Страница 13 из 63
Rita jeszcze raz zastanowiła się nad niebezpieczeństwem ze strony służącej, Ha
Drgnęła, kiedy doszedł do niej z przedpokoju chrzęst klucza przekręcanego w zamku. Szybko przysunęła się do biurka, zamykając szufladę. No tak, jest pewnie po dziesiątej i papa wrócił.
Z przedpokoju dobiegły znane odgłosy. Radosne powitanie ojca przez ciotkę. Tak radosne, że aż mdłe. Zawsze to samo! „Edwardzie! Można by wedle twoich przyzwyczajeń zegarki nastawiać! Ha
Przypuszczenia Rity spełniły się tylko częściowo. Ojciec rzeczywiście trochę się poprzekomarzał z ciotką Lodzią, ale trwało to bardzo krótko i za chwilę był już w jej pokoju, przebrany w bonżurkę. Nie pocałował jej jednak i nie zapytał, co się dziś wydarzyło w szkole.
– Dobry wieczór, Rito – powiedział i usiadł na drugim krześle.
– Dobry wieczór, tatku – odparła nieco zaniepokojona jego nietypowym zachowaniem.
Ojciec patrzył na nią przez chwilę dziwnym wzrokiem, a potem zaczął się przyglądać różnym drobiazgom w jej pokoju: fotosom gwiazd kina, pluszowemu misiowi, którego znalazła pod choinką, kiedy miała trzy lata i od tego czasu gorąco ukochała, zasuszonym kwiatkom, wiszącym na szufladkach sekretarzyka, muszlom zebranym na plaży we Władysławowie, i pudełku po czekoladkach, wypełnionemu przez karteczki z cytatami. Jego łysa głowa przypominała jej głowę atlety, który kilka dni temu najwyraźniej ją adorował. Ojciec jednak nie miał tak zdeformowanych uszu jak tamten. Spojrzała na jego dłoń ozdobioną sygnetem z jakimś kabalistycznym znakiem. I nie miał takich potężnych i brudnych łap jak tamten. Dłonie ojca były mocne, zadbane i zakończone wypukłymi nieco paznokciami. To spostrzeżenie wywołało u niej jakieś ciepło w piersi. Wstała, podeszła do ojca i bez słowa pocałowała go w czoło. Doszła ją woń alkoholu, wody kolońskiej i tytoniu. Kiedy usiadła z powrotem przy biurku, widziała, że zmienił się na twarzy.
Dzisiaj byłem na zebraniu Polskiego Towarzystwa Filologicznego – powiedział cicho ojciec. – I spotkałem tam profesora Sedlaczka.
– Ach, Klaudiusza Ślepego! – Rita stuknęła się w czoło. Zawsze zapominała nazwiska profesora od łaciny, który swój przydomek zawdzięczał manierze zdejmowania okularów i wpatrywania się wypukłymi oczami krótkowidza w chichoczące pa
– Będziesz miała dwóję z łaciny na semestr u niezbyt wymagającego nauczyciela! Jak mi to wytłumaczysz?
– Niech się papuś nie martwi! – Rita zacisnęła na ołówku swe drobne ładne zęby. – Na pewno poprawię się w przyszłym semestrze. Ja po prostu nienawidzę tych głupich czytanek, które trzeba tłumaczyć na łacinę!
Wolę już Cycerona! O, niech tatuś zobaczy! Na przykład ten durny list od Bronisława do Stanisława.
Wstała z krzesła, ujęła książkę w dłoń, drugą rękę wzniosła jak rzymski retor i zaczęła recytować:
– „Drogi Stanisławie! – Podniosła oczy ku górze. – Byliśmy na wycieczce w Italii z naszym ukochanym nauczycielem. Och, jakichże tam zażywaliśmy rozkoszy!” Przecież to takie głupie, że aż zęby bolą!
Rita przerwała i roześmiała się perliście. Popielski przyznawał w duchu, że czytanki w tym podręczniku odnoszące się do współczesności są pretensjonalne i napuszone. Spojrzał na córkę, stojącą wciąż w pozie retora. Ona ma talent aktorski po matce, pomyślał, powi
Zacisnął zęby i podszedł do Rity. Pocałował ją w głowę. Poczuł ten sam zapach jej ciemnych włosów, jak wiele lat temu kiedy ją wynagradzał, w swoim oczywiście mniemaniu, pocałunkiem – gdy dobrze deklinowała i z uśmiechem przekomarzała się przy stole: Primum philosophari, deinde edere. Zacisnął zęby jeszcze mocniej i wyszedł z pokoju córki, słysząc jej: „Dobranoc, tatku!”
Lwów, poniedziałek 11 stycznia 1937 roku,
wpół do jedenastej wieczór
Leokadia Tchorznicka przestała układać pasjansa, kiedy Edward skończył opowiadać o swoim spotkaniu z chojrakami z Łyczakowa. Słuchała go uważnie i rozumiała wszystko, choć nie lubiła niemieckiego, nad który zdecydowanie przedkładała francuski. Niemczyzna Edwarda była tak bogata i wyrafinowana, że słuchała jej zawsze z wielką przyjemnością, którą teraz jednak znacznie zmąciła i zaprawiła goryczą treść opowieści. Pasjans „galernik” nie wyszedł Leokadii, jak zwykle zresztą. Odłożyła karty i spojrzała na kuzyna.
– Posłuchaj, Edwardzie – powiedziała, stara