sądowym i psychologiem zarazem, doktorem Iwanem Pidhirnym, w gabinecie podinspektora Zubika. Z uwagą słucha! przemówienia naczelnika działu śledczego, które Popielski tłumaczył mu na ucho.

– Moi panowie – Zubik wzniósł obie ręce do góry i z hukiem opuścił je na biurko – dzięki raportom dyrektora Mocka możemy odnowić śledztwo w sprawie Minotaura. Głównym podejrzanym jest człowiek, którego nie będzie nam chyba trudno znaleźć. Komisarzu – zwrócił się do Popielskiego – oddaję panu głos ze względu na pańską lepszą znajomość niemczyzny.

Popielski wstał, poprawił na nosie ciemne okulary i stanął za biurkiem Zubika. Naczelnik nie posunął się nawet o milimetr, aby pokazać, że tylko na chwilę oddaje mu przewodzenie zebraniu.

– Głównym podejrzanym… – Popielski starał się mówić wolno; wprawdzie wszyscy obecni w gabinecie lwowscy policjanci, oprócz Stefana Cygana, swe szlify wojskowe zdobywali za cesarza Franciszka Józefa, a doktor Pidhirny studiował na uniwersytecie w Czerniowcach, jednak nieużywana na co dzień niemczyzna mogła utrudnić zrozumienie ważnych instrukcji, które chciał wydać. – Głównym podejrzanym jest śniady brunet lat najwyżej trzydziestu, o skło

– Męska dama – powiedział po polsku komisarz Wilhelm Zaremba. – Znałem takie za Franza, co jeździły koleją, ale to były wyłącznie dziunie. – Spojrzał wymownie na Popielskiego. – Nie chłopaki. Jeden kurs do Wiednia z zamożnym klientem i nie trzeba było kręcić się przez tydzień na Wałach Hetmańskich.

Spojrzenia Popielskiego i Mocka spotkały się szybko.

– Nie odbiegajmy od tematu, panowie – powiedział z wyrzutem Zubik. – Ad rem. Mamy coś, czego wcześniej nie mieliśmy. Punkt wyjścia. Proszę dalej, komisarzu Popielski.

– Tak – ciągnął wymieniony. – Po dwóch mordach w roku 1935 Minotaur znów się zaktywizował. Zabił po dwóch latach i zrobił to w Niemczech. Jak by pan to wytłumaczył, doktorze?

– To świadczy o tym – niewysoki doktor Pidhirny wstał i podrapał się paznokciem po swej pooranej po-trądzikowymi bruzdami twarzy, o której złośliwi mówili, że jest wyżarta trupim jadem – że on staje się ostrożniejszy. Dwa wcześniejsze morderstwa w okolicach Lwowa, a teraz daleko, w Niemczech, we Wrocławiu… W dodatku zamaskowany kobiecym przebraniem. Na pewno panowie chcieliby zapytać, czy to jest możliwe, aby człowiek o skło

– Dziękuję bardzo, doktorze. – Popielski kiwnął głową Pidhirnemu, gdy ten siadał. – Oto ważne cechy poszukiwanego: śniadość, jakby cygańska uroda, silnie rozbudzona płciowość i skło

– Miejsce ich rendez-vous – dokończył Zaremba i zwrócił się z uśmiechem do Cygana. – No, no, Stefciu, ty uważaj na siebie w tym Atlasie. Jesteś taki ładniutki, szczuplutki… To dla nich łakomy kąsek… Jak precli…

Wszyscy z wyjątkiem Mocka i Zubika zachichotali. Aspirantowi Cyganowi, smukłemu, młodemu szatynowi w szaliku wokół szyi, nie było wcale do śmiechu. Obruszył się pogardliwym prychnięciem na insynuacje Zaremby.

– Tak, tam się umawiają. – Popielski wrócił do swojego wątku, poganiany surowym spojrzeniem naczelnika. – Pan aspirant Walerian Grabski zajmie się najpierw aktami w obyczajówce naszych dwóch komend, miejskiej i wojewódzkiej. A potem pójdzie tropami znalezionymi w aktach i przepyta dyrektorów oraz woźnych, zwłaszcza woźnych, bo oni wszystko wiedzą!, burs męskich i akademików.

Grabski, niewysoki i otyły, o wyglądzie poczciwiny, mrużył oczy przed dymem z papierosa i zapisywał w notesie polecenia Popielskiego. Jego nijakość i brak jakichkolwiek wyraźnych właściwości predestynowały go do pracy w charakterze tajnego wywiadowcy i zmyliły już niejednego złoczyńcę.

– Środowisko żydowskie w poszukiwaniu śniadego bruneta odmieńca zinfiltruje pan aspirant Herman Kacnelson – kontynuował komisarz. – Proszę nie zapomnieć, panie aspirancie, również o naszych Ormianach oraz o uchodźcach z sowieckiej Armenii i Gruzji. Dyrektor kryminalny Eberhard Mock, komisarz Wilhelm Zaremba i ja odwiedzimy wszystkie sierocińce i szkoły w województwie.

– Przepraszam, że się wtrącam. – Doktor Pidhirny zerwał się jak sprężyna. – Ale zapomniał pan, panie komisarzu, o Rusinach.

– O kim? – zapytał zdziwiony Mock.

– Rusini. – Popielski stara

– Rozumiem – powiedział Mock wbrew temu, co się działo w jego głowie. – Ale czy są ważni dla naszego śledztwa? Są śniadzi?

– No i widzi pan, doktorze? – Popielski roześmiał się wesoło. – Pan wszędzie doszukuje się dyskryminacji Rusinów. Nawet jeśli wśród nich nie chcę szukać mordercy. A ja po prostu wymieniam wszystkie i

– Jaka to dyskryminacja, to ja sam wiem najlepiej! -Pidhirny nie zwykł tak szybko ustępować.

– A co takiego pana spotkało? – znów zainteresował się Mock.

– Wie pan – powiedział Pidhirny – że zmuszano mnie do zmiany nazwiska na polskie. Na „Jan Podgórny”! Wykładowca uniwersytetu nie może nazywać się Iwan Pidhirny! I to ma nie być dyskryminacja!

– Niech pan nie przesadza, panie doktorze – oburzył się Grabski, mówiąc po polsku. – W końcu kilku Rusinów pracuje na uniwersytecie, choćby ten archeolog, docent Styrczuk, który walczył u Strzelców Siczowych! A ponadto…

– Panowie, panowie – przerwał mu Zubik – nie zamęczajmy dyrektora Mocka naszymi krajowymi sprawami. Panie doktorze – zwrócił się do Pidhirnego – jest pan jednym z najlepszych medyków sądowych w Polsce i bez pana ekspertyz nic byśmy nie zrobili. I to jest teraz najważniejsze, nie zaś konflikt polsko-ukraiński! Panowie, mam teraz pytanie. – Zubik poprawił się w fotelu, aż ten niepokojąco zaskrzypiał. – Po co mają panowie we trzech przeszukiwać sierocińce? W poszukiwaniu podejrzanego i jego odchyleń moralnych? Przecież tym może się zająć tylko pan

Grabski. A swoją drogą, to po co w ogóle te sierocińce?